Jak się nie dać pożreć własnym negatywnym myślom

Dawno, dawno temu był sobie człowiek, który chodził po świecie i szukał szczęścia. Poznawał nowe miejsca, ludzi i zawody. I nic. Nigdzie nie mógł go znaleźć.

Pewnego razu doszedł do lasu, zobaczył wielkie drzewo i zmęczony usiadł pod nim, żeby odsapnąć. Nie wiedział jednak, że to było magiczne drzewo Kalpataru, które spełnia wszystkie życzenia.

„Może przestanę szukać szczęścia i zostanę tu już na zawsze.” – pomyślał. „Tylko potrzebuję jakiegoś domu, w którym będę mógł zamieszkać.”

Kiedy tylko przyszło mu to na myśl, pojawił się przed nim piękny dom.

Chwilę póżniej dotarło do niego, że jest bardzo głodny i spragniony. Jak tylko pomyślał o tym, zjawił się przed nim suto zastawiony stół.

Zjadł, napił się i pomyślał, że chociaż ma już gdzie mieszkać i co jeść, to przydałby się jakiś służący, który pomagałby mu na co dzień.

Wtem z domu wyszedł młody chłopak, który przedstawił się mu jako jego służący.

Ucieszył się bardzo, jednak doszedł do wniosku, że jak będzie tak żył w tym domu tylko ze służącym to stanie się samotny. A chciałby poznać jakąś partnerkę.

Wtedy z domu wyszła cudowna kobieta, która powiedziała, że chce z nim spędzić całe życie.

Choć poczuł się już naprawdę szczęśliwy, to jednocześnie zaczął się zastanawiać, jak to możliwe, że każda jego myśl się ziszcza: „Cały świat zszedłem i nigdy nie znalazłem szczęścia, a tu w kilka chwil mam wszystko, czego mi potrzeba. Jak to możliwe? Może to wszystko dzieje się za sprawą tego dużego drzewa?” – pomyślał.

„Może żyje w nim jakiś duch albo goblin.”

Jak tylko przyszło mu to do głowy, stanęły przed nim duch i goblin.

„A może mnie zjedzą w całości?”

No i zjadły…

(Dla pewności dodam, że to koniec historii.)

Mógł wieść cudowne życie, gdyby tylko myślał o dobrych rzeczach. Ale nie! – musiał wymyślić sobie jakiś problem.

To trochę tak, jak my wszyscy. Skupiamy się na problemach, a potem te nas zżerają w całości.

Zżerają Cię te myśli, w które WIERZYSZ

Największym problemem nie jest to, że myśli przychodzą Ci do głowy i rozłażą się po każdym jej zakamarku w dzień i w nocy. To w zasadzie w ogóle nie jest problem – bo to naturalne, że mózg myśli. Tak samo jak nerki filtrują, a żołądek trawi. Dlatego nie miejmy do niego o to pretensji. (A wręcz mu za to podziękujmy.)

Nie wszystkie myśli pożerają Cię w całości. Nie wszystkie przepłaszają sen w nocy i straszą najgorszymi scenariuszami. Są przecież i takie, które przenoszą Cię na Karaiby, albo w beztroskie wspomnienia z dzieciństwa. Wtedy się uśmiechasz i wszystko gra.

Największy problem polega na tym, że z góry zakładasz, że Twoje myśli w większości są prawdziwe.

Na przykład, przychodzi Ci do głowy, że nie oddzwania, bo Cię olał. Co wtedy robisz? – od razu WIERZYSZ, że to musi być prawda. W ciągu nanosekundy zakładasz, że tak właśnie się stało. Że znasz PRAWDZIWE wytłumaczenie dlaczego nie dzwoni. A skąd ta pewność? – Bo tak sobie wymyśliłaś.

No dobra, wymyśliłaś to wymyśliłaś – różne rzeczy przychodzą ludziom do głowy. Jednak Ty nie podważasz tej myśli. Nie próbujesz nawet odkleić się od niej na moment, żeby dla pewności sprawdzić, czy nie istnieje alternatywna możliwość. Czy w ogóle masz jakieś dowody na prawdziwość swojej tezy.

Nie.

Ty po prostu pomyślałaś i uwierzyłaś. I zostałaś zżarta przez goblina, którego sama sobie wymyśliłaś.

Jak się nie dać pożreć własnym negatywnym myślom

Nie dasz się pożreć myślom, w które nie uwierzysz. Nie zakładaj, że tylko dlatego, że coś przeleciało Ci przez głowę, musi być prawdziwe. Bo nie musi. I najczęściej nie jest.

A teraz pytanie za 100 punktów: jak nie uwierzyć we wszystko, co sobie wymyślisz?

Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

Podważanie własnych myśli. Sprawdzanie ich. Odklejanie się od nich i dystansowanie się od wszelkich kreatywnych przejawów twórczości własnej Twojego mózgu.

Oto jak tego dokonać w 3 krokach:

  1. Przyłap siebie na gorącym uczynku

    Nie prześwietlisz żadnej myśli, której najpierw nie zauważysz.

    Proste.

    Zatem zaczynamy od obserwacji. Zakradnij się gdzieś w krzakach, przyczaj bez ruchu, w ciszy i czekaj. Jeśli to Twoje pierwsze polowanie, nie spodziewaj się największych okazów. Trzeba się w tym troszkę wprawić.

    Mała podpowiedź: spora część myśli chodzi przeważnie tymi samymi ścieżkami. Powtarzają się. Mają podobną jakość. Odkrywając jedną myśl, najpewniej odkryjesz całe schematy.

    Warte wysiłku i czasu, bo kiedy nauczysz się rozpoznawać niepomocne myśli, będziesz miała wybór, jak na nie zareagować i co z nimi począć.

  2. Podważaj

    Teraz, kiedy już wytropiłaś myśl, w którą z automatu wierzysz, czas ją prześwietlić. Innymi słowy postaw sobie szereg pytań i spróbuj na nie odpowiedzieć:

    • Jakie są dowody na to, że to prawda?
    • Jakie są dowody na to, że to nieprawda?
    • Czy moja myśl to fakt czy opinia?
    • Gdyby mój przyjaciel pomyślał w ten sam sposób, co bym mu powiedziała?
    • Czy nie generalizuję?
    • Czy nie wysnuwam pochopnych wniosków?
    • Czy nie biorę wszystkiego do siebie?
    • Czy nie wyolbrzymiam sprawy?
    • Czy nie popadam w czarno-białe myślenie?
    • Czy nie winię siebie za coś, na co nie miałam wpływu?

    Te pytania pomogą Ci w powiększeniu dystansu między Tobą a Twoją myślą. Pomogą Ci tym samym trochę mniej w nią uwierzyć.

    A jeśli przyłożysz się do tych ćwiczeń, z czasem dojdziesz do takiej wprawy, że odpuszczanie sobie goblinów i duchów przyjdzie Ci wyjątkowo łatwo i bezwysiłkowo. Dlatego warto!

  3. Poszukaj alternatyw

    Teraz, kiedy odkleiłaś się na moment od swoich myśli, czas sprawdzić, czy nie istnieje inna alternatywna możliwość. Przecież tę samą sytuację da się zinterpretować na wiele różnych sposobów. (W końcu nawet się mówi, że nie istnieje coś takiego jak fakty, a jedynie interpretacje!)

    Zadbaj o to, żeby Twoje stresujące i zżerające Cię od środka interpretacje podmienić na te bardziej pomocne.

    Na takie, które coraz mniej przypominają stronnicze reakcje zawężone do samych najgorszych możliwości, a bardziej stają się spokojnym i pomocnym otwieraniem oczu na szersze okoliczności.

Myśli wpływają na to, jak się czujesz. Jakie decyzje podejmujesz. Czyli, w gruncie rzeczy, na to, jak wygląda całe Twoje życie.

Na szczęście, to nie jest droga jednokierunkowa – nie tylko myśli wpływają na Ciebie. Tak samo Ty możesz wpływać na nie.

Wsparcie:

  • Historię zapożyczyłam od Jack’a Kornfield’a z „The Roots of Buddhist Psychology”