Rozwój osobisty zaczyna się w tym miejscu

Żeby archeolog mógł dotrzeć do cennych znalezisk, najpierw musi trochę pokopać. Ale nie tak jak kopiesz swój ogródek, kiedy chcesz zasiać grządkę marchewek. Robi to bardzo delikatnie i niespiesznie. Używa łagodnych narzędzi, żeby przypadkiem nie uszczerbić głęboko zakopanych skarbów.

Kiedy, po wytężonej i uważnej pracy, uda mu się wydobyć jakiś przedmiot, ogląda go z każdej strony, bada i próbuje dociec, co to jest, do czego służyło, kiedy i kto tego używał i jaką rolę i wpływ ów rzecz miała na czyjeś życie.

Z rozwojem osobistym jest jak z wykopem archeologicznym – powiedzie się jedynie wtedy, kiedy nie będziesz się spieszył, użyjesz bardzo delikatnych narzędzi i będziesz oglądał i badał, a nie krytykował swoje znaleziska.

Dobry początek to odpowiednie narzędzia (a dokładnie te dwa)

Kiedy chcesz w sobie coś zmienić, poprawić, ulepszyć, rozwinąć – musisz to najpierw wyraźnie obejrzeć. W tej kwestii nie ma objazdów i skrótów.

Jeśli jest coś, co Ciebie uwiera i czyni Twoje życie niekomfortowym, jakaś „drzazga” wbiła Ci się w palec, to nie wyciągniesz jej, i nie zaleczysz rany, jeśli będziesz ciągle odwracał od tego miejsca wzrok.

Nie bez znaczenia pozostaje sposób, w jaki na siebie patrzysz. Bo spojrzeć w sedno bólu można na wiele sposobów. Niektóre pomagają, rozwijają i leczą. Innymi zadasz sobie kolejne rany.

Jak sięgnąć po te pierwsze a ominąć drugie? – Spojrzeć na siebie oczami archeologa, ponieważ:

  • bardzo mu zależy na odkryciach,

  • fascynuje się tym, co znajdzie,

  • nie spieszy się,

  • robi wszystko, żeby tylko niczego po drodze nie uszczerbić,

  • to, co odkryje, bada i studiuje, a nie ocenia i krytykuje,

  • zadaje sobie ten cały trud po to, żeby czegoś nowego się NAUCZYĆ ze swoich znalezisk.

W podejściu do siebie, taka postawa przekłada się na dwa absolutnie najważniejsze narzędzia:

  1. Delikatność, czyli autoempatia.

    Nie ma człowieka, który by przynajmniej nie spróbował czegoś w sobie zmienić, poprawić i rozwinąć. Tak sądzę. Bo każdy chce żyć dobrze i szczęśliwie.

    Czemu jednak znaczna część ludzi porzuca samorozwój i zamiata swoje problemy głęboko pod dywan? Dlatego, bo biorą się za złe narzędzia. Kiedy postanowię zjeść zupę widelcem, najprawdopodobniej będę chodzić głodna. Nawet duży entuzjazm mi nie pomoże. Praca idzie kiepsko, zniechęcam się i porzucam cały ten rozwój twierdząc: „to nie dla mnie”, albo: „głupota, mam ważniejsze rzeczy na głowie niż jakieś bzdury”.

    Żeby uniknąć tej ślepej uliczki, zanim cokolwiek zrobisz, przyjrzyj się narzędziom, które chwyciłeś w ręce. Upewnij się kilka razy, czy na pewno jest wśród nich autoempatia. Innymi słowy: wyrozumiałość i cierpliwość. Silna chęć by POMÓC SOBIE w załagodzeniu wewnętrznego bólu (w wyciągnięciu tej drzazgi, która od lat Cię kłuje).

    Jeśli z pojęciem autoempatii spotykasz się po raz pierwszy to świetnie! – możesz je zgłębić tu „Dlaczego autoempatia to najważniejsza lekcja, jakiej kiedykolwiek się nauczysz”.

    Autoempatia to najlepsze narzędzie, jakiego możesz użyć z dwóch powodów.

    • Po pierwsze: autoempatia to najdelikatniejsze ze wszystkich dostępnych instrumentów. Jak delikatny pędzelek archeologa, który powoli i łagodnie odsłania kolejne warstwy piachu nie niszcząc zakopanych skarbów.

    • Po drugie tak: delikatne narzędzie jest potrzebne, ponieważ zabierasz się za swoje najdelikatniejsze sfery życia. Jak zwierzę, które odsłania swój brzuch. Jesteś bezbronny. Dotykasz dokładnie tego, co Cię boli najbardziej. Poruszasz tematy, wokół których zbudowałeś najgrubsze mury. Nic z tego wykopaliska (czyt. rozwoju) nie będzie, jeśli przejedziesz je buldożerem.

    I niech Ci się ta delikatność nie kojarzy ze słabością. Do tego, żeby poruszyć tematy dla Ciebie najbardziej bolesne i najważniejsze, potrzebujesz bardzo dużo odwagi i siły. A słabością jest ciągła ucieczka od nich. Szerzej o tym tu – „Jeśli nie odróżniasz autoempatii od słabości – koniecznie przeczytaj ten tekst (a na pewno zmienisz zdanie)”.

    Najprościej wejdziesz w tryb autoempatycznego myślenia, kiedy wyobrazisz sobie, że mówisz do swojej 10 letniej siostrzenicy, ukochanej siostry, najwierniejszego przyjaciela. Jak byś zwracał się do kogoś, kogo szanujesz, na kim Ci zależy i kogo absolutnie nie chcesz skrzywdzić.

    Z pewnością już nie raz postępowałeś empatycznie. Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek tę ważną umiejętność nakierowałeś na siebie. Spróbuj, bo to najlepszy początek, jaki możesz sobie zafundować.

  2. Nie-ocenianie – czyli samoświadomość.

    Jak już wspomniałam, żeby cokolwiek zmienić, najpierw trzeba to zobaczyć. Tylko, że zobaczenie, zobaczeniu nie równe. Załóżmy że przeczytasz ten tekst i postanowisz siebie trochę poobserwować. Co robisz? Idziesz do łazienki, patrzysz w lustro, zauważasz coś, co nazywasz niedoskonałością, defektem, albo wadą.

    W ten sposób zakończyłeś swoje obserwacje zanim je zacząłeś. To, co zrobiłeś, trudno nazwać spostrzeżeniem. Ty po prostu siebie oceniłeś, osądziłeś, nalepiłeś etykietki i poukładałeś do szufladek „dobre”, „złe”. Obserwacja siebie nie na tym polega.

    Wyobraź sobie naukowca, który właśnie odkrywa nowe gatunki mrówek, albo substancje chemiczne w laboratorium. Co robi na początku? Obserwuje. W czystym tego słowa znaczeniu. Przygląda się z każdej strony, poznaje, bada, odnotowuje każdy szczegół, bierze pod lupę. Cierpliwie, spokojnie, z pietyzmem i ogromną ciekawością.

    Nie ocenia czy to ładne, czy brzydkie, czy modne, czy takie jak powinno być. Nie krytykuje, że za małe, za jasne, za mocno gryzące. Przyjmuje cechy swojego znaleziska bez oceniania ich. Tym bardziej bez krytykowania i obwiniania ich za to, że są jakie są.

    Tylko wtedy, kiedy coś obserwujesz, Twój umysł otwiera się i wpuszcza nowe informacje, czyli tylko wtedy uczysz się i rozwijasz. Ocenianie bardzo skutecznie blokuje rozwój. Oceniłeś, zaetykietowałeś. Koniec tematu. Zamykasz w szczelnym pudełku to, na co patrzysz, i na tym kończysz swój rozwój.

    A na co patrzeć, kiedy już wiesz co oznacza „patrzeć”? Na te 4 sprawy:

    • wrażenia fizyczne – zwróć uwagę na napięte mięśnie, skurczony żołądek, trzęsące się ręce, zaobserwuj jak to odczuwasz,

    • myśli – zwróć uwagę, co i w jaki sposób mówi Twój wewnętrzny narrator, jakich słów używa, jak komentuje Twoją rzeczywistość,

    • emocje – zauważ je i spróbuj nazwać po imieniu, co dokładnie czujesz, gdzie w Twoim ciele mieszka dana emocja, co się dzieje, kiedy ją doświadczasz,

    • powtarzające się schematy pomiędzy wrażeniami, myślami i emocjami – na przykład, możesz zauważyć, że za każdym razem, kiedy życie potraktowało Cię niesprawiedliwie (myśl), głowa Ci zaczyna boleć (ciało) i wpadasz w dołek psychiczny na kilka dni (emocje).

Tylko pamiętaj – obserwuj, a nie oceniaj! Dzięki takim obserwacjom wyciągniesz na światło część siebie, która, póki co, pozostawała w ukryciu. Staniesz się coraz bardziej świadomy tego, co robisz, czujesz i jak myślisz. To kluczowy pierwszy krok. Dopiero po nim możesz brać się za ewentualne przekierowanie ich na inne, bardziej dla Ciebie korzystne, tory.

Jeśli choć w połowie przyjmiesz postawę ciekawskiego naukowca, przyglądając się sobie, możesz uznać to za wielki sukces. Kiedy dołączysz do tego ciepło i życzliwość względem siebie, masz drugą połówkę.

Ja nie umiem sobie wyobrazić lepszego przepisu na początek (jak i na dalsze etapy!) rozwoju osobistego.

A Ty? Zacząłeś już auto-empatycznie obserwować siebie? Jak Ci idzie?

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.