Zwolnij tempo – o trudnej sztuce wciskania hamulca

Mój instruktor kursu na prawo jazdy na samym początku naszej znajomości powiedział mi dwie rzeczy: „dzień dobry” oraz „tu jest hamulec”.

I tak sobie pomyślałam, że to całkiem niezły pomysł – zacząć naukę od wyhamowywania. Bo ta umiejętność przydaje się nie tylko w samochodzie i w relacji z najbliższą osobą – ale po pierwsze: w dbaniu o siebie.

Jak i kiedy wyhamować, żeby sobie pomóc

W świecie, który uczy i wymaga od nas dodawania gazu do dechy, wyhamowanie może wzbudzać podejrzenia. „Jak to wyhamować? Trzeba przeć do przodu i dawać z siebie wszystko!”

No nie do końca. A raczej nie zawsze. Oprócz gazu warto też wiedzieć co nie co o hamulcach. Jak je wciskać i kiedy – oto 4 propozycje:

1. Wyhamuj z decyzjami

Kiedy jesteś zły, zdenerwowany lub zawładnęły Tobą silne emocje, zapewne podpowiadają Ci, że koniecznie musisz coś zrobić – dać komuś w twarz albo popaść w bezkresną rozpacz.

To jest ten moment, w którym dla swojego dobra, wciśnij hamulec. Dosłownie zatrzymaj się na minutę. Lub wyhamuj tempo tak bardzo, jak tylko potrafisz. Zacznij spokojnie i powoli oddychać. I nie rób nic.

Emocje są trochę jak fale na morzu. Kiedy przychodzą, mogą faktycznie zmieść z nóg. Ale mają jeszcze jedną cechę: przychodzą i odchodzą.

Dlatego najlepiej na tym wyjdziesz, jeśli dasz im się wyszumieć i poczekasz, aż ta fala przez Ciebie przejdzie. Nie podejmuj żadnych decyzji, nie zmieniaj nic, nie zrywaj znajomości, nie wysyłaj przepełnionego furią emaila, nie sprzedawaj domu, nie obcinaj włosów na jeża, nie przewracaj swojego życia do góry nogami.

Zatrzymaj się, wciśnij hamulce, poczekaj. Decyzje możesz podjąć moment później.

2. Wyhamuj samokrytykę

Samokrytyczne myśli potrafią się rozpędzić w krótkim czasie. Jeszcze przed chwilą po prostu stłukłeś kubek i sprzątając myślałeś sobie o tym, gdzie go możesz odkupić, a już po chwili Twoje myśli zawędrowały bardzo daleko.

Nagle okazuje się, że ten kubek to dowód na Twoje życiowe nieudacznictwo, nieudane dzieciństwo, toksyczny związek albo brak wykształcenia. Jeśli łapiesz się czasem na tak daleko posuniętych wnioskach – czas wcisnąć hamulec.

A wyhamować samokrytykę to to samo, co zacząć ją sprawdzać i podważać. Najlepiej poszukując dowodów. Nie interpretacji ale faktów za lub przeciw własnym tezom.

  1. Czy to prawda?
  2. Jakie mam dowody na to, że to prawda?
  3. Jakie mam dowody na to, że to nieprawda?

To trzy pytania, które pomogą Ci (choćby na chwilę) wyjść z roli krytyka, stanąć obok i zweryfikować prawdziwość myśli, które właśnie pojawiły Ci się w głowie.

3. Wyhamuj, kiedy robi się ciężko

Bez względu na to, czy czujesz, że fala emocji lub samokrytyki zaraz Cię zaniesie w siną dal, warto przygotować się na taką trudną okoliczność. Czyli mieć pod bokiem coś, co pozwoli Ci wcisnąć hamulce i nie brnąć dalej w niebezpieczne dla Ciebie rejony.

Takim hamulcem może być jedno wybrane przez Ciebie zdanie. Naucz się go raz i korzystaj w wielu sytuacjach, kiedy nadejdzie taka potrzeba.

To może być coś bardzo prostego, np: „OK, to dla mnie za dużo, jak na tę chwilę, muszę na moment wyjść”. I wychodzisz. Na powietrze, do innego pokoju, albo choćby do łazienki. Dajesz sobie czas na ochłonięcie. Z niczego nie rezygnujesz ani nie uciekasz, tylko po prostu robisz sobie krótką przerwę. Czyli wciskasz hamulec.

Taka nawet mikroskopijna przerwa może pomóc w podjęciu choćby troszkę lepszej decyzji, przemilczeniu słów, które byś potem żałował, w odzyskaniu większej kontroli nad sytuacją.

A kiedy powtarzasz te przerwy często, ich dobroczynny wpływ sumuje się w większą pozytywną zmianę w Twoim życiu

4. Wyhamuj systematycznie co jakiś czas

Wszystkie wyżej wymienione hamulce świetnie się nadają na nieplanowane sytuacje, kiedy emocje biorą górę, albo przytłoczenie daje Ci się we znaki.

Jednak hamulce możesz też z góry zaplanować, tzn. regularnie i zaplanowanie zatrzymywać się nie czekając na przemęczenie czy przestymulowanie.

Wtedy wciskasz hamulec i zwalniasz tempo po to, żeby co pewien czas, o stałej porze, dodawać sobie sił nie czekając, aż się z nich całkowicie wyprztykasz. Bo i po co?

Umawiasz się ze sobą, że co piątek, środę czy niedzielę wieczorem wciskasz hamulec i robisz sobie przerwę od swojej codzienności. Rozkoszujesz się chwilą tylko dla siebie.

I zapełniasz ją tym, co Cię regeneruje, odświeża i dodaje sił. (Film, książka, kawa, skype, wekowanie – do wyboru do koloru.)

Daj znać, który z czterech punktów najbardziej Ci się przyda i który bierzesz ze sobą na wynos. :-)

A tutaj inne moje teksty na podobny temat:

4 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.