Co zrobić, kiedy chciałbyś medytować, ale masz alergię na ciszę

Próbowałeś wiele razy i nic. Nie czujesz się w ciszy jak ryba w wodzie. Nie sprawia Ci to przyjemności, nie przynosi ulgi, nie uspokaja umysłu, wręcz odwrotnie. I co dalej?

Nic. Daj sobie z tym spokój. Nie każdy musi medytować i nie każdy będzie medytował. Wrzuć na luz.

A jeśli jednak chciałbyś zrobić coś dla siebie, nauczyć się uspokajać swoje zszargane nerwy – świetnie, bo mam dla Ciebie troszkę inną propozycję, która może Cię zaciekawić.

O co chodzi w tej całej medytacji?

A no o to, żeby wyhamować. Zwolnić bieg myśli i choć na chwilę wylądować tu i teraz. Tyle. Finito. Nic więcej.

I nie chodzi o jakieś mistyczne doświadczenia i kontaktowanie się z duchami przodków. Nie chodzi też o osławione na zdjęciach skrzyżowanie nóg. Nie chodzi też o to, żebyś wdrapał się na wierzchołek góry w Tybecie.

Daj sobie z tym spokój i zapomnij o wszystkim, co wiesz o medytacji. O tym, jak „powinna” wyglądać i jak rzekomo „powinno się” ją wykonywać.

Daj sobie spokój, bo i tak nosisz na swoich barkach wiele powinności, problemów i zmartwień, nie dodawaj sobie kolejnej w postaci: „muszę medytować”. Nie tędy droga, w ogóle!

A zatem, zrzucamy ten ciężar z ramion, odsuwamy te wszystkie przymusy na bok, rysujemy grubą kreskę i zaczynamy od czystej kartki. Ufff, o wiele lżej… dopiero teraz możemy zacząć rozmowę.

A więc wracając do sedna – chodzi o to, żeby wyciszyć myśli, wyhamować ciało, uspokoić tętno, ciśnienie, czyli mówiąc po ludzku, dać sobie chwilę odsapnąć.

Po co? A no po to, żeby:

  • Nie zwariować!
  • Nie pozabijać swoich bliskich.
  • Ogarnąć swoją pracę, pranie i zakupy tego samego dnia.
  • Po zgaszeniu światła zasnąć spokojnie a nie przewracać się z boku na bok do wczesnych godzin porannych.
  • Nie zarażać się nerwówką w pracy od innych ludzi jak katarem.
  • Nie wrzeszczeć na kierowcę, który wciął się przed Ciebie.
  • Nie wyrzucić telewizora za okno, kiedy lecą wiadomości.
  • Mieć więcej cierpliwości i łagodności do siebie samego.
  • Nie przegapić nadejścia wiosny jak w zeszłym roku.

Mogłabym to dalej ciągnąć, ale chyba starczy na razie, co? To całkiem ważne powody i na pewno warte tego, żeby spróbować.

Czy medytacja pomaga te cele osiągnąć? Tak.
Czy TYLKO medytacja pomaga te cele osiągnąć? Nie. I tu pojawia się okienko dla wszystkich z alergią na ciszę.

A ja pokażę Ci, czym innym można to okienko wypełnić.

Jeśli nie cisza to co?

To dźwięki.

A najlepiej dźwięki inne niż te, które słyszysz codziennie, niż głosy ludzi, niż szum miasta, samochodów, zmywarki, odkurzacza, płaczącego dziecka, albo imprezy sąsiadów.

A jeszcze lepiej dźwięki, które Ci się podobają, dają przyjemność, przynoszą spokój. Czyli muzyka!

Sprobuj od muzyki. Kto powiedział, że uważność trzeba ćwiczyć tylko w ciszy? Nie trzeba. Pamiętasz? Dajemy sobie luz z powinnościami i innymi narzędziami tortur. Skupiamy się na tym, co pomoże Ci ćwiczyć wyhamowywanie. I tym czymś z powodzeniem może być muzyka.

Tylko jedna ważna sprawa: to musi być muzyka, która uspokaja. Dlatego wszelkie rytmiczne kawałki, przy których masz ochotę wyginać śmiało ciało, zostaw na później. Póki co, wyszukaj sobie coś, co nie ma wyraźnego rytmu, coś, co delikatnie płynie i przy czym masz ochotę zamknąć oczy i wtopić się w wygodny fotel.

No dobra, czyli jak to zrobić?

A no tak:

  1. Przygotuj sobie utwory, które Cię uspokajają, relaksują, odprężają od pierwszych dźwięków (i przy okazji podziel się nimi ze mną i osobami, które tu zaglądają).
  2. Usiądź wygodnie w fotelu, na podłodze, połóż się na łóżku albo gdziekolwiek sobie życzysz. Chodzi o to, żeby po prostu było Ci wygodnie i żebyś mógł odprężyć wszystkie swoje mięśnie.
  3. Zapodaj muzę, zamknij oczy, i słuchaj. Tyle, nic więcej.

Kiedy piosenka się skończy, Twoja chwila relaksu skończy się razem z nią. Zważywszy na fakt, że przeciętnie piosenki trwają pi razy drzwi 3–4 minuty, tyle też może trwać Twoja codzienna chwila odprężenia ciała i umysłu. Myślę, że akurat tyle to każdy znajdzie, nawet niesłychanie zajęty i poważny człowiek.

Chyba że to będzie dla Ciebie za mało – a proszę Cię bardzo, któż broni włączyć kolejną piosenkę?

I to takie całe. Czy to można nazwać medytacją – według mnie tak. Czy na pewno jest potrzeba nazywania tego czymkolwiek – według mnie nie.

Po prostu dbasz o siebie, organizujesz chwilę dla siebie, uspokajasz się i to jest najważniejsze, a nie jakieś tam nazwy. Daj sobie z nimi spokój i lepiej skup się na tym, kiedy i jak będziesz ten rytuał powtarzał? Przed zaśnięciem? Tuż po przebudzeniu? W przerwie na lunch? W fotelu? Na łóżku? Na leżaku balkonowym?

No i najważniejsze – przygotuj sobie muzykę, prywatną uspokajającą listę przebojów, którą pokocha Twój zszargany układ nerwowy.

Aha, i pomóż mi taką stworzyć, to i ja skorzystam, i Ty skorzystasz, i inni skorzystają :-)

Moje propozycje to:

  • Enya – May It Be.
  • Ścieżka dźwiękowa z filmu „Tajemniczy ogród”.
0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.