Skąd się bierze pewność siebie, samoakceptacja, odwaga, albo motywacja? (I skąd Ty możesz je wziąć?)

Skąd się bierze pewność siebie, samoakceptacja, odwaga, cierpliwość, albo dajmy na to, motywacja? – Na pewno nie z próżni.

Nie licz na to, że pewnego pięknego dnia obudzisz się pewny siebie, zmotywowany, cierpliwy z pełnią akceptacji do siebie. (A szkoda!)

No to z czego to wszystko się bierze? Z tego samego co muskuły albo piękna dykcja – z ćwiczeń.

Najlepszy moment, żeby zacząć to ten, kiedy niewiele wiesz

Gdzieś przeczytałam, że ludzie, którzy chcą ćwiczyć jogę, odpuszczają sobie, bo sądzą, że są niewystarczająco rozciągnięci. Podczas gdy właśnie po to idziesz na jogę, żeby rozciągnąć swoje ciało. Po to zapisujesz się na lekcje, żeby powolutku, krok za kroczkiem się uczyć.

Identycznie sprawa ma się z cierpliwością, samoakceptacją, pewnością siebie, odwagą, albo dajmy na to, motywacją.

Moment, w którym oblewa Cię blady strach, kiedy pomyślisz, że miałbyś coś zmienić i w dodatku nie chce Ci się kiwnąć najmniejszym palcem, a wewnętrzny krytyk robi z Tobą co chce – to jest TEN NAJLEPSZY Z MOŻLIWYCH momentów, żeby zacząć nad sobą pracować!

Racja, daleko mu do najpiękniejszych momentów w Twoim życiu. Nie nadaje się na instagramowe selfie. Jednak to jest najlepszy czas na to, żeby zacząć. Bo właśnie wtedy najbardziej tego potrzebujesz!

Początki są trudne i to jest całkowicie naturalne

Tak wyglądają początki. Niezgrabne, niezręczne, czasami dołujące a nawet żenujące. I wiesz co? To jest całkowicie normalne! Nie ma w tym nic złego, że czegoś nie umiesz, że dopiero zaczynasz i że coś Ci nie wychodzi.

Początki nie pokazują, że robisz coś źle. Nie świadczą o tym, że jesteś nieudacznikiem. Wręcz przeciwnie!! Świadczą o tym, że głęboko coś przemyślałeś i właśnie wyciągasz wnioski. Nikt nie zaczyna swojej podróży od szczytu.

I choć o wiele łatwiej jest po prostu odpuścić sobie i unikać tematu (niż zacząć naukę np. cierpliwości czy samoakceptacji), radzę Ci – lepiej tego nie rób.

Bo unikanie to podstępna bestia. Dobrze się zastanów zanim pozwolisz jej przejąć kontrolę.

Unikanie daje chwilową ulgę. Na tyle dużą, że kusi. „A może innym razem.” „W poniedziałek, tak, zacznę od poniedziałku, na pewno.” „Aj żeby to wszystko było takie łatwe.” No i weź tu człowieku i się z tym nie zgódź! Ustępujesz jej i ulgaaa… nie musisz się już martwić. Miło jak wtedy, kiedy zmarznięty wchodzisz do gorącej kąpieli.

Tylko że!

Ulga, którą daje unikanie, trwa mniej więcej tyle co ta kąpiel. Bo bardzo szybko zaczynasz odczuwać efekty uboczne unikania. Czyli:

  • wyrzuty sumienia, że znowu sobie odpuściłeś,
  • wyzwanie, które właśnie odsunąłeś w czasie, znowu wraca i włazi Ci w oczy, w dodatku wydaje się być jeszcze straszniejsze niż wcześniej (w końcu to coś, czego unikasz, więc musi być straszne!),
  • wszystkie niezgrabne, niezręczne, czasami dołujące, a nawet żenujące odczucia zostały podniesione do potęgi i zakonserwowane,
  • no i za każdym razem, kiedy odpuszczasz sobie ćwiczenie odwagi czy samoakceptacji, jednocześnie nie dostarczasz sobie okazji do ćwiczeń, do nauki.

Jeżeli brak cierpliwości albo samokrytyka to nasionka, które zasadził w Tobie ktoś z czasów dzieciństwa, to unikaniem stale je podlewasz i pielęgnujesz.

Trening to kontuzje i coraz lepsza forma – jednocześnie

Więc skąd się bierze cierpliwość, samoakceptacja, pewność siebie, odwaga, albo dajmy na to motywacja (albo gibkość ciała)? – Z ćwiczeń. Które zwłaszcza na początku wypadają najczęściej kiepsko.

Oraz, jak to bywa na treningach, z kontuzji.

Od razu pogódź się z tym, że Cię nie ominą. Na pewno noga Ci się powinie. Na pewno podejmiesz nie tę decyzję, którą byś chciał. Na pewno się przewrócisz.

To też nie świadczy o niczym innym niż o tym, że jesteś człowiekiem. Ludzie mają to do siebie, że się przewracają. Ciągle. I bez końca. Ja, Ty, wszyscy. Jeśli zaliczasz upadek i kontuzję – zrób to, co sportowcy. Opatrz swoje rany, daj sobie chwilę spokoju, odetchnij i powiedz sobie, że przechodzisz przez całkowicie naturalny etap ćwiczeń.

Jeżeli o czymkolwiek Twoje kontuzje świadczą, to tylko o tym, że się starasz, że coś robisz, że idziesz do przodu. To Twój medal za zasługi. W końcu wiadomo kto się nigdy nie myli. Ten, co to nigdy nic nie robi.

Pewność siebie, samoakceptacja, cierpliwość, odwaga, albo dajmy na to motywacja nie biorą się z niczego. Nie spadają z nieba. Nie wyskakują z kapusty.

Za to wyrastają powoli z żenujących początków i nieperfekcyjnych powtórek – bo na tym właśnie polega uczenie się czegokolwiek. Pozwól sobie na to.

Daj znać, czy pozwalasz sobie na naukę i czy pogodziłeś się ze swoimi żenującymi początkami i nieperfekcyjnymi powtórkami.