3 bardzo niewygodne (ale bardzo pomocne) sprawy, dzięki którym wrażliwa osoba ruszy z miejsca

“Hej, Właśnie dowiedziałem się, że jestem wwo i poczułam ogromną ulgę.” – takie wiadomości przychodzą na moją skrzynkę bardzo często. Oczywiście są dłuższe, ale można je streścić do tego jednego zdania. Które zawsze wprawia mnie w zdumienie, hmmm… skąd ta ulga?

Uwaga, nadchodzą wielkie zmiany

Ok, wiem, że dobrze jest zrozumieć siebie o jeden stopień wyżej. Faktycznie i niezaprzeczalnie – to plus.

Ale gdybym poszła do dermatologa, a on by mi powiedział, że mam bardzo wrażliwą cerę, to po pierwsze, owszem, poczułabym ulgę, bo już wiem skąd te wszystkie podrażnienia i przesuszenia.

Jednak istnieje jeszcze druga i o wiele większa strona tego medalu, czyli: o kurcze! mam wrażliwą skórę! – w związku z tym dobrze gdybym:

  • przemyślała mój styl życia,
  • przeorganizowała swoje priorytety,
  • wprowadziła kilka zmian w codziennych nawykach,
  • zmieniła rutynę kosmetyczną,
  • poprawiła jakość diety,
  • poprawiła jakość snu,
  • zabezpieczyła się przed złą pogodą,
  • obserwowała swoją skórę, jak znosi te wszystkie zmiany,
  • zakasała rękawy i wzięła się do pracy!

Uff, sporo tego. I kiedy już zdam sobie sprawę z wysiłku, jaki mnie teraz czeka – to raczej nie poczuję ulgi a przytłoczenie!

Ba! Mam nawet prawo wpaść w lekką panikę. Mam prawo sięgnąć po rodzynki w czekoladzie. Mam prawo zrobić sobie maraton „Detektywa Monka”, żeby na chwilę odetchnąć od tej wieści. Bo czeka mnie przemeblowanie w moim życiu.

O czym wtedy pamiętać?

Przemeblowując swój świat muszę mieć na uwadze kilka bardzo ważnych spraw:

1. Moja w tym głowa, żeby zachować zdrowie i równowagę

Wiem na czym polega moja sytuacja, więc mogę przedsięwziąć WIELE różnych kroków, żeby sobie pomóc. I będą one miały sens jedynie wtedy, kiedy będę je stawiać regularnie, codziennie, systematycznie, cierpliwie i ze sporą dawką samodyscypliny.

Identycznie jak z wrażliwą skórą – to ja muszę dowiedzieć się, co mi pomoże, a co zaszkodzi, to ja muszę się wybrać do apteki po kremy, to ja muszę codziennie niezależnie od pory roku wklepywać mikstury, które zaopiekują się moją skórą i ochronią przed warunkami zewnętrznymi. I tak dalej.

  • Nie mogę oczekiwać (tym bardziej wymuszać) od swojego otoczenia, że to ono zadba o moją wrażliwość w jakimkolwiek calu.
  • Nie mogę krytykować rodziny, znajomych, sąsiadów ani pani w telewizji, że jest nieczuła, że przez nią zrobiło mi się smutno, przykro czy nostalgicznie.
  • Nie mogę mieć pretensji do świata, jaki się stał niewrażliwy, akurat kiedy ja zaliczyłam siebie do wrażliwych.
  • Nie mogę żądać, żeby ktokolwiek mnie teraz traktował ulgowo i chodził wokół mnie na paluszkach.

Tak się nie stanie. Każdy ma własną pracę domowa do odrobienia.

2. Wrażliwość to nie jest wymówka, żeby stać w miejscu

Wrażliwa cera nie wiąże Ci rąk, dlatego:

  • Nie musisz siedzieć w domu w obawie przed promieniami słonecznymi – możesz się zabezpieczyć najmocniejszymi filtrami jakie są i sru na podwórko.
  • Nie musisz rezygnować z makijażu – możesz wybrać produkty delikatne, naturalne, dla alergików.
  • Nie musisz unikać wszystkiego, co teoretycznie może Cię podrażnić – możesz za to testować, sprawdzać i gromadzić wiedzę, co znosisz lepiej a co gorzej, bo każdy jest inny.

Jednak, żeby to wszystko zrobić, trzeba najpierw wyjść poza strefę komfortu. I to jest największa kłoda na Twojej drodze – o wiele większa niż wrażliwość.

Bo, co tu dużo mówić, zazwyczaj nie przepadamy za dyskomfortem. Nasz mózg jest energetycznym skąpcem, a ewolucja wpoiła nam, że bezpieczeństwo liczy się najbardziej. I to bez względu na poziom wrażliwości, a uelastycznianie tych sztywnych tendencji to dopiero wyzwanie. O wiele większe niż wrażliwość.

3. Wrażliwość nie może być i nie jest wytłumaczeniem wszystkich Twoich problemów

Na to, żebyś była osobą, którą jesteś, złożyło się bardzo wiele czynników, cech, wydarzeń i Twoich własnych decyzji. One ze sobą współdziałają, zachodzą na siebie i przenikają się nawzajem. A wrażliwość jest TYLKO jedną z nich.

Wykorzystywanie jej do wytłumaczenia każdej swojej reakcji, decyzji czy zachowania to olbrzymie nadwyrężenie materiału.

Jeśli chcesz wyjaśnić swój brak pewności siebie, brak wiary w swoje możliwości, kompleksy, nieosiągnięte cele, nierozwiązane urazy z przeszłości, skonfliktowane relacje i każdy gorszy dzień wrażliwością – wyrządzasz sobie krzywdę.

W ten sposób wrzucasz bogactwo całej swojej osoby do jednego worka. Mało tego – blokujesz się na odkrycie, rozwiązanie i poradzenie sobie ze swoimi problemami. Tak – jesteś wrażliwa, ale jesteś także milionem innych cech, przeżyć, emocji, motywacji i wspomnień. Tych pozytywnych i tych negatywnych. Zajmij się nimi. A nie tylko jedną z nich.

Reasumując:

Owszem, delikatny człowiek potrzebuje delikatnego traktowania.

Ale żeby traktować siebie delikatniej, nie można spocząć na laurach. Potrzebny jest wysiłek. I to ten najmniej lubiany i najmniej popularny rodzaj wysiłku, jaki może być, czyli: niewielka ilość + wielka systematyczność. Codziennie. Regularnie. Cierpliwie. Pokornie. Uczciwie. (Wiem wiem, spektakularne to to nie jest. Ale skuteczne na bank.)

I kiedy już staniesz o własnych siłach na dwóch nogach jako delikatna osoba, i zechcesz kogoś nauczyć delikatności, to jak na dobrego nauczyciela przystało – rób to subtelnie. Bez agresji, krytyki, pretensji i bez postawy roszczeniowej. Pamiętaj – najlepszy nauczyciel to ten, który ciągle uczy się sam – daj drugiej stronie się wypowiedzieć, daj jej zauważyć odcienie Twojej delikatności z innej perspektywy i nie zabij jej przy tym wałkiem do ciasta.

Zawsze znajdą się osoby, którym nie podpadniesz do gustu, i nieważne czy będziesz wrażliwa, niewrażliwa, ruda, łysa, wykształcona, samotna, w związku – zawsze znajdą coś, co da się skrytykować. Ale Twoja władza rozciąga się nad własnymi myślami, a nie obcymi – to tu jest Twoje pole do popisu i pracy. A nie u kogoś innego w głowie. Jeśli ktoś wybił Cię z równowagi – wracaj do niej. Jeśli ktoś przekroczył granice – ucz się jak je wzmacniać.

Natomiast to, co najskuteczniej wspiera delikatnych ludzi – to pokora i cierpliwość. Tak, jestem delikatną osobą i w związku z tym pracuję nad sobą, nad samoakceptacją, autoempatią, i rozwojem. Nie wykorzystuję swojej delikatności jako wymówki, ani nie żądam w związku z tym niczego od nikogo.

Wcale nie usprawiedliwiam szorstkich i przykrych sytuacji, które można by było rozstrzygnąć w delikatniejszy sposób. Absolutnie. Jednak jeśli skupisz całą swoją uwagę tylko na nich, utrudnisz sobie życie. I zamiast ulgi poczujesz wielki ciężar na swoich ramionach.

Odpuść.
Zaopiekuj się sobą.
A wtedy faktycznie, poczujesz ulgę.

Daj znać, który punkt jest dla Ciebie najbardziej niewygodny i najbardziej pomocny?

Dodatkowa lektura, dla zainteresowanych i odważnych, którzy nie boją stanąć oko w oko ze swoim dyskomfortem oraz wrażliwością: