„Uczeń nauczony, to klient stracony“ – czyli dlaczego o polskim rozwoju osobistym mówi się tak źle

Jak myślisz, w jaki sposób nauczyciel języka obcego może przytrzymać ucznia na dłużej przy sobie? – dozując wiedzę ostrożnie i powoli.
A w jakim celu miałby to robić? – dla swoich profitów rzecz jasna.

Czy zmyśliłam to sobie? – nie. Miałam nawet nieprzyjemność pracować przez chwilę w szkole językowej, w której sugerowano taką „metodę“ nauczania. Czy wszyscy tak robią? – oczywiście, że nie. Czy rozumiem takie postępowanie? – jestem w stanie zrozumieć jego mechanizm, co wcale nie oznacza, że go pochwalam.

Wiedzę dozuj powoli i ostrożnie

Dozowanie wiedzy w bardzo ostrożny sposób, to pomysł, na który wpadły nie tylko szkoły językowe, ale także rozwojowe – których to ostatnio powstaje w Polsce coraz więcej.

I bardzo fajnie, że zainteresowanie tym tematem rośnie. Bo to znak, że Polacy chcą się rozwijać, pracować nad sobą, zastanawiać się nad swoim miejscem na świecie, a przede wszystkim poprawić jakość swojego życia.

Popyt jest. A podaż?

Tej też nie brakuje. Warsztaty, wykłady, kursy, spotkania, książki, blogi, audiobooki, pedeefy, empetrójki – a wszystko po to, by nauczyć się szczęśliwego życia. Jest z czego wybierać.

Nie sądzisz, że w swoich podstawach, wszędobylski ruch w stronę rozwoju osobistego ma prawo nas cieszyć? – ja tak uważam.

Niestety, na tak pięknym i pozytywnym obrazku, ktoś dał mocną plamę. Taki sam ktoś, kto wpadł na pomysł, żeby nie spieszyć się zanadto z nauką słówek albo gramatyki.

„Bo uczeń nauczony, to klient stracony“ – i to, jak sądzę, jest główny, a zarazem jedyny powód, dla którego o polskim rozwoju osobistym mówi się i słyszy tyle nieprzychylnych słów: od nieprofesjonalizmu po hochsztaplerstwo.

Najlepszy nauczyciel z czasem staje się zbędny

W moim mieszkaniu na ścianie zawiesiłam cytat Lao-Tse: „Prowadzić ludzi, to znaczy iść za nimi.” Jeśli uczysz kogoś czegokolwiek: języka angielskiego, rozwoju osobistego, czy nawet robienia past twarogowych ;-) , to prowadzisz ich ścieżką, której prawdopodobnie w ogóle nie znają. Sęk w tym, żeby w miarę marszu przewodnik puszczał uczniów przodem, a sam jedynie doglądał ich z tyłu.

Innymi słowy, dobry mistrz nie kształtuje uczniów, ale kolejnych mistrzów – to znak, że wykonał swoją pracę najlepiej jak potrafił. Co więcej – kiedy najlepszy przewodnik zakończy swoją pracę, jego uczniowie mówią: „to moja zasługa, sam tego dokonałem.”

Bo najlepszy nauczyciel to ten, który w miarę nauki staje się coraz bardziej zbędny.

„Tylko że to wcale się nie opłaca! Muszę przytrzymać przy sobie ucznia, jeśli chcę z tego żyć.“ – powiedzą przeciwnicy.

Nauczyciel w dwóch odsłonach

Różnica między liderem, który zawsze musi iść z przodu, a tym, który po cichu i stopniowo usuwa się w tył jest ogromna.

  • Ten pierwszy jest świetny w podbijaniu adrenaliny. Przyjdziesz na wykład motywacyjny oklapnięty, a wyjdziesz z niego nabuzowany energią. Czujesz napływ oszałamiającej pozytywnej energii i masz ochotę przewrócić swoje życie do góry nogami w jeden dzień.

    Mój kolega porównał to do oglądania filmów z Brucem Lee. Jako mały chłopak, po każdym takim seansie skakał po drzewach i ścianach, krzycząc głośne „aaadziaa!”. Mocno pobudzające doświadczenie, niestety… dość krótkotrwałe.

    Adrenalina w pewnym momencie zostanie przetrawiona przez organizm, efekt wow zelży i po skoku ciśnienia wszystko wróci do normy.

  • Ten drugi zaś, to nauczyciel, który reprezentuje spokojniejszy „program nauczania“. Wywiera średnie pierwsze wrażenie, ale za to oszałamiające drugie. Nie pobudza do skakania po drzewach, ale intryguje i sprawia, że nie raz pomyślisz sobie: „tak jeszcze na to nie patrzyłem.”

    Takim nauczycielem jest np. ojciec, który uczy córkę jazdy na rowerze w taki sposób, by jadąc, nie zorientowała się, że tata już jej nie trzyma. Bo w pewnej chwili już nie musi, a wręcz nie powinien.

    Ojciec już zrobił swoje i spisał się na medal, dlatego czas odpuścić i z wielką radością obserwować, jak uczeń radzi sobie sam i jedzie tam, gdzie on (a nie jego nauczyciel!) chce. W przeciwnym przypadku będzie tylko przeszkadzał i ograniczał jego ruchy.

Postępujemy najlepiej, jak potrafimy, z własnego poziomu świadomości

Czy uważam, że to zawsze zamierzone działanie, by przedłużać proces uczenia, czytaj: płacenia? Z pewnością tak bywa, choć wydaje mi się (i nie chcę tutaj nikogo usprawiedliwiać), że nie zawsze tak jest.

Zapewne znasz to powiedzenie, że „wszyscy postępujemy najlepiej jak potrafimy z własnego poziomu świadomości.“ Dlatego uważam, że nie trzeba od razu wszystkich podejrzewać o oszustwo.

Może się tak zdarzyć, że na bieżącym poziomie świadomości, coach, nauczyciel, trener (czy jakkolwiek go nazwiesz), będzie po prostu przekonany, że lider to ktoś, kto zawsze musi iść pierwszy i przewodzić swojemu stadku.

W ten sposób bezwiednie uzależni od swoich nauk kogoś, kto docelowo przecież chce niezależności.

Dopuszczam taką możliwość, że intencje są dobre, (choć możesz nazwać to moją naiwnością). Ale, co trzeba podkreślić, z intencją dobrą czy złą, efekt niedźwiedziej przysługi niestety jest taki sam.

Czas na test zwierciadła

Piszę o kontrowersyjnym aspekcie rozwoju osobistego na stronie o rozwoju osobistym. Dlatego dla sprawiedliwości wypadałoby zerknąć w lustro, Emilko droga.

Cóż, mogę powiedzieć, że robię wszystko, staram się i zależy mi jedynie na tym, żeby pobudzać Twoje szare komórki, oraz serce, a nie nadnercza (w których produkowana jest adrenalina).

Robię to z dwóch powodów.

  • Po pierwsze – osobiście nie lubię szalonych przejażdżek kolejką górską, która zaprzecza prawom grawitacji, a więc tym bardziej takiej nie poprowadzę.

  • A po drugie – całym sercem i umysłem uważam, że jeśli chcesz komuś przekazać jakąkolwiek wiedzę – rób to tak, żeby iść z tyłu, a nie z przodu.

Jak mi to wychodzi? – Ty to ocenisz najlepiej. I choć nie chcę się chwalić, to po Waszym dotychczasowym odzewie myślę, że jestem na dobrej drodze.

Uwielbiam komentarze i wiadomości (na stronie i na FB), w których czytelnicy opowiadają mi, jak bardzo są z siebie dumni. Jak wiele sami sobie zawdzięczają (a nie komuś innemu). Dla przykładu – komentarze do tekstu pt. „2 zasady rozwoju osobistego, o których nie możesz zapominać“.

Nie jestem wolna od błędów, to oczywiste (i nawet nie oczekuję tego od siebie). Ale, z mojego obecnego poziomu świadomości, robię wszystko, najlepiej jak tylko potrafię, by Ciebie puścić przodem.

Dlatego z chęcią Ci mówię, proszę, idź pierwszy.

P.S. Czekam na Wasze przemyślenia, doświadczenia i opinie w sprawie polskiego rozwoju osobistego, oraz mojego skromnego w nim udziału.