Zabierasz się do książek jak pies do jeża? 4 proste zasady, dzięki którym czytanie będzie dla Ciebie prawdziwą przyjemnością

Kiedy zapytano pisarza Williama F.Buckley’a Jr., którą książkę zabrałby ze sobą na bezludną wyspę, odpowiedział: „Książkę o budowaniu statków.”

Założę się, że w takich okolicznościach nawet największy przeciwnik czytania pochłonąłby w oka mgnieniu z pozoru tak nudną pozycję. I tu właśnie leży wielka różnica między czytaniem a przeczytaniem. Oraz sekret jak osiągnąć to drugie.

Książka to narzędzie w Twoim ręku

Kiedy w miękkich, nieco nadgryzionych przez psa kapciach, szwendam się po księgarniach internetowych, to czuję się jak w sklepie z narzędziami. Wszystkie książki jakie wrzucam do koszyka muszą mi do czegoś służyć, w czymś mi pomóc. W każdej z nich (bez wyjątku) muszę znaleźć coś, co poszerzy moje horyzonty myślowe i polepszy jakość mojego życia. Niech to będzie nawet jedno zdanie, jedna postać, jedno przesłanie, a będę ukontentowana i zmotywowana, żeby szukać i czytać dalej.

Ale nie zawsze tak było. W czasach szkolnych książki niekoniecznie musiały dla mnie istnieć. Lektury raczej przynudzały, a klasyki literatury troszkę odstraszały powagą, więc moje czytanie raczej ograniczałam do komiksów. Oczywiście brałam się także za książki, tylko jakimś cudem nie potrafiłam dotrzeć do końca żadnej z nich, a przeczytanie połowy odnotowywałam za osobisty sukces. Brakowało mi chęci i zaangażowania, zaś wymówek, by odłożyć książkę na bok – nigdy.

Na szczęście te czasy minęły bezpowrotnie, a z książkami już nie toczę żadnych wojen, wręcz przeciwnie łączy nas bardzo silna przyjaźń. Jak dokonała się tak diametralna zmiana? Odkryłam kilka prostych zasad, dzięki którym przeczytanie książki to nie mordęga ani ciężka praca, ale czysta przyjemność, relaks i szkoła w jednym.

Jesteś ciekaw jakie? – proszę bardzo, oto one:

  1. Wybieraj książki tak, jak szyjesz ubranie u krawcowej – na miarę

    Jeśli chcesz przybić obraz do ściany mydłem, to nie dziw się, że nie wiesz, jak to zrobić. Po prostu kiepsko dobrałeś narzędzie do swojej potrzeby. Z książkami jest identycznie. Dobierając odpowiednią książkę do swoich aktualnych potrzeb, preferencji, tęsknot i okoliczności, możesz sam sobie uratować życie. W przenośni i dosłownie. Od dobrze dobranej książki trudno jest się oderwać, zwłaszcza, kiedy odnajdujesz w niej siebie. Świetnie dobraną książką będzie na przykład „Przewodnik po polskich jeziorach”, który spakujesz na wyprawę na Mazury, albo „Medytacja dla opornych”, kiedy dopiero zaczynasz oswajać się z ciszą, czy choćby „Opowieść wigilijna” czytana w świąteczny mroźny wieczór przy kominku.

  2. Odróżniaj wodzenie wzrokiem od czytania

    Czytanie książek to nie to samo, co wypatrzenie wszystkich wyrazów co do ostatniego. Pierwsze uczy, a drugie jedynie wygląda inteligentnie w poczekalni na lotnisku. Po takim „czytaniu” odłożysz książkę na bok, powiesz „ładna książeczka” i pójdziesz robić kotlety mielone, bo przecież w końcu trzeba się zająć czymś pożytecznym. To trochę za mało. Żeby zbudować statek na bezludnej wyspie ucząc się z książki, należy ją przerzuć, przetrawić i wypluć niepotrzebne resztki. W ten sposób wyjdziesz z tego doświadczenia wzmocniony i nakarmiony nową wiedzą. Bez Twojego zaangażowania nic z tego nie będzie. A jeśli bierzesz książkę do ręki i dostrzegasz u siebie deficyt zaangażowania – patrz punkt pierwszy.

  3. Nie wykręcaj się brakiem czasu.

    Z moich obserwacji wynika, że ludzie dzielą się na 3 obozy czytelnicze:

    • „Zabiegani” – mówią, że bardzo chcieliby czytać i książki są ich pasją, ale po prostu nie mają na to czasu, czego bardzo żałują.

    • „Luksusowi” – organizują sobie wygodny fotel, lampeczkę, filiżankę Earl Grey oraz specjalnie wydzielony czas jedynie na czytanie.

    • Oraz „Sprytni” – nie zastanawiają się, czy mają fotel, ani czy mają czas, tylko po prostu czytają. Wszędzie i ciągle. Bo jeśli chcesz czytać, to każde miejsce się do tego nada: autobus, tramwaj, poczekalnia, łazienka, ławka, a dla odważnych i przejście przez ulicę (czego jednak nie polecam).

    Jeśli nie chcesz przeczytać książki, to każda wymówka będzie dobra, bo przecież te firanki nie wypiorą się same, mus odłożyć książkę i zabrać się za nie.

  4. Nie wykręcaj się stresem.

    „Poczytałoby się coś, ale tyle tych spraw nade mną wisi, że zupełnie nie mam do tego głowy.” Brzmi znajomo? Jeśli tak, to czytanie książek, a tym bardziej ich przeczytanie, to świetne remedium na Twoje napięcie. Okazuje się, że już po 6 minutach czytanie książki redukuje Twój poziom stresu o ponad 60%. I robi to znacznie (a dokładnie o prawie 70%) skuteczniej i szybciej niż słuchanie muzyki, dwukrotnie lepiej niż picie herbaty, czterokrotnie lepiej niż spacer i nawet ośmiokrotnie lepiej niż granie na komputerze. Zżera Cię stres? Chwytaj za książkę. Najlepiej o tym, jak poradzić sobie ze stresem.

Moja nauczycielka od polskiego w liceum miała w zwyczaju pytać o lektury, a zaczynała od zasadniczego „Czytałeś?” – „Czytałem.” „A przeczytałeś?” – „No, nie do końca.” Gdybym wcześniej wyrobiła w sobie nawyki czytelnicze, którymi dziś się z Tobą podzieliłam, pewnie częściej mogłabym jej z dumą odpowiadać: „tak, do końca”.

Cóż… człowiek uczy się całe życie, (niektórzy twierdzą, że dopiero wtedy, kiedy pokończą wszystkie szkoły). Całe szczęście, że tak dużo można się nauczyć z książek.

To za jaką książkę chwycisz w ten weekend? :-)