niebieskie migdały

Dlaczego myślenie o niebieskich migdałach nas unieszczęśliwia

Czy wiesz, że aż 47% Twoich myśli to bujanie w obłokach? Prawie połowa energii umysłowej idzie na myślenie o bliżej nie wiadomo czym.

Rozmyślasz, jak cudownie byłoby wyjechać na wakacje do jakiegoś ciepłego miejsca. O tym, co zrobisz na obiad, kiedy wrócisz z pracy. O rozmowie z koleżanką i co hipotetycznie może z niej wyniknąć. O tym, co usłyszałaś w wiadomościach radiowych, i o całej masie innych rzeczy, które albo już, albo dopiero się wydarzą – ale też o tych, które najprawdopodobniej nigdy nie będą miały miejsca. Bo my, ludzie, jesteśmy jedynymi zwierzętami, które potrafią myśleć o czymś więcej, niż o chwili obecnej.

Myśl niezależna od bodźca – tak to się naukowo określa. A oznacza tylko tyle, że nie potrzeba nam wiele, żeby przenieść się myślami do innego czasu i miejsca. Dzięki temu możemy czegoś się nauczyć, coś zaplanować, cieszyć się wspomnieniami albo marzyć. Rozmyślanie to jedna z najwyżej cenionych umiejętności naszych umysłów. Mamy sobie czego gratulować, choć… niestety, nie przychodzi to za darmo. Cena jaką za to płacimy jest wysoka, a waluta to poczucie szczęścia.

Czym jest myślenie o niebieskich migdałach?

Teorii jest wiele, ale zapewne żadnej nie da się w 100% sprawdzić i potwierdzić. Niektórzy twierdzą, że to efekt uboczny bogatego życia ludzkiego umysłu. Pracując, skupiając się, planując, korzystając z pamięci, mózg dysponuje pewnym buforem. I kiedy tego wszystkiego nie robi, jego myśli zaczynają wędrować. Inni z kolei twierdzą, że bujamy w obłokach, kiedy po prostu ogarnia nas nuda.

Pomimo że naukowcy wciąż mają ogromne trudności z wyjaśnieniem, jakie funkcje pełni i skąd się wzięło, jedno jest pewne – myślenie o niebieskich migdałach to “ustawienie fabryczne” naszego mózgu, stan do którego umysł sam automatycznie powraca, kiedy akurat nie jest zaprzęgnięty do żadnej konkretnej pracy. Wystarczy krótka chwila dekoncentracji i już chodzimy z głową w chmurach. I tak właśnie wygląda prawie połowa naszych myśli.

Wysoki koszt bujania w obłokach

No i co z tego? Najwyżej czasami ktoś nas upomni, żebyśmy wrócili na Ziemię. Mogłoby się nawet wydawać, że wędrówki myśli pomagają, np. kiedy siedzisz przy biurku w pracy, za którą niespecjalnie przepadasz, to dzięki marzeniom, w jednej sekundzie przenosisz się na egzotyczną plażę, i od razu robi Ci się milej i lepiej. Czyż nie tak? No więc… problem w tym, że nie.

Ogromne w swojej skali, harwardzkie badanie na 15 000 osób, z 83 różnych krajów, reprezentujących 86 różnych zawodów, jednoznacznie pokazało, że…

Myślenie o niebieskich migdałach nas unieszczęśliwia.

Bo kiedy umysł dostaje pozwolenie na błądzenie, to wtedy w przeważającej większości zaczynamy rozmyślać o czymś nieprzyjemnym. Ogarniają nas negatywne emocje, ogólny nastrój się obniża, a wraz z nim poczucie szczęścia. Co ciekawe, bez znaczenia jest to, czym się w danej chwili zajmujesz. Bo nawet czynności, które przynoszą przyjemność, nie są w stanie uchronić nas od bujania w obłokach.

Jak przywrócić do porządku błąkające myśli?

Sławny mistrz Zen, Seung Sahn, miał w zwyczaju mawiać: „Kiedy jesz, jedz. Kiedy chodzisz, chodź.” Aż pewnego ranka jeden z jego uczniów podpatrzył, jak mistrz jednocześnie czyta gazetę i je śniadanie. Podszedł do niego i z pretensją powiedział: „Zawsze nam powtarzasz, że kiedy jemy, mamy jeść, podczas gdy Ty jesz i czytasz. Jak mam to rozumieć?” Mistrz spokojnie odrzekł: „Kiedy jesz i czytasz gazetę, jedz i czytaj gazetę…”

Czujemy się najlepiej, kiedy myślimy o tym, co robimy na bieżąco.

To prosto brzmiąca recepta na przywrócenie dobrego humoru i zrównoważenie złego nastroju, w jaki najczęściej wprowadza nas bujanie w obłokach. Czyli słowa mistrza Zen, mimo że brzmią zabawnie, kryją w sobie wielką mądrość: „Kiedy jesz, jedz. Kiedy chodzisz, chodź.”

Otóż to, bycie uważnym i obecnym, w odróżnieniu od błądzenia myślami, przywraca równowagę i zadowolenie z tego, co robimy. Tylko jak to osiągnąć? To nie jest proste pytanie, a więc tym bardziej odpowiedź nie może być szybka i łatwa.

Teoretycznie, w zasięgu każdego z nas znajduje się przywołanie swojej uwagi do teraźniejszości. Do tego, co tu i teraz. A mimo to, często zdajemy się ponieść myślom tam, dokąd one, a nie my, chciałyby podążyć. Dlatego pomysł z kierowaniem swoich myśli na bieżące zajęcia pewnie brzmi dla Ciebie kosmicznie. Ale z własnego doświadczenia wiem, że podobnie jak przy wszystkich innych praktykach mających poprawić nasz dobrostan, kluczem jest trening i cierpliwość. Zmysły bardzo pomagają w tej kwestii. Zapach świeżo zmielonej kawy, odgłosy natury, dotyk letniej bryzy na twarzy, widok zachodzącego słońca – te rzeczy potrafią nas przyciągnąć z daleka do tego, co dzieje się tu i teraz. Na szczęście okazji też nie brakuje. Rozmowa, jedzenie posiłku, ćwiczenia fiz yczne, zakupy, spacer – to wszystko potencjalne lekcje treningu uwagi, by nie oddalała się za daleko i zeszła z chmur do rzeczywistości.