Zatroszcz się o siebie już dziś – to ćwiczenie umysłowe na pewno Ci w tym pomoże

Wyobraź sobie, że dopadło Cię grypopochodne choróbsko.

(Czekaj, czekaj, nie uciekaj jeszcze, nie będzie to takie straszne, na jakie się zapowiada.)

No więc leżysz przygnieciona dwiema kołdrami i wtulasz się w gorący termofor. Jak to przy grypie bywa, wszystko Cię boli, kłuje, dusi i kręci. A jedyny ruch, na jaki Ciebie stać, to przełożenie się na drugi bok, względnie wycieczka do łazienki.

I właśnie wtedy dzieje się magia – bo kiedy tak leżysz rozłożona przez wirusa na łopatki, do głowy przychodzą Ci niecodzienne pomysły, pt. „Co by tu zrobić albo zjeść, żeby sobie pomóc, ulżyć i wesprzeć siebie”.

No właśnie! Dlaczego tak bardzo siebie zaniedbujemy, kiedy nic nam nie dolega? Przecież autoempatyczny stan umysłu warto trenować i pielęgnować nie tylko w czasie choroby! (O czym poniżej.)

Czy tylko wtedy, kiedy nie dasz rady ruszyć ręką ani nogą, wolno Ci zatroszczyć się o siebie?

  • Wypiję owocowe smoothie albo kefir z przyjaznymi bakteriami.
  • Zaparzę herbatę z czarnego bzu z miodem i imbirem.
  • Obejrzę swój ulubiony serial (każdy taki ma – mój, niezmiennie: „Detektyw Monk”).
  • Poproszę kogoś o pomoc.
  • Opatulę się w super miękki szlafrok, zapalę kolorowe lampeczki i poleżę w ciszy.
  • Nie pójdę na rodzinny obiad, włączę audiobooka i przy nim zasnę.
  • Pocieszę się, że rok temu też tak chorowałam i jakoś to przeżyłam.
  • Zaproszę psa pod kołdrę (czytaj: eko–termoforek, którego nie trzeba napełniać wrzątkiem albo podłączać do prądu).

Podczas choroby takie pomysły automatycznie wpadają Ci do głowy i wszystkie realizujesz bez czekania. Słuchasz swoich potrzeb, szanujesz je, sięgasz po to, co Ci pomaga i służy i wspierasz samą siebie.

Bardzo słusznie, bo co się dzieje, kiedy tak postępujesz? – wracasz do zdrowia.

A co się dzieje, kiedy już wyzdrowiejesz? Wracasz do swoich starych nawyków. Czyli przestajesz robić to, co Ci pomaga, co przynosi Ci ulgę i co Ciebie wspiera. Jednym słowem: przestajesz opiekować się sobą.

I teraz, zastanów się, czemu tak się dzieje.

  • Czy tylko wtedy, kiedy nie dasz rady ruszyć ręką ani nogą, możesz dać sobie przyzwolenie na troskę?
  • Czy tylko wtedy, kiedy wirus zwali Cię z nóg, możesz poprosić kogoś o pomoc?
  • Czy tylko wtedy, kiedy robi się czarno przed oczami, wolno Ci zatroszczyć się o siebie?
  • Czy w innych wypadkach nie warto? Nie powinnaś? Nie możesz? Nie wiesz jak?

Traktuj swoje problemy jak wirusy

Jeśli to wszystko brzmi znajomo i uderza w Twoją czułą strunę, mam dla Ciebie dosyć nietypowe ćwiczenie umysłowe. Może ono zmienić Twoje spojrzenie na samą siebie.

Wyobraź sobie, że Twoje codzienne problemy przypominają wirusy. Ciągle krążą w powietrzu, i o ile nie żyjesz zamknięta pod kloszem, to będziesz je co jakiś czas łapać. Tak po prostu jest, tego się nie da przeskoczyć.

I kiedy przyplącze się taki jeden z drugim, nieraz potrafi odebrać Ci radość z codzienności, spokój wewnętrzny, odwagę do działania, życzliwość do siebie, poczucie własnej wartości, autentyczność. I tak dalej.

Co robisz w tej sytuacji? Atakujesz siebie? Krytykujesz siebie? Dokuczasz sobie?
— „Tak też bywa” – zabrzmi Twoja szczera odpowiedź.

Ale to może się zmienić, jeśli pomyślisz sobie, że Twój układ odpornościowy właśnie został osłabiony. Opadłaś z sił. Brakuje Ci energii. Więc co w takiej sytuacji najlepiej zrobić?

ZWŁASZCZA W TAKIEJ CHWILI zadbaj i zatroszcz się o siebie.

Niby dlaczego dolegliwość fizyczną można zakleić plasterkiem czy dogrzać termoforem, a emocjonalną już nie? Przecież to bez znaczenia, czy poczułaś się źle fizycznie, czy emocjonalnie.

Codziennie zastanawiaj się: co by tu zrobić i zjeść, żeby tylko sobie pomóc, ulżyć i wesprzeć. Bo codziennie może spotkać Cię coś, co osłabi Twoją odporność. Dlatego codziennie ją wzmacniaj. Codziennie dbaj o siebie. Codziennie zatroszcz się o swoje potrzeby.

Wystarczy, że wsłuchasz się w swój wewnętrzny głos, który zawsze wie, co dla Ciebie najlepsze i ciągle Ci podpowiada (nawet jak nie chce Ci się go słuchać): „nie jedz tego hamburgera, weź banana”, „wyłącz TV, idź spać” albo „nie przejmuj się tym, co mówią inni – jest dobrze, rób swoje”.

Tak naprawdę, troska o swoją odporność emocjonalną przypomina troskę o odporność fizyczną i sprowadza się do wykonalnych, prostych i drobnych decyzji:

Dbanie o siebie to bardziej sztuka niż nauka. I nie musisz na nic czekać. Nikt nie rozdaje żadnych wejściówek ani pozwoleń. Jedyne pozwolenie jakie istnieje wydajesz Ty sama. Dlatego nie czekaj na moment, kiedy będziesz ledwo stać na nogach, tylko zatroszcz się o siebie już dziś.

A teraz Twoja kolej:

Co sądzisz o tym ćwiczeniu? Czy dajesz sobie pozwolenie na troskę? Jak to jest u Ciebie z dbaniem o siebie?