Co tak naprawdę tracisz przez FOMO? (I jak to odzyskać)

Popcorn głośno strzela w mikrofali, kolejny odcinek … (tu wstaw swój ulubiony serial i koniecznie podrzuć tytuł w komentarzu) czeka na odpalenie, a herbatka z czarnego bzu rozkosznie paruje z Twojego ulubionego kubka z napisem „uśmiechnij się, póki masz zęby”. Zapowiada się całkiem przytulny jesienny wieczór.

Aż tu nagle brzęczy komórka. Czym prędzej zerkasz i okazuje się, że Twój sąsiad aktualnie wakacjuje na plaży w Bali, zajadając świeżo wyłowione owoce morza. O czym rzecz jasna poinformował wszystkich swoich internetowych znajomych, pokazując swoje stopy na tle morza i zachodzącego słońca.

No i co? – Twój milutki wieczór bierze w łeb!

Bo niby jak tu cieszyć się z popcornu czy herbaty, kiedy ciągle widzisz te stopy. Nie mówiąc o turkusowej plaży za nimi.

Znasz to? Na pewno.

Wszyscy to znamy i to nie od dziś. Kiedyś mówiło się na to: „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma” a obecnie nazywa się to FOMO (fear of missing out), co można przetłumaczyć jako strach przed przeoczeniem.

Co tak naprawdę tracisz przez FOMO?

FOMO to strach, że przegapisz coś niesamowicie ciekawego, atrakcyjnego, dobrego, i wartościowego. A dzięki internetowi wyjątkowo szybko docierają do Ciebie te wszystkie ciekawe, atrakcyjne dobre i wartościowe rzeczy, o których wcześniej nie miałbyś nawet pojęcia. W związku z tym chodzi Ci po głowie że:

  • Podjąłeś złą decyzję – bo na przykład siedzisz w domu (zła decyzja), a w tym samym czasie ktoś inny opala swojego ciało na rajskiej plaży (dobra decyzja).
  • Ludzie, których znasz, świetnie się bawią bez Ciebie – nie powiadomili Cię, nie podzielili się swoimi planami, zostałeś pominięty.
  • Coś jest z Tobą nie tak – zabrakło Ci odpowiednich informacji, nie wiedziałeś, nie jesteś tam gdzie jest fajnie i przelatuje przez głowę myśl, że jesteś nieudacznikiem.

Nie dziwne więc, że takim wnioskom towarzyszą: nerwowość, stres, napięcie, niepewność, uszczerbione poczucie własnej wartości, zazdrość i nieustane porównywanie się z innymi.

No bo jak tu nie dojść przy tym wszystkim do ogólnego wniosku, że „po prostu jestem stanowczo za mało (tu wstaw swoją ulubioną mantrę) mądry, bystry, lubiany, atrakcyjny, towarzyski, zdolny, zaradny, zamożny, wykształcony, wysportowany, i tak dalej, można to wymyślać bez końca.

No i pozamiatane. Zamiast rozkoszować się smakiem gorącego popcornu i swoim serialowym ulubieńcem, siedzisz i się:

  • dołujesz,
  • obwiniasz,
  • frusrtujesz,
  • wstydzisz,
  • krytykujesz,
  • zamartwiasz,
  • stresujesz,
  • i obgryzasz paznokcie.

I teraz zastanówmy się, co tak naprawdę Ciebie w tym momencie omija?

A odpowiedź brzmi: Twoje życie, które masz tuż przed nosem. W dodatku całkiem przyzwoite życie. Przytulny wieczór w miejscu, w którym czujesz się dobrze. Całkiem nieźle.

Ale niestety odpływa w siną dal. No bo niby jak zauważyć, a tym bardziej docenić, to, co masz, jeśli porównujesz się ze spektakularnymi osiągami swoich znajomych (którzy robią wszystko, żeby je ostentacyjnie wyeksponować)? Nie da się.

W psychologii nazywa się to efektem kontrastu. I oznacza tyle, że kiedy w kapciach i piżamie przeglądasz fotki wykwintnych dań z bardzo drogiej restauracji, do której wybrali się Twoi znajomi, Twoje dobre mniemanie o sobie wylatuje przez okno.

Jak wyleczyć się z FOMO?

Jak widzisz, strach przed tym, że coś Cię omija (czyli FOMO), sprawia, że to, co Cię faktycznie omija to Twoje własne życie.

Przy okazji opuszcza Cię też wewnętrzny spokój, zadowolenie, i poczucie własnej wartości. Znika też wdzięczność za to, co już masz, a w zamian za to pojawia się ciągłe poczucie „jestem niewystarczający”.

A zatem tak nie może być, trzeba coś z tym zrobić, gra jest zdecydowanie warta świeczki.

Więc jak radzić sobie z FOMO? Dwie sprawy:

  1. Po pierwsze i najważniejsze musisz sobie zdać sprawę z jednej rzeczy: nikt nie pokazuje na internecie kiepskich, codziennych albo nudnych momentów ze swojego życia.

    Media społecznościowe pękają w szwach od turkusowych plaż, ślubnych sukien, pucułowatych berbeci, eleganckich strojów, wytrenowanych muskulatur, super zdrowych dań oraz ponad przeciętnie udanych fryzur i makijaży.

    Rzadko kto pokazuje relacje ze zmywania naczyń, wymiany płynu chłodniczego czy odrobaczania psa.

    Dlatego jeśli porównujesz się do internetowych doniesień swoich znajomych albo i nieznajomych (i uruchamiasz całą machinę stresująco-dołującą w swojej głowie), miej na uwadze to, że przykładasz wyretuszowany obraz czyichś szczytowych osiągnięć do swojej codzienności bez przeróbek.

    To porównanie nie jest fair w stosunku do Ciebie. I na bank za każdym razem popsuje Ci humor.

    Więc albo przypominaj sobie o tym za każdym razem, kiedy się porównujesz, albo zwyczajnie przestań obserwować znajomych i celebrytów, których relacje popychają Cię w dołek psychiczny. Nie rób tego sobie. Nie musisz. Masz wybór, co i kto wyskakuje na Twoim monitorze.

  2. Po drugie i też równie ważne: ćwicz trudną sztukę odkładania komórki na bok i zauważania tego, co masz przed własnym nosem.

    Ok, może to nie będzie ekskluzywne danie z restauracji na starówce, ani też wakacje na Bali – ale wcale nie musi być, żeby sprawić Ci przyjemność.

    Poczucie szczęścia, wbrew temu, co można wywnioskować z mediów społecznościowych, to drobnostki a nie olbrzymie doniosłe momenty chwały. To małe gesty, krótkie chwile, które dają Ci ciepło i zwyczajne poczucie „ale fajnie”.

    A po „ale fajnie” nie musisz lecieć samolotem ani płacić kartą kredytową. Możesz je wykreować wsadzając popcorn do mikrofali, rozmawiając z przyjacielem przez telefon albo biorąc kota na kolana.

    Więcej o tym przeczytasz w tekście Drobniaki w skarbonce szczęścia.

    Dopilnuj, żeby to codzienne szczęście Ciebie nie omijało, bo dopiero to byłaby faktyczna strata.

Trawa u sąsiada od dawna wydaje nam się zieleńsza. Normalna rzecz. Tylko kiedy przyjdzie Ci coś takiego do głowy przeglądając swoje media społecznościowe, przypomnij sobie że:

  • Twoja też jest niczego sobie.
  • A ta sąsiada, możliwe że dlatego jest taka zielona, bo jest sztuczna ;-)

Czy FOMO dotyka też i Ciebie? Przypuszczam, że tak, choć popraw mnie, jeśli się mylę.

P.S. Mój ulubiony serial to „Detekyw Monk” :-)