Skąd samokrytyka cieszy się dobrą renomą, czyli dlaczego tak często siebie atakujemy?

Wielu uważa, że samokrytyka to całkiem przyzwoity sposób na traktowanie samego siebie, zaś o autoempatii albo w ogóle nie słyszeli, albo uważają ją jako dyrdymały dla mięczaków.

Popularność tego poglądu sprawia, że jest on często wybierany jako jedyna słuszna i rozsądna droga do szczęśliwego życia. Niestety wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo takim myśleniem sobie szkodzi…

Dlatego dziś pokażę Ci, dlaczego jednak warto zwrócić uwagę na te niepopularne dyrdymały dla mięczaków, bo to właśnie one w wielu sytuacjach mogą Ci najskuteczniej pomóc.

O czym mowa? No oczywiście – zresztą jak zwykle na mojej stronie – o autoempatii :-)

Dlaczego autoempatia przychodzi trudniej niż samokrytyka?

Przyczyn jest sporo:

  1. Po pierwsze: samokrytyka zyskała bardzo dobrą renomę i cieszy się świetną opinią.

  2. Po drugie: autoempatii towarzyszy wiele niewłaściwych interpretacji i nieporozumień.

Kiedy jedno dodamy do drugiego, okazywanie sobie łagodności i życzliwości staje się czymś trudnym, dziwnym, a być może i nienaturalnym.

Na szczęście, jak to zawsze bywa, wiedza i świadomość pomagają odzyskać równowagę i spojrzeć na temat w bardziej realny i sprawiedliwy sposób. Dlatego zróbmy to czym prędzej. Bo zrozumienie to początek zmiany.

Dlaczego tak często siebie atakujemy? Oto kilka przyczyn.

  • Czym skorupka za młodu – Jeśli od najwcześniejszych lat swego życia poruszałeś się wśród ostrych uwag krytycznych, to całkiem możliwe, że nadal sam kontynuujesz ten sposób bycia i myślenia.

    Nawet jeśli osoba, która kiedyś ochoczo i często Ciebie krytykowała, dziś mieszka setki kilometrów od Ciebie i widujesz ją tylko raz do roku na święta, to jej głos wybrzmiewa silnie w Twojej głowie każdego dnia.

    Dlatego, choć nawet już nie pamiętasz, w którym momencie to wszystko się zaczęło, wyrosło w Tobie wewnętrzne przekonanie, że krytyka powinna naturalnie towarzyszyć Twojemu codziennemu życiu i że to dobry patent na traktowanie siebie samego.

  • Brak alternatywy – Przyjrzyj się w myślach członkom Twojej rodzinę, znajomym, sąsiadom, nauczycielom, czy jakiekolwiek osobie, której ścieżki skrzyżowały się z Twoją w jakimś punkcie życia. A teraz powiedz szczerze – ile osób, wśród tej pokaźnej grupy, możesz spokojnie nazwać mianem autoempatycznych?

    Niech zgadnę, Twoja odpowiedź pewnie waha się gdzieś pomiędzy zero a jeden. Zgadza się? A to oznacza, że najprawdopodobniej przeżyłeś swoje dotychczasowe lata bez wyraźnej alternatywy do samokrytyki.

    Ale jeśli chcesz powiedzieć twardo: „Emilko, mylisz się”, to gratuluję Ci z całego serca, bo w tym momencie możesz uważać się za zwycięzcę największej puli na loterii szczęścia :-)

  • Ucieczka do przodu – Jesteśmy zwierzętami stadnymi. Stado daje większe poczucie bezpieczeństwa, większe zasoby, a przez to większe szanse na przetrwanie. To ważny instynkt, aktualny do dziś, którego nie zagłuszą żadne iphony, facebooki i inne internety.

    To dzięki niemu zależy nam na akceptacji grupy. Dlatego, niekiedy posuwamy się do całkiem chytrego triku, żeby sobie tą akceptację zagwarantować. Zamiast siedzieć jak na szpilkach i czekać, aż ktoś z grupy skrytykuje Twoją nową fryzurę, seledynowe sznurówki w butach, albo pracę w supermarkecie, Ty szybko wykonujesz manewr pt. „ucieczka w przód”.

    Czyli krytykujesz sam siebie jako pierwszy, zanim ktoś Ciebie wyprzedzi. W ten sposób ratujesz swoją reputację, mówiąc wszystkim, że: „Przynajmniej jestem na tyle mądry, że zauważyłem swoją głupotę.”

  • Poczucie kontroli – Kiedy przechodząc obok lustra zauważysz, że świąteczne obżarstwo przyjęło postać dodatkowych oponek wokół Twojej talii, pomyślisz sobie: „Ale ze mnie grubas!” (albo coś o wiele mniej subtelnego).

    Stracisz co prawda humor, ale zyskasz złudzenie poczucia kontroli. Od tej pory wiesz, że utyłeś, że fatalnie się prezentujesz i nie puszczasz sobie tego płazem. W ten sposób zyskujesz złudzenie, że coś już w tej kwestii robisz.

  • Kultura indywidualistyczna – Żyjemy w niej, dlatego nasza niezależność niekiedy potrafi ugryźć nas w tyłek. Bo skoro jesteśmy niezależnymi jednostkami, to wszystko znajduje się w naszych rękach. I kiedy nie zdobędziesz tego, co chcesz, to możesz winić jedynie siebie, czyt.: ciągle siebie krytykować, za to wszystko, czego Ci się nie udało osiągnąć.

Jak widzisz, jest wiele przyczyn, które z łatwością mogą nakierować Cię na samokrytykę, a odsunąć od autoempatii.

Dodatkowo autoempatia nie kojarzy się tak pozytywnie jak samokrytyka. Głównie przez błędne przekonania i nieporozumienia, według których autoempatia to:

  • słabość, folgowanie i pobłażanie sobie,

  • wywijanie się z odpowiedzialności,

  • zmniejszanie motywacji,

  • nagroda, na którą nie zasługuje ktoś, kto popełnił błąd albo odniósł porażkę,

  • sztuczny wymysł współczesnych czasów.

Wszystko co powyżej to założenia, opinie i szeroko pojęte mniemania. Które w skrócie można określić: „twardym trzeba być a nie miętkim”. Bo rzekomo samokrytyka bije na głowę autoempatię i dzięki niej żyje się lepiej.

Rzekomo…

Sęk w tym, że wiele badań i opracowań naukowych jednoznacznie wskazują, że samokrytyka o wiele bardziej przeszkadza niż pomaga.

Samokrytyka to poważnie destrukcyjny nawyk myślowy, który:

  • silnie łączy się z depresją (!!!) i niskim zadowoleniem z życia,

  • pogarsza relacje z ludźmi,

  • wywołuje wstyd i uczucie nieadekwatności („nie nadaję się do tego świata”),

  • ZMNIEJSZA motywację do działania,

  • obniża poczucie własnej wartości,

  • spowalnia tempo zmian i postępów,

  • zmniejsza szanse powodzenia realizacji celów,

  • zniechęca do starań i powoduje, że poddajesz się zbyt wcześnie,

  • sprawia, że wpadasz w pętlę negatywnego myślenia i prokrastynacji,

  • osłabia Twoją odporność na porażki,

  • skupia Twoją uwagę jedynie na wadach i błędach.

Przyznasz, że gorzej już chyba być nie może…

I uwaga, leci bomba: W KAŻDYM Z TYCH PRZYPADKÓW AUTOEMPATIA WYKAZUJE EFEKT ODWROTNY!!! Dodaje motywacji, sił, optymizmu. Poprawia nastrój, relacje z innymi, poczucie własnej wartości i Twoją odporność.

W jaki sposób zastąpić samokrytykę autoempatią

Każdy nawyk można zastąpić nowym, innym. W tym przypadku – pokażę Ci jak możesz samokrytykę zamienić na bardziej empatyczne podejście do samego siebie.

  1. Rozbierz krytykę na elementy pierwsze

    Krytyka przypomina morelę, pod skórką i miąższem gdzieś w środku siedzi sobie pestka. Podobnie w mocno krytycznych myślach: „Jestem leniem. Jestem grubasem.” też gdzieś głębiej kryje się troska. I do niej warto się dokopać. Zapytaj siebie, czego tak naprawdę chcesz. Może zależy Ci na własnym zdrowiu? Może chcesz zmotywować siebie do poszukania nowej pracy, przeprowadzki, nauki?

  2. Zmień opakowanie

    Teraz, kiedy już wiesz jakie intencje kryją się za samokrytyką, możesz znaleźć dla nich ładniejsze opakowanie. Zastanów się, jak to samo przesłanie przekazałby Ci przyjaciel, mędrzec, mentor? Jak wskazałby Ci Twoje nieproduktywne zachowanie, jednocześnie zachęcając Cię do działania? Co w tej sytuacji powiedziałaby Ci osoba, która kocha Cię najbardziej na świecie? Zapisz to gdzieś i zerkaj na to regularnie, najlepiej codziennie.

  3. Przygotuj się na wzloty i upadki

    Jeśli krytykowałeś siebie odkąd tylko pamiętasz, nie spodziewaj się, że tak silny nawyk zniknie po jednym ćwiczeniu. Oczekuj raczej czegoś odwrotnego – że za chwilę samokrytyka niezawodnie powróci. Nie walcz z nią, ale przygotuj się na to spotkanie. Wymyśl gotową odpowiedź na kolejne „głupi jesteś”. Ułóż własne empatyczne motto, na przykład: „Najczęściej jesteś silniejszy/lepszy/mądrzejszy niż sądzisz, że jesteś” albo „Chcę okazywać sobie troskę i empatię.” Najlepiej jeśli empatyczne słowa dostosujesz do swoich osobistych potrzeb.

Kiedy następnym razem skrytykujesz siebie albo autoempatię – weź pod uwagę powyższe argumenty. A zwłaszcza jeszcze jeden:

Zaakceptuj własne ograniczenia, wady, słabości – w ten sposób zwiększysz swoje szanse na to, by je przełamać i pokonać.

I na koniec zapamiętaj: im częściej coś ćwiczysz, tym lepszy się w tym stajesz.

Daj mi znać, co o tym sądzisz. Jakie są Twoje doświadczenia z samokrytyką lub z autoempatią? Jak to wygląda z Twojej perspektywy? Czekam na Twój komentarz.

4 komentarzy:
  1. Magdalena Ch
    Magdalena Ch says:

    Z moją samokrytyką jest mi bardzo trudno walczyć, ponieważ jest tak silnie zakorzeniona, że przestaję ją wyłapywać na poziomie świadomości. Nie „widzę” jej.

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Wiesz, zwróciłam uwagę na słowo „walczyć”, którego użyłaś. Osobiście nie uznaję walki ze sobą pod jakimkolwiek względem za dobrą metodę na rozwój czy pracę nad sobą. I nikomu nie radzę wychodzić na wojnę ze sobą. Polecam za to, zamienniki typu „zmieniać” albo „pracować nad”.

      Masz rację, żeby coś zmienić, najpierw trzeba to świadomie zauważyć, obejrzeć, przyjrzeć się. Jeśli nie przychodzi Ci to łatwo, a chciałabyś, są na to pewne sposoby. Na przykład proste ćwiczenie – siadasz z notesem i długopisem w ręku i spisujesz swoje myśli, tak jak płyną, tak jak dasz radę nadążyć. Myśli płyną tak szybko, że czasami trudno je w ogóle wyłapać. A pisanie znacznie spowalnia proces myślenia. Dlatego bardzo często ćwiczenia rozwojowe lub terapeutyczne polegają na pisaniu: swoich myśli, emocji, tego co się stało, planów, wizji, itp. Bo pisanie ujawnia to, co bardzo ulotne – czyli nasze myśli. „Nie wiem co myślę, do momentu kiedy to spiszę.” – mawiała pisarka Joan Didion. Myślę, że dużo w tym racji. Trudna strona takiego ćwiczenia polega na tym, że jest skuteczne. Co oznacza, że nagle, czarno na białym, widzisz to, co myślisz. A to może okazać się być bardziej krytyczne niż się spodziewasz. Bo przyłapujesz wewnętrznego krytyka na gorącym uczynku. Masz pełne prawo poczuć smutek czy przykrość. To naturalne w takiej sytuacji. Ważne jednak, żeby pamiętać, że to ciężki, ale jednak krok do przodu.

      Odpowiedz
  2. Dominika
    Dominika says:

    Wspaniały tekst, super, że Pani tak konsekwentnie przerabia temat autoempatii :) U mnie z samokrytyką jest już znacznie lepiej (w dużej mierze dzięki Wonder & ponder!), nawet wolę nazywać ją Krytykiem Wewnętrznym, żeby się od niej zdystansować. Często z nim rozmawiam np. mówię mu „dzisiaj się z panem nie umawiałam” albo zmieniam jego głos na jakiś śmieszny. I żyję się znacznie spokojniej i z większą skutecznością realizuje swoje cele. Inna sprawa, że czasem warto posłuchać się swojego „lenia”, czy „głupca”, samokrytyka przesłania ich dobre intencje.

    A blog naprawdę cudowny, codziennie ląduje u mnie na liście rzeczy, za które jestem wdzięczna (no dobra, wcale tej listy codziennie nie robię :P)

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Bardzo mi się podoba patent „dzisiaj się z panem nie umawiałam” – rewelacja. Świetny pomysł! I na pewno skuteczny. Jeśli można, to zapożyczę go sobie i odpowiem tak mojemu krytykowi, kiedy się odezwie następnym razem :-) Dziękuję za komentarz, i tak przemiłe słowa. I gratuluję sumiennej pracy nad sobą! To wielki wyczyn!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.