Trudne początki autoempatii – co warto wiedzieć, zanim uznasz, że to nie dla Ciebie

Jakiś czas temu dostałam maila o mniej więcej takiej treści:

„Czytam Twoje teksty i z nich dowiedziałam się o autoempatii. Przez to, co napisałaś, czuję się fatalnie. Pokazały mi, jak okrutna i nieczuła jestem sama dla siebie. Przez Ciebie teraz czuję się źle.”

Przykro mi się zrobiło. Bo ostatnie czego chcę to psuć ludziom samopoczucie. O wiele bardziej chciałabym im je poprawiać. Niestety nie zawsze jest to możliwe. Zwłaszcza na początku.

Spodziewaj się, że na samym początku będzie nieprzyjemnie

  • Ćwiczenia fizyczne,

  • oczyszczanie organizmu,

  • rzucanie nałogu,

  • medytacja,

  • autoempatia.

To przykłady pozytywnych, zdrowych zmian. Polepszają jakość życia.
Ale… nie tak szybko.

Bo co się dzieje, kiedy się decydujesz na zmianę? – Szczera odpowiedź powinna brzmieć: nic ciekawego!

  • Poszłaś na aerobik i co? – Następnego ranka masz wrażenie że właśnie wyszłaś z pralki automatycznej, każdy ruch to udręka, i nie dasz rady sięgnąć po kubek z kawą.

  • Oszczyszczasz skórę i co? – Okazuje się że gdzieś w jej głębszych warstwach siedzą toksyny, które teraz zaczynają wychodzić na zewnątrz, a Ty nie możesz patrzeć w lustro.

  • Rzucasz cukier i co? – Jedyne, o czym myślisz, to ta mleczna czekolada w sklepie tuż obok, w dodatku na promocji! Nie możesz się skupić, głowa Ci boli, a cała rodzina i przyjaciele zmówili się, że będą Cię irytować.

  • Pierwszy raz medytujesz i co? – Absolutnie nic! W niecałe 5 minut zasypiasz. W środku dnia, na fotelu – i to wcale nie na jakimś szczególnie wygodnym.

  • Chcesz spojrzeć na siebie empatycznie i co? – Tragedia, dostrzegasz jak bardzo na co dzień sama siebie straszysz, krytykujesz, umniejszasz i znęcasz się nad sobą.

Zmiany bolą. Nie mówię, że wszystkie, bo przerzucić się z café latte na frappé to raczej żadna sztuka.

Ale jeśli przyjdzie Ci do głowy:

  • zmienić ustawienia fabryczne, wyniesione z domu, które niespecjalnie Ci służą;

  • dokonać kilka świadomych wyborów, żeby żyć tak, jak uważasz, a nie jak „powinno się”;

  • oduczyć swój umysł starych nawyków i nauczyć się kilka nowych, ciekawszych, na przykład podmienić samokrytykę na autoempatię;

… spodziewaj się, że na samym początku będzie dziwnie. Niekomfortowo, nieswojo, niezręcznie, nieprzyjemnie no i co tu dużo gadać, ma prawo zaboleć.

Początki autoempatii – rzucają na kolana

Autoempatia, czyli oparta na akceptacji wszystkich swoich emocji, życzliwa relacja z samym sobą – to wymagająca praca domowa do odrobienia.

Trochę o niej poczytasz tu, a może tu, w końcu nawet zainteresujesz się tematem, i… wiele czasu Ci to nie zajmie, żeby dojść do zastraszających wniosków (wierz mi, coś o tym wiem!).

Bo zdasz sobie sprawę, że przez kilka dekad swojego życia byłaś swoim dręczycielem. Zamiast dać upust swojej naturze, Ty tłamsiłaś ją, krytykowałaś, potępiałaś, oceniałaś, zawstydzałaś, umniejszałaś.

To bardzo przykre, bolesne i rzucające na kolana doświadczenie. Czujesz smutek i pytasz siebie: „jak ja mogłam tak siebie traktować?”. Żal Ci siebie samej. Jednocześnie złościsz się, że do tego doszło, szukasz winnych. Ten koktajl emocjonalny może przyprawić o zawrót głowy.

Ale! paradoksalnie, jeśli boli, to oznacza, że działa.

Wychodzisz z roli dręczyciela i stajesz się swoim przyjacielem, który współczuje, przeżywa, i któremu zależy na Tobie. I dlatego zauważasz, że wcześniej traktowałaś siebie zbyt ostro. Tak właśnie wyglądają (bolesne) początki autoempatycznego życia.

Potem będzie lepiej, jeśli uznasz, że teraz jest gorzej

Żyjemy w czasach, kiedy tolerancja dyskomfortu sięga zera. Nie znosimy czekać w kolejce – więc się awanturujemy. Nie znosimy bólu – więc kupujemy przeciwbólowe leki „na wszelki wypadek”. Nie znosimy własnych wad – więc je skrzętnie ukrywamy. Nie zdziwię się jeśli nie doczytasz tego akapitu do końca, bo wzbudza dyskomfort.

Dlatego też zdrowe nawyki mają krótką żywotność. Bo są niekomfortowe. Bolą, szczypią, drapią i kłują. Może kiedyś, hen, hen, za jakiś czas, przyniosą zyski, ale tu i teraz – same straty. Z autoempatią jest tak samo. Na początku.

Bo tolerancja dyskomfortu – inaczej mówiąc: przejście przez ten trudny moment, to jedyny sposób, żeby niebawem było lepiej.

Magiczna obwodnica trudu – nie istnieje. Twoja skóra musi wypluć z siebie toksyny, żeby się oczyścić. Dopiero wtedy możesz olśniewać swoją alabastrową cerą. Podobnie i Ty, na początku przetwarzasz i trawisz toksyny wieloletniego samobiczowania.

Na szczęście są sposoby, jak ten trudny moment załagodzić.

  • miej do siebie cierpliwość – do procesu który przechodzisz, i do faktu że masz pełne prawo mieć wzloty i upadki;

  • nie wierz we wszystko, co pomyślisz – niektóre z myśli to tylko myśli i nic więcej, nie musisz w nie wierzyć, ani na nie reagować, przeczekaj aż przeminą;

  • nie strasz się – nie wymyślaj czarnych scenariuszy, że Ci się nie uda, że to nie dla Ciebie, że nie nadajesz się do niczego;

  • spójrz na siebie z dystansu – zobacz w sobie osobę, która zasługuje na wsparcie, współczucie i poklepanie po ramieniu, bo chce dokonać pozytywnej zmiany w swoim życiu, a to nie jest łatwe;

  • przytul się do kogoś, opowiedz o tym co czujesz – znajdź choćby jedną zaufaną osobę, która Ciebie wysłucha i pobędzie przy Tobie w trudnym momencie;

  • zadbaj o siebie – nie ignoruj swoich potrzeb;

  • przypominaj sobie, że nie jesteś sama – nawet jeśli trudno Ci w to teraz uwierzyć, nie jesteś sama, każdy, kto chce dokonać czegoś wartościowego i ważnego w swoim życiu, boryka się z trudnościami, zwłaszcza na początku, zupełnie tak jak Ty.

Jeśli masz ochotę napisać do mnie podobnego maila jak ten, o którym opowiadam na samym początku – proszę, zrób to. I postaraj się o coś dłuższego niż kilka zdań. Może przyniesie Ci ulgę, w momencie, który jest dla Ciebie trudny. A być może w miarę pisania dostrzeżesz, że dokonujesz najważniejsze zmiany w swoim życiu. Dlatego może być Ci ciężko. Zwłaszcza na początku.

A jakie Ty masz doświadczenia z autoempatią? Jak te początki wyglądały/wyglądają u Ciebie?

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.