Samoświadomość, choć bardzo pomocna, może przytłaczać – jak sobie z tym poradzić

Oglądałam ostatnio dokument o katastrofie lotniczej, w którym jeden z pasażerów ratował tonącą kobietę. Po jakimś czasie z przerażeniem zauważył, że lewa ręka odmawia mu posłuszeństwa. Ta obserwacja z pewnością była dla niego szokiem i powodem do jeszcze większych zmartwień. Nie bez przyczyny – w szpitalu dowiedział się, że miał złamanych 67 kości.

Z bólem emocjonalnym jest podobnie. Żeby naprawdę sobie pomóc, najpierw musisz zauważyć, że w ogóle coś Ciebie boli. Zaobserwować to. Uznać istnienie tego bólu. Taka obserwacja z pewnością potrafi nieźle przytłoczyć i odebrać siły. Nagle zauważasz, i to bardzo wyraźnie, jak wiele spraw Ciebie przytłacza, jak wiele musisz zmienić, jak wiele pracy jeszcze przed Tobą. Dlatego nie każdy decyduje się na tak odważny krok.

Jak sobie poradzić z takim przytłoczeniem? Na dobry początek czytaj dalej. :-)

Kiedy zaczynasz siebie obserwować, może zrobić się nieprzyjemnie, to normalne

Żeby złamana ręka się zagoiła, najpierw musisz w ogóle zauważyć, że coś jest z nią nie tak, w przeciwnym wypadku możesz sobie napytać jeszcze większej biedy. Takiej obserwacji najpewniej będzie towarzyszył ból, szok, zmartwienia, stres, o ile nie panika.

Jednak nie ma innego wyjścia. Trzeba otworzyć oczy i zobaczyć, co się stało, żeby wiedzieć jak sobie pomóc. Złamane kości, złamane serce, złamana obietnica – zasada jest bardzo podobna.

Więc zaczynasz siebie obserwować, przyglądasz się, a im dłużej to robisz, tym większe przytłoczenie czujesz. Bo to boli, kiedy zdajesz sobie sprawę, że od wielu lat na przykład:

  • krytykujesz siebie każdego dnia,

  • traktujesz swoje ciało jak rzecz, która powinna być tu mniejsza a tam większa,

  • mięśnie karku i ramion masz stale napięte,

  • przy każdej stresującej sytuacji myślisz o tej butelce wina, której z resztą systematycznie ubywa,

  • bliska osoba, której regularnie podajesz serce na dłoni, regularnie Ciebie w tę dłoń gryzie,

  • trzy kokosowe batoniki dziennie to chyba jednak za dużo.

To są sprawy, które możesz u siebie zaobserwować, kiedy uruchamiasz coś, co się zwie autorefleksją. Przykre, bolesne, szokujące i przytłaczające. Jeśli w dodatku zaliczasz się do osób wrażliwych – czyli tych, które uczucie przytłoczenia znają lepiej niż własną kieszeń – pomnóż te reakcje razy dwa i masz babo placek.

Sęk to nie brać wszystkich swoich myśli na serio

A miało być tak pięknie – myślałaś. – Zacznę siebie obserwować, naprawię to, co nie działa i będę żyła długo i szczęśliwie. Niestety zamiast tego gromadzisz informacje, które Cię przytłaczają i sprawiają ból. Zaczynasz mieć mniej energii, czujesz przytłoczenie, zmęczenie, brak motywacji i entuzjazmu wobec tego całego przedsięwzięcia.

Całkiem możliwe, że myśli próbują jakkolwiek tę fatalną sytuację wyjaśnić, i podpowiadają Ci kilka wariantów:

  • „Żyję jak dziecko we mgle, nie umiem nic, wszystko zawaliłam” – wszystkie plusy, sukcesy, dobre decyzje, mocne strony po prostu schodzą z pola widzenia.

  • „Może coś robię źle” – podejrzewasz, że źle obserwujesz siebie, źle wyciągasz wnioski, że Twoja pamięć zawodzi.

  • „A może robię wszystko dobrze, tylko ten cały pomysł z autorefleksją to jakaś lipa”– dochodzisz do wniosku, że to nie dla Ciebie, niech inni się męczą, po co Ci to cholerstwo, co Ty jesteś frajer pompka?

  • Na deser dochodzi jeszcze ogólny żal „a po co mi to było?” Żyłaś sobie spokojnie, to nie! Nasprowadzałaś sobie biedy na głowę, a teraz nie wiadomo, co z tym zrobić, bo w końcu co raz zostało zobaczone to nie może być odzobaczone.

To, że takie rzeczy przychodzą Ci do głowy, to akurat całkiem normalna sprawa i żaden powód do zmartwień. Najważniejsze zadanie w tym momencie, to nie brać takich myśli na serio i przypadkiem w nie nie uwierzyć. Wiem, wiem, nie jest to takie proste. Jednak postaraj się spojrzeć na to z drugiej strony.

A oto ona:

Ten alarm w Twojej głowie, to tak naprawdę dobry znak

Myśli, które tak bardzo Ciebie przytłaczają, to oznaka tego, że robisz ogromny postęp.

Wychodzisz z szufladki, w której mieszkałaś przez jakiś czas (możliwe, że dosyć długo), w związku z czym rozbrzmiewa sygnał alarmowy. Tylko tyle. Dla Twojego umysłu to naturalnie stresująca sytuacja, zaczyna więc mówić Ci: „to jest inne”, „to jest dziwne”, „zostaw to”, „nie znam tego”, „wróć na stare tory”.

Dlatego, mimo że straszące i przytłaczające, takie myśli i reakcje mają drugą stronę – to dobre wieści. Pokazują, że zyskujesz zupełnie nową wiedzę, z której sobie nie zdawałaś sprawy, wychodzisz poza swoje utarte ścieżki, robisz coś nowego, poszerzasz swoją świadomość. To dobra wiadomość, ponieważ tylko w takim momencie zaczyna się zmiana.

Tylko wtedy, kiedy zdasz sobie sprawę, że chyba złamałaś rękę, możesz zacząć leczenie. Czy to będzie bezbolesne? No jasne, że tak. Ale ból czasami jest potrzebny – sygnalizuje, że w ogóle jest jakiś problem. Bo kto chodzi do lekarza z niezłamanym łokciem?

Podobnie bolesna może być (a przez „może być” mam na myśli „raczej na pewno będzie”) autorefleksja. Dopiero pod jej wpływem zauważasz i zdajesz sobie sprawę, że coś boli, wymaga opieki, uwagi, troski.

To nie jest powód do rezygnacji, obwiniania siebie albo autorefleksji samej w sobie. To tylko sygnał, który Ci mówi „zajmij się sobą, teraz potrzebujesz jeszcze większej troski i łagodności".

I nie ważne, czy chodzi o złamany palec, czy złamane serce. Bo każda rana jest tak samo ważna i tak samo wymaga opatrzenia.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.