Wyznacz i realizuj swoje cele w ten niecodzienny i lepszy sposób

A co powiesz na to, żeby całe to wytyczanie celów życiowych postawić na głowie i podejść do nich zupełnie inaczej niż dotychczas?

Jak spojrzeć na realizację swoich celów zupełnie inaczej

Zazwyczaj robisz tak:

  1. Wytyczasz cel: rzucić palenie, ćwiczyć jogę, oszczędzić na podróż, napisać książkę, znaleźć przyjaciela itp.

  2. Dążysz do niego: słońce czy deszcz, chce się czy nie, zaciskasz zęby i siłowo przesz do przodu.

  3. Udaje Ci się lub nie – a najprawdopodobniej uzyskujesz któryś z odcieni szarości pomiędzy jednym biegunem a drugim.

  4. Czujesz się dobrze, źle, średnio, fantastycznie, dumnie, wstydliwie, jak przegrany itp.

Natomiast moja propozycja brzmi tak: zacznij od końca, postaw cały ten proces do góry nogami i zobacz, czy przypadkiem w ten sposób to wszystko nie ma więcej sensu.

Czyli:

  1. Wyznaczasz cel – wydawałoby się, że ta część się nie zmienia, ale uważaj, bo za chwilę nastąpi niespodziewany zwrot akcji: tym razem Twoim celem nie jest żadna konkretna czynność, żadna rzecz ani osoba. Teraz są nim Twoje emocje. Tym razem odpowiadasz sobie na pytanie: „Jak chcę się czuć?” (zamiast: „Co chcę robić, kupić, mieć, nauczyć się?”)

  2. I tyle. Na tym mniej więcej kończy się cały proces wyznaczania i realizacji celów. Jedyne czego pilnujesz, to nie diety, rozkładu zajęć, czy portfela, ale swoich emocji.

Czemu tradycyjne podejście do wyznaczania celów jest często mało pomocne?

Żeby lepiej zrozumieć stawianie na głowie wszystkich swoich celów życiowych, zerknijmy jeszcze raz na „tradycyjne” podejście.

Mamy pierwszy stycznia – za cel obierasz ćwiczenia fizyczne, a konkretnie bieganie przez 30 minut codziennie po parku, który masz tuż za oknem. Pierwszy tydzień tętnisz entuzjazmem, wszystko idzie według planu, wiewiórki i ptaszki witają Ciebie każdego ranka radośnie (a przynajmniej tak Ci się zdaje). Tygodnie mijają, za nimi miesiące. Bieganie staje się coraz trudniejsze, nie zawsze chce Ci się wstawać wcześnie, pogoda często nie sprzyja, znasz każdy centymetr parku, czujesz się znudzony, nie zawsze wyspany, plan stracił swój blask, a zwierzaczki zaczęły już troszkę irytować swoim wiecznie pozytywnym nastawieniem. Jest 27 lipiec. Biegasz ale nie codziennie, przez co masz do siebie pretensje. Albo nie biegasz wcale i czujesz się jak wielki przegrany.

Tak w większości wygląda wyznaczanie i realizacja celów w tradycyjnym podejściu. Realizujesz go w trybie: „zaciskam zęby i idę dalej”. Albo kompletnie zarzucasz temat i czujesz się jak chodząca porażka. Jakby nie patrzeć, wyznaczając cel, nie tak chciałeś się czuć.

A co się stanie, jeśli za cel obierzesz swoje własne uczucia?

Teraz weźmy na dywanik opcję odwrotną. Której punktem wyjścia jest pytanie „Jak chcę się czuć?”

Wszystko, co robisz, od dawna wywodzi się z odpowiedzi na to pytanie. Jeździsz na rolkach, bo chcesz się czuć wolny. Ratujesz kota z ulicy, bo chcesz się czuć szlachetnie. Kupujesz dom, żeby poczuć się bezpiecznie i komfortowo. Śpiewasz publicznie, bo chcesz się czuć doceniony i wysłuchany. Sięgasz po alkohol, bo chcesz poczuć ulgę. Cokolwiek byś nie robił – wywołuje to w Tobie emocje. Ale bywa i tak, że to Ty siadasz za sterami i po to coś robisz, ŻEBY poczuć określone emocje.

Dlaczego by więc nie użyć tego mechanizmu do pracy przy Twoich celach?

Żeby tak się stało, musisz chwilkę pogłówkować. Bo pytanie: „jak chcę się czuć?” tylko z pozoru wydaje się proste i tylko z pozoru każdy odpowie na nie: „chcę się czuć dobrze”.

A co to oznacza w Twoim przypadku?

Jeśli miałbyś wybrać kilka emocji, które pociągną Cię do przodu jak konie w zaprzęgu, to co byś wymienił? Radość? Spokój? Wdzięczność? Duma? Miłość?

Załóżmy, że masz już swoją piątkę faworytów. To one stają się teraz Twoim celem. Być może wymieniłeś: „chcę czuć się zdrowo”. To jest Twój cel. I to z nim, a nie z dietą cud wchodzisz do sklepu i wybierasz, co zjesz na obiad. Za swój cel obrałeś także: „chcę czuć się spokojnie” – a skoro tak, zamykasz telewizor, otwierasz okno i zasiadasz do medytacji. „Chcę czuć się radośnie” -przypominasz sobie, kiedy po raz setny wałkujesz w myślach przykrą sytuację rodzinną i zamiast wyświetlać projekcję numer 101, wpisujesz w wyszukiwarce „jak wybaczyć bliskim” i zaczynasz się uczyć.

Robisz te wszystkie rzeczy nie dlatego, że tak wskazuje Twój kalendarz i rozpiska, którą wytyczyłeś sobie w styczniu, ale dlatego, że Twoim priorytetem jesteś Ty i Twoje uczucia.

Piękno tego podejścia polega na tym, że nie ma w nim chwili, kiedy zaciskasz zęby i idziesz twardo do celu, pomimo że czujesz się z tym fatalnie. Bo co to za cel, który sprawia, że mówisz sobie: „jestem do niczego”, „nie mogę sobie ufać”, „czuję się okropnie”. Nie dziwi mnie to, że w okolicach lipca nikt nie pamięta już swoich postanowień, skoro droga do ich ucieleśnienia jest tak nieprzyjazna i szorstka.

Wejdź na tę drogę z kompletnie innej strony. Zacznij od swoich uczuć i je uczyń sprawą absolutnie priorytetową. Odpowiedz sobie na pytanie: „Jak chcę się czuć?”. Dopiero potem zastanów się, co możesz już teraz zrobić, żeby tak się stało.

Co sądzisz o tym podejściu? Spróbujesz? Co odpowiesz na pytanie: „Jak chcę się czuć?” i co zrobisz już dziś, żeby tak się stało?