Broń własnej wolności, a nie ograniczeń

Broń własnej wolności, a nie ograniczeń

Po długim marszu przez pustynię, karawana postanowiła zatrzymać się i rozbić obóz na noc.
„Panie! Mamy problem.“ – mówią służący do właściciela karawany – „Mamy 9 lin i 9 kołków, ale wielbłądów jest 10. Co robić?”
„Spokojnie, mówi kupiec, przy dziesiątym wielbłądzie tylko udawajcie, że go przywiązujecie liną do kołka, a zobaczycie, że on nigdzie nie ucieknie.”
Służący poszli i zrobili co właściciel nakazał, a dziesiąty wielbłąd faktycznie ani się ruszył. Po przespanej nocy, w ferworze przygotowań do całodniowego marszu, służący znowu biegną do właściciela i krzyczą:
„Panie! Wszystkie wielbłądy przygotowane, ale ten dziesiąty nie chce się ruszyć. Co robić?”
„Spokojnie, tak jak wczoraj wieczorem udawaliście, że go przywiązujecie, tak dziś pójdźcie do niego i udawajcie, że go odwiązujecie.”
Zrobili co im poradził. Uwolnili wielbłąda z niewidocznej uwięzi, a on popatrzył, wstał, i ruszył.

Wszyscy mamy swoje niewidzialne ograniczenia. Wydaje nam się, że czegoś nie możemy, że nie jesteśmy w stanie, albo że nie mamy wystarczająco talentu, możliwości, znajomości, przestrzeni, siły, odwagi czy pieniędzy, żeby się od nich uwolnić. Ograniczenia to nasz chleb powszedni, i nawet jeśli rozwijasz się i negocjujesz granice swojej strefy komfortu, to ciągle napotykasz nowe niewidoczne bariery. To one zatrzymują Cię w miejscu, tak jak niewidoczna lina zatrzymała wielbłąda.

Iluzoryczne liny skutecznie powstrzymują nas przed ruszeniem do przodu, ale to tylko połowa historii, którą chciałam Ci dziś opowiedzieć. Być może jeszcze ważniejsze jest, że często to my sami siebie przywiązujemy niewidoczną liną do niewidocznego kołka.

Przywiązani niewidoczną liną

W jaki sposób to robimy? Przede wszystkim broniąc swoich ograniczeń. Pewnie sobie pomyślisz, że to brzmi niedorzecznie: bronić swoich własnych ograniczeń – a jednak tak właśnie postępujemy. Bo na zdrowy rozum, kto i po co chciałby bronić barier, przeszkód i kłód pod nogami? Za chwilę pokażę, że to wcale nie jest takie absurdalne. Ale czy szkodliwe – jak najbardziej.

„Angielski jest dla wszystkich. Ok, może nie po to, żeby czytać Szekspira, ale na pewno wszyscy kupujemy chleb i mleko.“ – tak tłumaczyłam kiedyś moim uczniom – „Nie musisz być wirtuozem angielszczyzny, i być może nie odnajdziesz się w meandrach szkockiej poezji, ale na pewno dasz radę stawić czoła ekspedientce w spożywczaku.”
I co wtedy słyszałam w odpowiedzi dorosłych już uczniów? Nic innego jak solidną obronę własnych ograniczeń:
„Ale ja się nie nadaję!“
„Ja nie mam w ogóle talentu!“
„Córka mi mówiła, że będzie trudno!“
„Nigdy nie uczyłam się żadnego języka!“
„Nie mam słuchu muzycznego!“
„To już nie te lata!“
„Trzeba mi było wcześniej zacząć!“
„Ja nic nie umiem, zero. Takiej trudnej uczennicy jak ja, to na pewno nigdy nie miałaś!“
„Nie mam czasu na naukę, przyjdę z pracy i trzeba obiad robić, a po obiedzie kolację!“

Sam widzisz, jak solidna jest linia obrony własnych ograniczeń. Strzeżemy jej jak oka w głowie i żaden argument nie ma szans wcisnąć się nawet na centymetr. Takim sposobem krępujesz samego siebie coraz ciaśniej i coraz mocniej.

Nie jesteśmy istotami rozumnymi

Wbrew zwolennikom logicznego myślenia i chłodnej kalkulacji na zimno, nie jesteśmy istotami rozumnymi – a przynajmniej nie przede wszystkim. Owszem, staramy się jak możemy postępować i myśleć względnie zdroworozsądkowo. Ale o wiele częściej, niż nam się to wydaje, jesteśmy adwokatami we własnej sprawie, którzy najpierw zaczynają od opartej na emocjach i przekonaniach konkluzji, by dopiero później, z biegiem czasu, zgromadzić dowody ją potwierdzające, przekonując innych – czytaj: siebie – że taka po prostu jest prawda, oparta na mocnych i racjonalnych podstawach.

Pomimo usilnych starań zachowania trzeźwości umysłu, nasze decyzje powstają w obecności emocji, wspomnień i wielu innych niewidocznych i nienamacalnych czynników, takich jak np. ta lina, którą przywiązali wielbłąda.

I kiedy ktoś Ci mówi, że nauka języka na poziomie podstawowej komunikacji jest dostępna dla każdego – to zaczynasz kierować się emocjami i po prostu się złościć: „Jakim prawem! Jak ona śmie! A w ogóle kim ona jest, że będzie mi mówić, co ja mogę, a czego nie? Ja wiem lepiej, a ona niech nie wtrąca się w nieswoje sprawy!“

No i gotowe. Ograniczenie skutecznie obronione.

Broń swoich ograniczeń, a na pewno będą twoje

Richard Bach jest autorem powyższego sformułowania i myślę, że warto wziąć je do serca. Bo to, czego tak zagorzale bronisz – z pewnością z Tobą pozostanie. Jeśli bronisz swoich ograniczeń – to z pewnością będziesz je mieć. Przywiązujesz się do nich – dokładnie tak, jak wielbłąda przywiązano do kołka. A wtedy on i Ty posłusznie stoicie w miejscu.

Złoszcząc się na kilka słów, które nie są po Twojej myśli, bronisz swojej racji. To całkowicie zrozumiałe, bo chcesz chronić to, co znasz. Ale po burzy, którą prawdopodobnie wywołasz (a jeszcze lepiej, o ile to możliwe, w trakcie niej), wycisz się na chwilę i zastanów, o co tak naprawdę walczysz?

Czy bronisz swojej wolności, czy może swoich ograniczeń?

Wsparcie

1 komentuj

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.