Jak zrzucić zbędny bagaż? Czyli o 5 nawykach, którymi siebie sabotujemy (i co z tym fantem zrobić)

Nie muszę Ci mówić, bo dobrze o tym wiesz – życie bywa trudne.

Jednak czy kiedykolwiek pomyślałaś, że być może sama sobie całkiem skutecznie je komplikujesz? Że sabotujesz swoje wysiłki i dokładasz kolejne kilogramy do emocjonalnego bagażu, który dźwigasz na plecach?

Czas to zmienić. Czas pomóc sobie i powoli ale konsekwentnie wyrzucać te zbędne ciężary. Czas wesprzeć siebie i przestać siebie zadręczać i zamęczać.

Nie ma na co czekać. Bierzmy się zatem do roboty!

Oto 5 nawyków, którymi całkiem skutecznie sama siebie sabotujesz. (Oraz co z tym fantem zrobić.)

1. Przemilczasz

Zgadzasz się na to, na co nie masz najmniejszej ochoty się zgodzić. Przemilczasz, zachowujesz swoją opinię dla siebie – o co później masz do siebie pretensje.

Jak się domyślasz, ten nawyk nie wpływa korzystnie na jakość Twojego życia. Gdzieś zasłyszałam słowa, które świetnie to opisują: „Mówię tak, kiedy myślę nie, i przybywa mi zmarszczek.”

Nie dziwota. Zaczynasz od odebrania sobie prawa głosu, a kończysz na zbesztaniu siebie za to, że milczysz. To nie może wyjść Ci na dobre.

CO Z TYM FANTEM ZROBIĆ?

„Mów to, co myślisz, nawet jeśli Twój głos drży.” – tak radzi aktywistka, Maggie Kuhn, i ja się pod tym podpisuję. Bo to, jak mówisz i co mówisz lub co przemilczasz, ma ogromne znaczenie – DLA CIEBIE.

(Inni wysłuchają, może wezmą do serca, może nie, może przemyślą, może czym prędzej wrócą do swoich spraw.) Bo kiedy ukrywasz swoje emocje, potrzeby i opinie, osłabiasz poczucie własnej wartości. Odbierasz sobie prawo do głosu, czyli wysyłasz do siebie komunikat: „to, co myślę i czuję, jest nieważne, przynajmniej nie na tyle, żeby to pokazać”.

Żeby żyć ze sobą na bardziej przyjaznej stopie, zacznij wyrażać siebie. Nie mówić, co ślina na język przyniesie, ale wyrażać to, co chcesz, czego potrzebujesz, co czujesz, co Cię złości, smuci, rozczarowuje, czym się zachwycasz, w czym się zapominasz, co Cię porusza.

To nie jest codzienna gadka szmatka. To deklaracja w bardzo ważnej sprawie. A tą sprawą jesteś Ty. I Twoje poczucie własnej wartości.

Wiem, wiem, to nie przychodzi ot tak. To wymaga wcześniejszych przygotowań, ćwiczeń i tyle samo wybaczania, kiedy nie wyjdzie tak jak chciałaś. Najważniejsze, że się starasz.

I pamiętaj: „Mów to, co myślisz, nawet jeśli Twój głos drży.”

2. Porównujesz

Właściwie to nie wiadomo po co i dlaczego – oprócz wyrafinowanego wyjaśnienia „bo tak jakoś”, nagminnie przeglądasz zdjęcia znajomych i nieznajomych na facebooku, instagramie i w innych internetowych zakątkach.

„Co w tym takiego złego, przecież nawet moja babcia przeglądała albumy ze zdjęciami.” – zapytasz.

Zgadza się. Tylko nie przeglądała ich setek każdego dnia. A zdjęcia w jej albumach przedstawiały autentycznych ludzi w autentycznym momentach w odróżnieniu od selfie stóp na tle plaży (selfie stóp!! – mój osobisty nr 1 na liście największych bzdur na internecie, a Twój?).

Nieprzemyślany nawyk wpuszczania przytłaczająco ogromnej ilości danych do własnego mózgu automatycznie uczy Twój umysł porównywania się.

I to przeważnie na niekorzyść. Kończysz więc dzień z podskórnym (albo bardzo świadomym) przekonaniem, że masz za małe mieszkanie, za grube ciało, twarz pełną niedoskonałości i ogólnie bardzo nudne życie. Trudno o skuteczniejsze sabotowanie swoich wysiłków.

CO Z TYM FANTEM ZROBIĆ?

Na dobry początek spokojnie przemów sobie do rozsądku. Jeśli nie wiesz co powiedzieć, tu masz ściągę:

  • nikt nie ma idealnego życia, nawet jeśli ma idealne zdjęcia
  • zawsze będą ludzie bogatsi, smuklejsi, szczęśliwsi i bardziej fotogeniczni od Ciebie. Może to gorzka pigułka do przełknięcia (a może nie bardzo?), jednak im szybciej ją przetrawisz, tym lepiej dla Ciebie.
  • Całe to porównywanie i spustoszenie jakie za sobą niesie, w dużej mierze rozbija się o uwagę. Koncentrujesz się na trawniku sąsiadów a nie swoim. Cały czas wisisz na płocie i oglądasz co mają inni, jak żyją, jak się ubierają, czym jeżdżą, itp. itp. A tymczasem Twoja trawa zarasta chwastami albo wysycha.

    Ćwicz swoją uwagę a z pewnością zwróci Ci się z nawiązką. Nie wiem czy istnieje ważniejsza umiejętność.

  • Bądź bardziej życzliwa do siebie. Chodzi przecież o Twoją niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju podróż a nie żaden wyścig. Ona i tak jest wymagająca, nie uprzykrzaj jej sobie sama.

Następnie, dla wzmocnienia efektu sięgnij po narzędzia behawioralne. Czyli daj sobie szlaban na bezmyślne przeglądanie treści, po których spada Ci nastrój. Nastaw stoper w telefonie na 10 minut (więcej naprawdę nie warto) i kiedy alarm zadzwoni, zamykaj te strony i weź się za coś innego – najlepiej za swój trawnik.

3. Nie osądzaj

Zakładasz, że gdzieś (lecz nie wiadomo gdzie) istnieje jednoznaczny i niepodważalny osąd, co jest właściwe a co nie, co się powinno a czego nie. A w związku z tym (tutaj werble proszę!) – na co zasługujesz a na co już nie.

To chyba najcięższy bagaż, jaki można nosić na swoich ramionach. Nie podważasz tego i nie wiesz, dlaczego tak jest, ale wiesz jedno – że nie zasługujesz. I lądujesz na jakże za często słyszanym zdaniu: „widocznie nie zasługuję na komfort, na miłość, na ciepło, na bogactwo”.

Są jeszcze inne symptomy tego choróbstwa: „to taki dobry człowiek, zasługuje na szacunek” albo w drugą stronę: „zasłużyła sobie, ma za swoje”.

Świadczyłoby to o tym, że bierzesz do ręki jakąś uniwersalną miarkę, która wszystko wie, wszystko widzi i wyświetla osąd, kto na co zasługuje.

Otóż moja droga, tak wszechstronnego papierka lakmusowego nie ma. Nie istnieje przepotężny i wszystkowiedzący osąd na „właściwe” i „niewłaściwe”, na to, co zasługujesz i na co nie zasługujesz.

A jeśli przyłapiesz siebie na takim myśleniu, to pewnie dlatego, że ktoś Ci je zainstalował jak aplikację na telefonie. Dla swojego dobra znajdź ją i usuń ze swojego dysku, a zaufaj mi, zrzucisz wielki głaz ze swoich ramion.

CO Z TYM FANTEM ZROBIĆ?

Usunąć aplikacji „nie zasługuję” oczywiście nie da się za jednym kliknięciem. Co nie oznacza, że jest to niemożliwe.

Daj sobie czas. Przejdź się po nitce do kłębka, a może odkryjesz, cóż to za przepotężny osąd zagnieździł się w Tobie.

Najlepiej wypisz sobie na kartce, na co według Ciebie nie zasługujesz, a na co zasługujesz. To Ci wyznaczy (zbyt) prosty podział: nagroda, kara, powinno się, nie powinno. I Twoim oczom ukaże się w całości dotąd niepodważany osąd.

Zastanów się, czy on odzwierciedla Ciebie i Twoje wartości? Czy wyznacza ścieżkę, na którą autentycznie chcesz wejść? Czy służy Ci pomocą, czy może zadręcza Cię, krępuje Ci ruchy i utrudnia Ci każdy krok?

Im częściej będziesz go podważać, tym szybciej odpadnie, jak wieczko kubełka z farbą, które podważasz śrubokrętem.

4. Pilnuj swojego nosa

Poświęcasz dużą porcję swojego dnia po to, żeby czytać, oglądać, mówić o tym: co ktoś zrobił, gdzie był, co powiedział, jak wyglądał i jak bardzo w Twoich oczach się ośmieszył? Owszem, to może dawać Ci chwilowy „high”.

Nie oszukujmy się, przyjemnie jest zauważyć, że inni popełniają większe błędy niż Ty, gorzej wychowują swoje dzieci, głupiej wydają swoje pieniądze, nie są tak rozsądni jak Ty i w ogóle nie znają się na życiu.

To przecież porównanie, na którym wypadasz korzystnie. W świetle licznych i nieprzyjemnych dla Ciebie porównań (patrz punkt 2) miło poczuć odmianę. Wszystko pięknie, jednak pojawia się małe „ale”.

  • Po pierwsze, jeszcze nikt nie rozwiązał swoich własnych problemów unikając ich przez wtykanie nos w nie swoje sprawy.
  • A po drugie, kiedy obrzucasz innych błotem, nie ma bata, sama też się nim upaprzesz.

CO Z TYM FANTEM ZROBIĆ?

Proste. Wyłącz telewizor, a jeszcze lepiej: pozbądź się go. Nie odwiedzaj stron plotkarsko-sensacyjnych. Nie kupuj takich gazet.

Czyli strategia podobna jak ze zdjęciami na internecie. Superskuteczna. Uspokaja duszę i nerwy. Wycisza. Pomaga złapać wewnętrzną równowagę, skupić się na sobie i popchnąć swoje życie w dobrym kierunku.

Wierz mi, mówię na podstawie własnego doświadczenia. Tylko że trudne! W końcu przyjemny odlot uzależnia.

Dlatego wycofując ten aspekt ze swojego życia, od razu podsuń sobie pod nos coś na podmiankę. Inną gazetę. Inne strony internetowe. Inne programy i filmy. Szukaj czegoś, co Cię zaciekawi, pomoże, czegoś nauczy, ukoi, i zainspiruje.

5. Bądź lojalna

W obecnej kulturze wysokiej ekstrawersji, szybkiego tempa i błyszczącego życia o lojalność do siebie dość trudno. Zwłaszcza tym cichszym, wrażliwszym i spokojniejszym przedstawicielom naszego gatunku.

Żeby znacznie odciążyć swoją i tak często przytłoczoną duszę, zacznij ćwiczyć lojalność do siebie. Wtedy będziesz mogła powiedzieć głośno i wyraźnie: „ja wolę cicho, powoli i delikatnie”, nie podejrzewając jednocześnie siebie o niepoczytalność, a przynajmniej o bycie człowiekiem gorszej kategorii.

Jak powiedziała Susan Cain: „sekret to postawić siebie w odpowiednim świetle. Dla niektórych to światło reflektorów na Broadway’u, a dla innych lampka na biurku”.

Dlatego jeśli czujesz się jak ryba w wodzie na ulubionym fotelu, przy lampce z książką w ręku, nie wypychaj siebie na siłę na Broadway. Graj ze sobą do jednej bramki i bądź lojalna względem swojej natury. W jej autentycznej odsłonie.

CO Z TYM FANTEM ZROBIĆ?

Co najszybciej wytrąca Cię z poszanowania własnej natury? Powinności. Czyli niepisane ostre jak nóż zasady, których jeśli się trzymasz, to zasługujesz na nagrodę, a jeśli je łamiesz, zasługujesz na karę.

(Tu zataczamy kółeczko z punktem 3.) Powinności to zasady, które przyszły do Ciebie z zewnątrz. To czyjeś wynalazki. A duża ich część pochodzi z czasów, kiedy Ciebie jeszcze na świecie nie było.

Nie ze wszystkimi będzie Ci po drodze, i nie wszystkie uszanują Ciebie i Twoją naturę. Dlatego pomożesz sobie, kiedy zaczniesz się przerzucać z „powinnam” na „chcę”. „Chcę” ma większe poszanowanie dla Twojej autentycznej natury, bo wypływa od Ciebie.

Regularne przyglądanie się swojemu samopoczuciu, myślom i emocjom, na pewno przybliży Cię do tego, co chcesz, a nie do tego, co powinnaś. I nie zapominaj, że masz prawo do swoich własnych wyborów. Jesteś ważna, i to, co czujesz i jak chcesz postąpić ma ogromne znaczenie. Ucz się tego szanować.

Uff… to była długa i trudna lektura, co? Szczera do bólu. Jeśli czytasz te słowa – WOW! Jesteś moją bohaterką! To wymaga olbrzymiej odwagi, żeby spojrzeć swojej prawdzie w oczy. (I nie mrugnąć jako pierwsza. ;-) )

Już sam fakt, że zastanawiasz się nad tym, świadczy o tym, że zrobiłaś pierwszy krok w kierunku zrzucenia z siebie ciężkiego bagażu. Gratuluję! Lepiej zacząć nie można.

A teraz malutki kroczek po kroczku. Pozbywaj się tego, co Cię zadręcza, męczy i sabotuje Twoje starania. Z czasem będzie Ci się szło o wiele lżej.

Teraz Twoja kolej,

Wiem, że to wymaga otwartości i odwagi, (na szczęście tacy właśnie są czytelnicy Wonder and Ponder), ale podziel się swoją historią – jaki zbędny bagaż chciałabyś z siebie zrzucić? Co już udało Ci się usunąć po drodze? Który punkt do Ciebie trafił najbardziej?

Jeśli masz wokół siebie kogoś, kto dźwiga na swoich ramionach ciężary, udostępnij mu ten tekst. Może to sprawi, że będzie mu choć troszkę lżej.