Co zrobić, żeby nie przyciągać do siebie toksycznych ludzi. Niezbędnik dla Wysoko Wrażliwych

Łatwość wchodzenia w położenie drugiej osoby, oraz wewnętrzny impuls, żeby pomóc cierpiącym, to jedne z wielu zalet Wysoko Wrażliwej Osoby. Jednocześnie, to te cechy mogą sprawiać, że przyciągasz do siebie toksycznych ludzi.

Jak to się dzieje? Świetnie, że pytasz, już odpowiadam.

Jak to się dzieje, że Wysoko Wrażliwa Osoba może przyciągać do siebie toksycznych ludzi

To Ty, wrażliwcze, wyciągniesz drącego się w niebogłosy kota z opuszczonego samochodu, wymyjesz go, nakarmisz i znajdziesz mu dom (nierzadko swój własny).

To Ty podpiszesz petycję w sprawie ochrony puszczy, foki szarej oraz praw kobiet.

To właśnie Ty to zrobisz, głównie dzięki swojej wysokiej wrażliwości. Bez dwóch zdań, empatia i chęć niesienia pomocy to zdecydowanie Twoje zalety! A nie wady. Koniec kropka.

Jednak mieć jakąś cechę, a umiejętnie z niej korzystać, to już dwie oddzielne kwestie, które nie zawsze muszą chodzić parami. Dziś właśnie to pierwsze przybliżymy do drugiego.

Bo ta wyrwa pomiędzy Twoim współodczuwaniem, a Twoim działaniem, może sprawiać, że kręcą się wokół Ciebie ludzie, którzy wysysają z Ciebie chęć do życia.

Oto 3 ważne sprawy, które przyczyniają się do tego, że możesz przyciągać do siebie toksycznych ludzi (i jak to możesz zmienić):

1. Po pierwsze i najważniejsze – wysoko wrażliwa osoba zamiast czerpać korzyści z wrodzonych umiejętności, unieważnia samą siebie

W porównaniu do pozostałych 80% populacji, wrażliwcy głębiej przetwarzają bodźce, czyli informacje, emocje, myśli, opinie, fakty, wydarzenia i wszystko, co do nas dociera.

Więcej rozmyślają, rozważają, analizują, deliberują, żeby nie powiedzieć: roztrząsają to, co ich otacza. Robią to świadomie oraz nie do końca świadomie. Przejawami czego są przydługie rozmowy na same znaczące tematy (żadne tam „jak ci się prasuje nowym żelazkiem?), napakowane emocjami wpisy do pamiętnika, albo pisane z uporem maniaka blogi o tym, jakie to ważne, żeby o siebie zadbać (polecam się).

Wrażliwcy głęboko wnikają w temat, oglądają go z każdej strony, potrafią nazwać wiele aspektów wokół tematu, zdają sobie sprawę z własnych emocji, opinii, obserwują reakcje innych, i tak dalej.

I to jest Twoja zaleta: masz oczy i uszy szeroko otwarte.

Natomiast! – I tu uwaga, bo jedzie ważne!

To, że masz oczy i uszy szeroko otwarte, jeszcze nie oznacza, że umiejętnie korzystasz ze swojej zaawansowanej machiny myśląco-czującej.

Dlaczego?

A no dlatego, że:

  • UNIEWAŻNIASZ swoje opinie.
  • UNIEWAŻNIASZ swoje przeczucia.
  • UNIEWAŻNIASZ swoją perspektywę.
  • UNIEWAŻNIASZ swoją wrażliwość.

Mówisz sobie: „to tylko tak mi się wydaje”, „a pewnie się mylę”, „nie będę się odzywać, bo co ja tam wiem”.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wrażliwcy właśnie w ten sposób są wychowywani. Od wczesnych lat słyszą: „nie bądź taka wrażliwa”, „a co ty taki delikatny się zrobiłeś?”, „ on taki emocjonalny, nie ma co na niego patrzeć”, „to taki dziwoląg”.

Tak, wiem, jak to jest.
Tak, to jest straszne.
Tak, to TRZEBA opłakać.
Tak, wiele okazji do rozwoju przepadło bezpowrotnie.
Tak, najpewniej uwewnętrzniłeś dyskredytujące podejście do własnej wrażliwości.
Tak, nauczyłeś się unieważniać swoje emocje, myśli, przeczucia i opinie, i weszło Ci to w nawyk.

I jednocześnie, dziś, zdając sobie z tego sprawę, możesz zacząć to zmieniać. Jasne, trudna droga przed Tobą, ale hej! Masz mnie. :-) Ja Ci pomogę. Masz też innych wrażliwców, którzy dzielą się swoją historią i sprawiają, że nie czujesz się sam (na przykład u mnie w komentarzach!).

Ale przede wszystkim dziś masz najważniejszą sprawę – wybór. Kiedyś byłeś go pozbawiony. Dziś możesz inaczej do siebie podchodzić. Możesz wybierać siebie, ufać sobie, stawać po swojej stronie. Codziennie. Wiele razy dziennie. Setki razy dziennie. Czasem z lepszym, a czasem z gorszym skutkiem. Korzystając z pomocy życzliwych osób (ponownie się polecam). Dziś masz wybór.

I Twój wybór może brzmieć: „chcę się nauczyć uprawomocniać moje przeczucia, moje opinie, moje emocje, moje potrzeby, moją wrażliwość”.

A po co? Aaa bo to właśnie wysoka wrażliwość jest Twoim osobistym czujnikiem niezdrowych relacji, wykrywaczem toksycznych osób, detektorem ludzi, z którymi nie powinieneś się zadawać.

Masz go na swoim wyposażeniu od zawsze. Włączony na stałe, chcesz czy nie chcesz. Tylko cały w tym ambaras, żeby ZACZĄĆ Z NIEGO KORZYSTAĆ. Słuchać go, patrzeć na niego, i kierować się nim.

Twoja wrażliwość dużo Ci podpowiada. Wręcz, założę się, że Twoja wrażliwość podpowiada Ci konkretnie, wyraźnie, ciągle i głośno: „nie umawiaj się z tą osobą”, „od tej trzymaj się z daleka”, „ona kłamie, nie mówi Ci prawdy”, „coś mi tu śmierdzi, podejrzana sprawa”, „uważaj na siebie”.

Te komunikaty nie biorą się z nieba, ale z Twojej umiejętności łączenia faktów, wnikliwej obserwacji i głębokiej refleksji. Tylko żeby z nich skorzystać, musisz sobie zaufać. Skończyć z unieważnianiem tego, co czujesz i myślisz. Zalegalizować w swojej głowie ważność własnych odczuć i opinii. Uznać, uszanować, oraz polegać na sobie i na swojej wysokiej wrażliwości.

Bo widzisz, kiedy chronicznie unieważniasz swój punkt widzenia, dzieją się kolejne rzeczy, które przyciągają uwagę ludzi toksycznych. A konkretnie mam na myśli dwie kolejne sprawy.

2. Za szybko się godzisz na wersję innych ludzi

Kiedy nie polegasz na własnym zdaniu, znajdzie się inne zdanie, na którym zaczniesz polegać. A w to puste miejsce bardzo chętnie wskakują osoby, które chcą się w Twoim życiu trochę porozporządzać. Czyli nie ma co liczyć na subtelność zachowań, takt, kulturę, czy poszanowanie Twojego zdania.

Całkiem możliwe, że zbyt szybko i zbyt wcześnie poddajesz się walkowerem. Przystajesz na wersję wydarzeń drugiej osoby, bo swojej nie uznajesz za wystarczająco ważną. Zdajesz się w ten sposób na czyjąś łaskę i niełaskę, z naciskiem na to drugie najczęściej, niestety.

3. Racjonalizujesz i tłumaczysz zachowania, które nie są do zracjonalizowania, nie są do wytłumaczenia i nie są do zaakceptowania

Nie udzielasz sobie uprawomocnienia i uznania własnych odczuć, myśli i zachowań, bo wydaje Ci się, że to, co czujesz i myślisz, jest złe, nieprawdziwe i niewłaściwe. „Jeśli nie we mnie, najwidoczniej prawda znajduje się gdzieś poza mną” – mówisz sobie i poświęcasz innym ludziom o wiele więcej uwagi niż sobie.

Otaczasz ich zrozumieniem, tłumaczysz ich słowa i decyzje. Potrafisz wytłumaczyć sobie nawet ich toksyczne zachowania: „a, pewnie miał akurat zły dzień”, „wiesz, ona przeszła trudne dzieciństwo”, „on na pewno tak naprawdę nie chciał zrobić mi przykrości”. Brzmi znajomo? A toksyczna osoba takie komentarze interpretuje jako zielone światło.

Racjonalizujesz toksyczne zachowania, podczas gdy dla swojego zdrowia psychicznego najlepiej powiedzieć im asertywne „nie”.

Tego wszystkiego, o czym tu piszę, nie da się zrobić szybko, ani raz na zawsze. To proces. Musi potrwać. Ma swoje wzloty i upadki. I to jest normalne. Ale jakkolwiek długi i męczący by ten proces nie był – on nie przyciąga toksycznych ludzi. Przyciąga za to empatię i zaufanie do siebie. A o to nam przecież chodzi.

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.