5 symptomów, po których poznasz, czy jesteś uzależniony od rozwoju osobistego

Uzależnić można się nie tylko od używek, ale dosłownie od wszystkiego – od operacji plastycznych, od telefonów komórkowych, albo nawet od żucia kostek lodu.

Wynika z tego, że od rozwoju osobistego też można się uzależnić. No bo czemu nie?

Wspólnym mianownikiem wszystkich uzależnień jest poszukiwanie ulgi. Jednak nie zawsze potrafimy odnaleźć przyczyny swoich problemów, a wtedy zabieramy się za łagodzenie symptomów.

Ulga faktycznie przychodzi. Może nie na długo i zazwyczaj coraz większym kosztem, ale faktycznie – przez jakiś czas działa. I robi to na tyle skutecznie, że w końcu uzależnia.

Ale na jakiej zasadzie działa uzależnienie od rozwoju osobistego?

Przecież w tym wypadku nie unikasz problemów. Wręcz przeciwnie, diagnozujesz je, określasz, analizujesz – a dzięki temu rozwijasz się.

Teoretycznie tak. Ale praktycznie, warto zbadać motywację, która stoi za Twoim zainteresowaniem książkami, warsztatami albo kursami rozwojowymi.

A może być dwojako:

  • Opcja nr 1. Akceptujesz i lubisz siebie, jednak w pewnym momencie swojego życia czujesz, że chciałbyś czegoś więcej. Głębiej się zastanowić, dalej wypłynąć i spróbować nowego.

    To tak jak z własnym mieszkaniem – lubisz je i żyje Ci się w nim przyjemnie. A mimo to co jakiś czas przynosisz nowy bibelot z pchlego targu, robisz przemeblowanie, albo nawet zmieniasz kolor ścian. Świetnie jest jak jest, ale od czasu do czasu, warto coś odświeżyć, zmienić, rozwinąć, by dom zyskał jeszcze milszy, wyjątkowy, bo tylko Twój, charakter.

  • Opcja nr 2. Już na samym początku zakładasz, że czegoś Ci brakuje. Uważasz że jesteś niewystarczająco mądry, inteligentny, zaradny, towarzyski, kreatywny, oczytany, wykształcony, operatywny, aktywny, skuteczny – ostrzegam, ta lista wydaje się nie mieć końca. Dlatego masz nadzieję, że rozwój osobisty rozwiąże te wszystkie problemy. To on ma zapełnić pustkę, którą w sobie zdiagnozowałeś.

    Wracając do porównania z mieszkaniem – (prawie) nic Ci się nie podoba. Najchętniej przeprowadziłbyś się w zupełnie inne miejsce, ale skoro tak się nie da, to zarządzasz nowe porządki, bo na Twoje oko to wszystko nadaje się do naprawy.

Jak już pewnie się domyślasz, pierwszy sposób nie doprowadzi Ciebie do uzależnienia. Wewnętrzny spokój, równowaga i zadowolenie, które nosisz w sobie, nie wołają desperacko o ulgę. Natomiast druga opcja z pewnością tak.

Jak zaakceptować nieperfekcyjne „ja”?

Oho, wszystko ładnie Emilko – pomyślisz. Tylko jak ja mam siebie zaakceptować z tymi wszystkimi wadami?

Carl R. Rogers powiedział tak: „Ciekawy to paradoks, że kiedy zaakceptuję siebie takiego, jakim jestem, wtedy mogę się zmienić.” I nazwał to paradoksem, bo zwykliśmy przyjmować odwrotną, a zarazem błędną, kolejność: jak już się zmienię – to dopiero wtedy siebie zaakceptuję.

Skąd to się wzięło? Myślę, że z nieporozumienia wokół słowa „samoakceptacja”.

Bo czy przypadkiem nie jest tak, że samoakceptacja kojarzy Ci się z bezgranicznym uwielbieniem siebie i pokochaniem swoich wad? No właśnie. Taka definicja może nas jedynie zapędzić w kozi róg, w którym rozwój zamienia się w uzależnienie.

Dlatego najwyższy czas spojrzeć na samoakceptację nieco inaczej.

Na początek – nie myl jej z samooceną. Wysoka samoocena to przede wszystkim ocena – z tym, że akurat pozytywna. Z nią jest dobrze, gdy jest dobrze, ale gorzej, kiedy się potkniesz. Jak to ujęłam w tekście pt. „Jak poprawić poczucie własnej wartości”samoocena to przyjaciel, którego nie poznajesz w biedzie.

Samoakceptacja to o wiele szersze pojęcie, ponieważ nie jest oceną. To parasol, pod którym zmieszczą się Twoje mocne, ale co ważne – też i te słabsze strony.

Akceptując siebie, bierzesz cały pakiet: przyjmujesz do wiadomości, że jesteś człowiekiem. A równie ludzkimi cechami jak mądrość, błyskotliwość czy alabastrowa cera, są też błędy, ograniczenia i piegi na nosie. Bo nie ma ani jednego człowieka na tym świecie, który nie miałby sobie niczego do zarzucenia, albo do wybaczenia.

Samoakceptacja obejmuje całego człowieka, a nie tylko jego najbardziej udane chwile, wyrzucając do kosza całą resztę życia. (Tak robi się jedynie na profilach społecznościowych, a nie w rzeczywistości.)

Kiedy w pełni siebie akceptujesz, to wraz ze swoimi wadami i ograniczeniami. Wtedy, bardziej niż na perfekcyjności, zależy Ci na nauce, dzięki której możesz odkrywać pełną wersję samego siebie, a nie stawać się kimś innym.

A kiedy już zaakceptujesz swój status ucznia, to dopiero wtedy dajesz sobie szanse na prawdziwy rozwój, jednocześnie uodparniając się na uzależnienie od niego. Mówisz sobie: „Przeczytam tę książkę, bo jest ciekawa i mogę się z niej wiele nauczyć”, zamiast: „Jeszcze tylko ta jedna książka, aż w końcu będę kimś.”

Jak rozpoznać czy jestem uzależniony od rozwoju?

„Nieee, mnie to chyba nie dotyczy…” – myślisz sobie.

Świetnie, w takim razie bez obaw przejrzysz symptomy uzależnienia od rozwoju osobistego:

  1. Wierzysz w swoją niewystarczalność.

    Sięgasz po rozwojowe tematy, ponieważ sądzisz, że coś z Tobą nie tak. A rozwojowe materiały mają Ciebie naprawić, jak zepsuty komputer czy żelazko. Jeśli tak jest, to rozwój będzie karmił Twoją niepewność i coraz mocniej od siebie uzależniał.

  2. Ignorujesz swoją wewnętrzną mądrość

    Coraz mocniej wierzysz w to, że odpowiedzi na swoje pytania znajdziesz jedynie na zewnątrz. W takim stanie umysł ignoruje własne pomysły, sukcesy, decyzje, rozwiązania. Uzależnienie sprawia, że nie słuchasz głosu swojej intuicji i nie ufasz swoim własnym osądom. A na pewno nie na tyle, na ile jesteś w stanie zaufać kolejnym guru.

  3. Nie godzisz się na własne ograniczenia i wady

    Rozwój może stać się uzależnieniem, kiedy Twoja motywacja krąży wokół wyzbycia się wad i słabości. Chcesz stać się nieomylny, bezbłędny i perfekcyjny. Co w praktyce przekłada się na ciągłe uganianie się za iluzją.

  4. Unikasz rzeczywistości

    Nawet czytanie z najlepszą intencją i motywacją książek o zdrowej diecie, nie dostarczy Ci witamin ani minerałów. Musi przyjść moment, w którym odłożysz je na bok i zabierzesz się za kucharzenie. Chyba że… Twój rozwój przemienił się w uzależnienie. Wtedy cała wiedza pozostaje teorią i nie wskakuje na następny poziom, czyli praktykę. Bo ciągle masz poczucie, że jeszcze Ci wiele brakuje, jeszcze za wcześnie. Nawet jeśli zaliczyłeś już dwudziesty wykład o medytacji, Ty nadal nigdy nie słuchałeś ciszy.

  5. Szukasz świętego Graala

    Masz wrażenie, że jak tylko dostatecznie długo poszukasz, to znajdziesz ten jeden cudowny, bezbolesny i bezwysiłkowy sekret sukcesu. Więc szukasz i szukasz. Nie dopuszczasz do siebie myśli, że rozwój to wyboista droga w kształcie serpentyny.

Młotkiem można zarówno zbudować dom, jak i nabić sobie niezłego guza. Bo nie chodzi o narzędzie, ale o to, jak się nim posługujesz.

Więc co masz teraz zrobić, jeśli właśnie odkryłeś, że uderzasz siebie po głowie, podczas gdy planowałeś zbudować coś pięknego?

Najpierw przyjrzyj się swojej motywacji. Czy kryje się za nią spokój, czy może poczucie niewystarczalności?

Zanim sięgniesz po kolejne rozwojowe materiały o autoprezencji, wpływaniu na ludzi, diecie, programie ćwiczeń, zarządzaniu emocjami, stresem czy czasem – najpierw wykonaj zwrot o 180 stopni i zobacz, kim jest i co czuje osoba w lustrze.

Odłóż na chwilę ściganie się z innymi, powinności, chęć udowodnienia komuś czegoś, blokady, które ktoś na Ciebie kiedyś nałożył, i przyjmij, choćby na chwilę i w ramach eksperymentu, że:

  • jesteś osobą, której można zaufać,

  • masz swoją mądrość i intuicję,

  • masz sobie za co dziękować już dziś,

  • masz prawo do błędów, potknięć i ograniczeń,

  • wiele blokad, które nosisz na sobie, założył Ci ktoś inny, a nie Ty sam,

  • każdy, nawet najmniejszy Twój krok, ma ogromne znaczenie, bo tylko dzięki niemu stawiasz kolejne,

  • masz większy potencjał, niż podejrzewasz,

  • wybaczanie jest możliwe,

  • masz już za sobą wiele trudnych sytuacji, kiedy powiedziałeś sobie „nie ma tego złego”,

  • każdego dnia uczysz się czegoś nowego.

A co potem?

Przypominaj sobie o tym każdego dnia i tuż przed tym jak zechcesz sięgnąć po jakiekolwiek rozwojowe materiały. Takie jak ten artykuł :-)

A najlepiej, jeśli rozbudujesz tę listę o kolejne punkty: bezwarunkowe mocne strony i prawa, z którymi się urodziłeś i których nikt, ani nic, nie jest w stanie Ci odebrać. Otworzysz w ten sposób swój parasol samoakceptacji.

To co byś jeszcze dopisał do tej listy? :-)

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.