Uwierz w siebie i powiedz o sobie prawdę

Uwierz w siebie i powiedz o sobie prawdę

Nie jestem wielką fanką oglądania sportu, no może poza kilkoma meczami tenisa na Australian Open. Ale nawet nie będąc kibicem sportowym, trudno było nie usłyszeć swego czasu o Adamie Małyszu. I choć nie pamiętam ile zdobył medali, to jedno zdanie, które wypłynęło z jego ust, zapadło mi w pamięci na dobre.

„Wiem, że mogę na zawodach skoczyć tak samo dobrze jak na treningu i oddać bardzo dobry skok.” – tak mniej więcej zapamiętałam to zdanie, choć do dziś żałuję, że go wtedy nie zapisałam. Bo właśnie to uważam za kwintesencję wiary w siebie. Żadne tam „jestem królem świata”, albo „zdobędę absolutnie wszystko”, ale po prostu: „wiem, że mogę oddać dobry skok“.

Za kratami wątpliwości

Kiedyś prof. Zimbardo powiedział, że nieśmiałość jest jak więzienie, w którym sami siebie zamykamy. Mnie się wydaje, że więzienia występują w wielu formach, a nieśmiałość jest jedynie jedną z nich. Kolejną prężnie działającą instytucją więzienną, w której sami siebie umieszczamy, jest brak wiary we własne możliwości.

Bo nie to, co masz, nie miejsce, w którym jesteś i nie to, co możesz, czy nie możesz zrobić, zaważa nad tym, czy podejmiesz pierwszy krok, czy się zawahasz. Nie to, kogo znasz, ani nie to ile dyplomów zdobyłeś. Nie to, co inni o Tobie powiedzą, ani to, co przemilczą. Najważniejszym czynnikiem, który będzie miał ostateczne słowo i który zdecyduje o Twoim działaniu lub jego braku – będzie Twoja wiara w siebie samego.

Wiara czyli prawda

Tak głoszą nauczyciele, guru od rozwoju osobistego, duchowi przewodnicy, czy bohaterzy książek i filmów rozgrywających się dawno temu w odległej galaktyce. Wcale nie kwestionuję ich słów, ale za to często brakuje mi spokojnego i dokładnego wytłumaczenia, czym ta wiara tak na dobrą sprawę jest. Bo zanim zakasasz rękawy i zaczniesz pracować nad wiarą w siebie, dobrze byłoby zrozumieć, co tak naprawdę ona znaczy.

W tym celu spójrzmy na sam wyraz „wiara”. I już jesteśmy bliżej zrozumienia, bo w swoich łacińskich korzeniach znaczy „prawda”, „prawdziwość” a jego odmiana „wiarować się” oznacza „mówić prawdę”. To pierwszy krok, który przyciąga do nas troszkę bliżej górnolotny frazes „uwierz w siebie”.

Bo „uwierz w siebie” możemy przetłumaczyć jako „mów prawdę o sobie”.

„Ale ułatwienie!“ – skwitujesz tą moją operację językową. Fakt, mówić o sobie prawdę nie jest wcale łatwiej, niż uwierzyć we własną siłę. Mimo to zatrzymajmy się na momencik przy „mówieniu prawdy o sobie”.

Prawda o Tobie

Możesz pójść na spacer, możesz nie zapalić tego jednego papierosa, możesz zjeść jabłko zamiast cukierka, możesz opowiedzieć o tym, co czujesz, możesz spojrzeć w lustro, podobnie jak Adam Małysz mógł oddać dobry skok. Jak powiedział mistrz tenisa Arthur Ashe, zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego, co masz i zrób to, co możesz – i to będzie prawda o Tobie, jak i o każdym z nas.

„No dobra, dziś zamienię wuzetkę na jabłko, ale co z tego?“- znowu wkradnie się sceptycyzm.

Odpowiem Ci – jeśli zrobisz to raz, to niewiele będzie z tego wynikać. Ale przypomnę jednocześnie, że pod górę nie wchodzi się jednym krokiem – nawet jeśli będzie to największy krok jaki potrafisz postawić. Wejdziesz na górę dopiero za tysięcznym lub kilkutysięcznym krokiem.

Wydaje Ci się, że to bardzo trudne zadanie, nie na Twoją miarę, nie na twoje siły? Tak będzie póki, nadal będziesz zdania, że musisz to wszystko osiągnąć na raz. Kiedy skupisz się na jednym zadaniu, które akurat masz przed sobą – dojdziesz do wniosku, że możesz to zrobić.

Tak jak Adam Małysz, który na pewno nie myślał „mogę zdobyć 50 medali i przejść do historii”, tylko „mogę oddać dobry skok”.

To mały krok dla ludzkości, ale wielki dla Ciebie

Co więcej, każdy taki mały, niepozorny, najczęściej niedoceniany krok, tam gdzie jesteś, z tym co masz, spełnia niesłychanie ważne zadanie. To on zasila Twoją wiarę w siebie. Jeden spacer, jeden niezapalony papieros, jedno zjedzone jabłko, jedna książka, jedno miłe słowo do lustra – to żetony, które kolekcjonuje Twoja wiara we własne siły i możliwości. Zbierasz je za każdym razem kiedy dotrzymujesz sobie słowa.

Tak jak Adam Małysz kolekcjonował swoje medale, dzięki temu, że oddawał dobrze pojedyncze skoki.

4 komentarzy:
  1. mjkl
    mjkl says:

    Adam Małysz faktycznie niesamowitym sportowcem jest! Po tym, jak jeszcze w młodym wieku był na samym sportowym dnie i chciał zrezygnować ze skakania, nagle dzięki cięzkiej pracy jego talent eksplodował. Niejednokrotnie udowadniał jak ważna jest wiara w siebie, nawet gdy bywało gorzej, zawsze powtarzał, że jest w stanie oddać dwa dobre skoki i na tym się koncentruje. Zawsze skromny i zawsze wierzący w siebie (no prawie zawsze). No to faktycznie może imponować.

    Ale wróćmy na ziemię. :) Zgadzam się z tym, że sami sobie tworzymy więzienia na ziemi. Swoje własne kraty, których najpierw nie chcemy opuszczać bo tam jest mimo wszystko bezpiecznie, a później, gdy wpadniemy już w błędne koło, nie wiemy jak uciec zza tych krat. Pytanie jakie mi się nasuwa, to: czy wyrażanie samemu sobie aktu wiary w siebie, nie mając ku temu żadnych podstaw, spowoduje, że naprawdę w siebie uwierzymy? Innymi słowy, czy dawanie sobie ‘wiary w siebie’ na kredyt jest skuteczne? Czy to nie jest oszukiwanie samego siebie i trochę narażanie na porażkę? OK, ustaliliśmy wcześniej, że jak się chce coś osiagnąc, to trzeba liczyć się z porażką, bo jest ona wliczona w każdą grę. A życie jest pewnego rodzaju grą, w której czasem się wygrywa, a czasem przegrywa (ktoś kiedyś powiediał, że na jednego wygranego przypada co najmniej jeden przegrany – bardzo lubię tę sentencję).

    Popraw mnie jeśli się mylę – o ile dobrze zrozumiałem tekst, piszesz o tym, aby dać sobie szansę i spojrzeć na siebie w inny sposób. Odwrócić właściwy sobie tok myślenia, by pójśc do przodu. Zgadzam się z tym w 100{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0}. Tylko jak to zrobić, nie wierząc we własne słowa? Czy coś, w co nie wierzę może być moją prawdą?

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Drogi mjkl, nie wiem czemu po rozmowie na temat A.Małysza musimy schodzić na ziemię? Czy on mieszka gdzieś w magicznej krainie? W chmurach? Jak dla mnie to A.Małysz chodzi po tej samej ziemi co ja, dlatego nie muszę nigdzie schodzić.

      Wiara w siebie, jak napisałam w tekście, to zbieranie żetonów. Za każdym razem, kiedy dotrzymujesz sobie danego słowa, wykonujesz zadanie, które sobie wyznaczyłeś i wrzucasz do swojej skarbonki żeton.

      Z tego co piszesz, wynikałoby, że nie wydarzyło się w Twoim życiu nic, co mógłbyś uznać za taki żeton.

      Czy na pewno nigdy nie wykazałeś się empatią, akceptacją, odwagą, wrażliwością, taktem, życzliwością, energią, entuzjazmem, fascynacją, organizacją, optymizmem, humorem, uważnością, delikatnością, lojalnością, odpowiedzialnością, troskliwością, siłą, determinacją, cierpliwością, otwartością umysłu, zaufaniem, wyobraźnią, chęcią do pracy, kreatywnością, zaangażowaniem, przyjaźnią, rozsądkiem, spokojem, elastycznością, koncentracją, silną wolą, czy umiejętnością przyznania się do błędów? (Ta lista oczywiście nie jest zamknięta.)

      Oszukiwanie siebie to coś, co często robimy. Dlatego owszem, warto się zastanowić i to nawet głęboko nad tym zjawiskiem. Czy dochodzi do niego tylko wtedy, kiedy mówimy sobie pozytywne rzeczy na wyrost, czy może też wtedy, kiedy nie dajemy sobie najmniejszego kredytu zaufania.

      Odpowiedz
      • mjkl
        mjkl says:

        Emilia, ja wiem że Ty i Adam chodzicie po tej samej ziemi. :) Da się to odczuć w Twoich tekstach. Ja niestety póki co jestem w interstellar’owskiej hiperprzestrzeni – o ile ona w ogóle istnieje. Stąd potrzeba zejścia na ziemię. Faktycznie powinienem to odnieść tylko do mnie. Zagalopowałem się, za co przepraszam. :) Zatem ja będę krzyczał z hiperprzestrzeni, ostatecznie spróbuję komunikacji grawitacyjnej. Liczę jednak na to, że i ja trafię z powrotem na ziemię. Einstein twierdzi, że jest taka szansa. :)

        No dobra, przyznaję się, że żetony były. I są nadal. Jest ich dużo. Problem w tym, że to nie są żetony, których bym oczekiwał. Albo inaczej – są z innych dziedzin, niż te których pożądam. Oznacza to, że wzmacniam się w czymś, co nie jest dla mnie najważniejsze (nie mam nad tym kontroli?). Co więcej, kategoryzuję to i rozgraniczam wyraźnie umniejszając wpływowi jednego na drugie. Zatem wrzucam żetony nie do jednej puszki, lecz do kilku oddzielnych. O właśnie!!! I to jest istota problemu. Powinienem wrzucac do jednej puszki! Dokonałem właśnie ważnego odkrycia.

        Ja uważam, że ludzie ogólnie mają tendencję do oszukiwania samych siebie. Bo jak nazwać negatywny dialog z samym sobą i udowanianie sobie, że do niczego się nie nadaję, że nic w życiu nie osiągnę, że jestem beznadziejny? To jest też oszukiwanie samego siebie. Więc w sumie dlaczego dla odmiany nie zacząć robić tego w drugą stronę? Skoro w tamtą działa, to w drugą też może zadziałać. :) Oczywiście wyolbrzymiam. Chodzi mi o to, że chcę potwierdzić, że warto dać sobie kredyt zaufania i uwierzyć w siebie.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.