Zrozumieć samodyscyplinę cz.II – jak ją ćwiczyć?

  • Medytuj, wycisz umysł, wyśpij się, poćwicz trochę, nie jedz cukru i w ogóle uważaj co jesz.

  • Niech Twoje cele będą konkretne, do zmierzenia, osiągane, i zamknięte klamrą czasu.

  • Usuwaj przeszkody i pokusy ze swojego otoczenia, zamień nowość w zwyczaj, a będzie Ciebie kosztował mniej energii (bo będziesz leciał na autopilocie).

  • Przypomnij sobie swoje wartości i kierunek w życiu. Zapytaj siebie, jak postąpiłaby osoba, którą chcesz się stać.

Tak, miałam już gotowy tekst z kilkunastoma takimi jak powyżej wskazówkami o tym jak wzmacniać swoją samodyscyplinę. Ale wiesz co?

Te wszystkie rady mają ogromny sens. I wiem że działają, bo przetestowałam je wszystkie na własnej skórze. Zastosuj je, tak jak ja to zrobiłam, a będziesz mieć już z górki – jeśli chodzi o samodyscyplinę.

Ale!… żeby w ogóle sięgnąć po te wskazówki, najpierw potrzebujesz rozruchu w postaci silnej woli.

To trochę koło zamknięte: bo żeby wzmocnić swoją silną wolę, trzeba się wyspać, zdrowo odżywiać i ćwiczyć. A żeby się wyspać, zdrowo odżywiać i ćwiczyć, potrzebna jest silna wola.

Zatem skąd ją wziąć?

No właśnie. Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie i sięgnąć po zasoby gdzieś głęboko pochowane po naszych wewnętrznych skrytkach, trzeba wytropić dziury, którymi silna wola i samodyscyplina wyciekają jak powietrze w dętce od roweru.

Jeśli ją namierzysz, to odnajdziesz zasoby silnej woli i samodyscypliny, które z powodzeniem starczą Ci po to, żeby zacząć biegać, żeby zabrać się za niedokończoną pracę magisterską, za przedawnione sprzątanie w szafkach z ubraniami i za naukę słówek z angielskiego.

A jeszcze lepsza nowina jest taka, że za chwilę pokażę Ci dokładnie, którędy ucieka Twoja samokontrola, samodyscyplina i silna wola. I jak załatać tę dziurę.

Nie walnąć głową w mur

Tak jak pisałam w pierwszej części tego artykułu, talent, wena, tzw. „dobre” urodzenie, fart, czy też inne „superszczęśliwe sploty okoliczności” nie mają znaczenia. A z pewnością nie tak wielkie, jakie im przypisujesz w przypływie rozżalenia, czy wymyślania wymówek.

Te wszystkie sprawy bledną w świetle samodyscypliny, samokontroli, konsekwencji działania, cierpliwości albo wytrwałości. To właśnie te cechy prowadzą ludzi do sukcesu o wiele częściej niż inne.

A jak je w sobie wykształcić? Jak znaleźć w sobie samodyscyplinę i samokontrolę? – Spójrz, co może stanąć im na drodze, a będziesz wiedzieć, jak się przed tym ustrzec.

Jest 9:00 rano, sobota. Pełen nadziei, pozytywnej energii, oraz chęci ruszasz do boju. „Tak, dziś dokończę ostatni rozdział magisterki” – i pędzisz przed siebie, jakby nic nie mogło Ciebie powstrzymać.

Aż tu nagle przed Tobą wyrasta mur: „ale to jest trudne”, „jest tyle rzeczy do przejrzenia na FB”, „to nie takie łatwe ani szybkie, jak się wydaje”, lub też: „eeej! muszę się wysilić!”.

I z gładką jazdą koniec.

Czego zabrakło? Zdolności? Energii? Talentu? – Nie. Tego nawet nie zdążyłeś zużyć w 5%. Tak naprawdę to zabrakło zaledwie jednej umiejętności, od której najczęściej zależy powodzenie Twoich przedsięwzięć.

Podważanie własnych myśli

Częściej niż to podejrzewasz, Twój plan i entuzjazm rozbijają się o własne myśli. I tu znajduje się największa wyrwa, przez którą niepotrzebnie tracisz swoją silną wolę i samodyscyplinę. Robisz to, co do Ciebie należy, aż tu nagle pojawia się: „ciekawe, co tam się dzieje na FB”, albo: „jest słoneczny sobotni poranek, może pojadę na zakupy”, „muszę wyprać wszystkie firanki w domu!”. Myśli zaczynają błądzić, a Ty karnie podążasz za nimi, ślad w ślad.

I ani talent, ani znajomości, ani nawet wena z niebios nie pomoże. Tu pomóc możesz jedynie Ty sam i Twoje umiejętności podważania własnych myśli. Czyli kolejna umiejętność z szerokiego wachlarzu empatycznego podejścia do siebie samego.

Gdybyś potrafił utrzymać koncentrację, entuzjazm, energię i pracowitość nakierowaną na swój cel, dopiął byś swego.

Na szczęście istnieje na to sposób. Nawet nie jeden. Poniżej prezentuję Ci podstawowe ćwiczenie poprawiające wytrwałość które potrafi zdziałać cuda :-)

Właśnie mam myśl, że…

Na czym stanęliśmy? Ach tak, rano, sobota, praca wre, kiedy podstępne negatywne myśli zaczynają oplatać Cię swoją pajęczyną. Czas zatem coś z tym zrobić! A oto i co:

  • 1. Krok pierwszy

    Poszperaj w swoim umyśle i wybierz sobie jedną negatywną i zrzędliwą myśl. Odseparuj ją od innych i wypowiedz na głos. Np: „nie mam ochoty tego robić”, albo „to jest naprawdę nudne!”.

  • 2. Krok drugi

    Teraz powtórz ją, wstawiając przed nią tę oto frazę:
    „Właśnie mam myśl, że …”, np: „Właśnie mam myśl, że nie mam ochoty tego robić”, albo: „Właśnie mam myśl, że jest tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia w sobotę.”

Co robi takie ćwiczenie? – dużo dobrego:

  • dystansuje Ciebie od Twoich myśli,

  • z pewnej odległości ułatwia Ci spojrzeć na własne myśli bardziej obiektywnie,

  • opóźnia odruch działania pod wpływem impulsu,

  • oddaje decyzję w Twoje ręce – teraz to Ty trzymasz tę myśl w szachu, a nie ona Ciebie,

  • robisz pauzę, w której masz szansę na podważenie tej myśli i powrócenie do swoich zajęć.

Z mojego doświadczenia wynika, że (jak to zazwyczaj bywa) ćwiczenie czyni mistrza. Im częściej łapię siebie na „właśnie mam myśl, że …”, to tym łatwiej mi podważyć myśli, przez które sięgnęłabym po cukierka zamiast po marchewkę. Po pilota zamiast za książkę, albo powiedziałabym o jedno słowo za dużo zamiast pomilczeć.

Prześwietlenie pod kątem korzyści

Oczywiście nie ma nic złego w myśleniu. Osobiście bardzo się cieszę, że urodziłam się jako istota myśląca. To dzięki myśleniu w sobotni poranek zabrałeś się do pracy, i dzięki myśleniu w ogóle piszesz pracę magisterską.

Jak to określa Steven Hayes, psycholog, terapeuta, autor ponad 35 książek, twórca Terapii poprzez Akceptację i Zaangażowanie, problem nie polega na tym, że myślimy, ale na tym, że potrafimy patrzeć jedynie ze swoich myśli a nie na swoje myśli. A to ogromna różnica.

Jeśli chcesz sobie pomóc, warto nauczyć się umiejętności patrzenia na swoje myśli. I to patrzeć na nie pod jednym konkretnym kątem: korzyści .

Czy ta myśl, którą właśnie mam, jest dla mnie korzystna? Pomocna? Innymi słowy, czy jeśli posłucham się jej, uwierzę w jej sens i zadziałam pod jej impulsem – czy wyjdę na tym dobrze. Czy mój plan, dzień, czy życie staną się bardziej znaczące, bogatsze, pełniejsze?

Jeśli szczerze odpowiesz „tak”, to znaczy, że spojrzałeś na swoje myśli i uznałeś, że są pomocne – zatem zielone światło – można działać. Jeśli zaś nie, to znaczy, że to, co Twoje myśli chcą od Ciebie wyegzekwować, nie będzie dla Ciebie korzystne, ani pomocne.

Wprawiony umysł potrzebuje na takie ćwiczenie dosłownie kilka sekund.

  • Zauważyć, że właśnie masz myśl, że…

  • I prześwietlić ją pod kątem korzyści i pomocy.

Jeśli od razu zauważysz, że to, co właśnie przyszło Ci do głowy, jest w ogóle niepomocne – łatwiej będzie Ci odpuścić taką myśl i dalej pisać kolejny rozdział pracy magisterskiej. Nawet jeśli nie jest ani łatwo, ani szybko ani przyjemnie. I zobacz co się stało – właśnie odbyłeś pierwszy i udany trening samodyscypliny i samokontroli. Brawo!

Teraz Twoja kolej. Dziś na próbę zapoluj na własną marudzącą i mało pomocną myśl i spróbuj ją podważyć z użyciem ćwiczenia które Ci zaprezentowałam. Więc jak? Właśnie masz myśl, że…? Czy jest ona korzystna?

Wsparcie:

  • Steven C. Hayes – Get Out of Your Mind and Into Your Life: The New Acceptance and Commitment Therapy

  • Russ Harris – Pułapka szczęścia. Jak przestać walczyć i zacząć żyć

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.