Dlaczego nie słuchasz swojego wewnętrznego głosu (i jak to zmienić)

– Nie chcesz przecież przez całe życie być zwykłym policjantem.

– Kiedy wreszcie zrozumiesz, że nie trzyma mnie tutaj nieporadność, głupota albo nieśmiałość. Ja po prostu kocham tą wieś, lubię tych ludzi, jestem tu szczęśliwy. Dlaczego miałbym się stąd wynieść w pogoni za stanowiskiem i pieniędzmi tylko po to, żeby sprostać ogólnie przyjętemu pojęciu o sukcesie? Ja odniosłem sukces. Naprawdę niewiele osób w dzisiejszych czasach może powiedzieć o sobie, że są szczęśliwi.

M.C. Beaton – Hamish Macbeth i śmierć żony idealnej

Takie słowa to dla mnie znak, że wypowiada je osoba, która autentycznie słyszy i słucha swojego wewnętrznego głosu. Ktoś, kto jest spokojny i zadowolony ze swojego życia. I zupełnie nieważne, czy to przykład z kryminału na wakacje, który czytam kątem oka, czy z życia wzięty.

Słuchamy się wszystkich i wszystkiego, tylko nie swojego wewnętrznego głosu. Dlaczego tak jest? I jak nastawić swoje odbiorniki na własną unikatową częstotliwość?

Dziś zasiadam do odpowiedzi na te frapujące mnie (i jak się domyślam – też Ciebie) pytania.

Dlaczego nie słuchasz swojego głosu?

W obecnych czasach równie dobrze można to odwrócić i zapytać: dlaczego niby mamy słuchać własnego głosu? Przecież powodów nie brakuje:

  • Zewnętrznych nadajników jest tyle, że na własny może po prostu nie starczyć Ci uwagi, a to limitowany zasób.

    Zużywasz go na popularne opinie, przekazy medialne, trendy, powinności, presje, mniej lub bardziej oficjalne wymogi, oczekiwania albo choćby przekazy z reklam. Wszystkie mówią Ci jak masz żyć, wyglądać, pracować, mieszkać, zarabiać, jeść, spędzać czas wolny itp. Nie zorientujesz się nawet, kiedy zabraknie Ci sił na wsłuchanie się we własne wewnętrzne przekazy.

  • Barwność, atrakcyjność, czy błyskotliwość tych wszystkich przekazów, może niestety doprowadzić Cię do błędnego uznania, że są ważniejsze niż Twoje własne.

    Twoje wypadają na takim tle jakoś tak nieporadnie, trochę głupio, i nieśmiało. A skoro tak, to na obecną chwilę wygrywa produkt cudzej produkcji.

  • Przekazy z zewnątrz rozbrzmiewają po prostu głośniej niż Twój, który siedzi sobie z tyłu głowy i szepcze. Tak je stworzono, by miały ogromną siłę przebicia. Jeśli Ty ich nie uciszysz – ich misja zakończony się sukcesem.

    Dla nich.

  • A gdy nie masz kiedy, nie masz jak, a wokół wszystko ryczy na pełen regulator, to z czasem zaczynasz coraz mocniej wierzyć w to, że wewnątrz siebie też nie masz specjalnie czego słuchać.

    Wiec przestajesz to robić.

Jak usłyszeć głos z wewnątrz?

„Istnieje tylko jeden sukces: być w stanie spędzić życie na swój własny sposób” – powiedział kiedyś Christopher Morely, amerykański poeta, eseista i dziennikarz.

Maksymy tej posłuchał się „zwykły policjant” – główny bohater cytowanego na początku kryminału. I chwała mu za to. Bo to wcale nie taka prosta sprawa. Żeby usłyszeć wewnętrzny głos i spędzić życie na swój własny sposób.

Wiele czynników trzeba wystawić na światło dzienne, porządnie się im przyjrzeć, przepuścić przez osobistą maszynkę do mielenia myśli i wypluć w postaci dopasowanej jedynie do siebie filozofii życiowej.

A co konkretnie przemielić? A na przykład to:

  1. Zaufanie do siebie

    Czy twarz, którą codziennie widzisz w lustrze, wzbudza Twoje zaufanie? Jeśli tak, to tunel, którym przemieszcza się zaufanie, masz udrożniony. Jeśli nie – trzeba go odkorkować.

    Zaufasz sobie tylko wtedy, kiedy będziesz zdolny zaopiekować się sobą. Czyli nie znęcasz się nad sobą, nie bawisz się w sędziego najwyższego, który feruje wyrokami, nie wymierzasz sobie kar i nie krytykujesz siebie, ale pomagasz sobie przetrwać w różnych sytuacjach. Wspierasz siebie i jak najlepszy trener dopingujesz i nie pozwalasz machnąć na siebie ręką.

    Jak wejść na taki poziom relacji ze sobą samym? Zejdź z tronu i po prostu podaj sam sobie pomocną dłoń. Jeśli krytykowałeś siebie całe życie, a mimo to czytasz ten tekst, to już wiesz że krytyka nie działa.

    Łap sam siebie za krytyczne słowo i zamieniaj na przyjaźniejszy ton. Samokrytyka to po prostu zwyczaj, który ciągnie się za Tobą od dawna. A zwyczaje są od tego, by je zmieniać.

    Kiedy przyłapiesz siebie na „jesteś idiotą”, zamień tę nikomu niepomocną uwagę na „źle zrobiłem, ale dzięki temu wiem, jak nie popełnić tego błędu ponownie, już się nauczyłem”.

    I nie zapomnij o czymś bardzo ważnym: zaufanie do siebie to nie to samo co oczekiwanie perfekcji. To poczucie, że nawet jeśli powinie Ci się noga, to nie zdołujesz sam siebie, ale pomożesz wstać, nauczyć się czegoś na przyszłość i pójdziesz dalej.

  2. Wyciszenie

    Wyobraź sobie jedno z najgłośniejszych skrzyżowań w naprawdę dużym mieście. Gwar miejski skutecznie podnosi słupek decybeli. I wyobraź siebie stojącego po środku tego hałaśliwego miejsca jak próbujesz coś powiedzieć. Twój głos wtopi się w tło i stanie się niesłyszalny. Możesz się wydzierać ile sił w strunach głosowych, a i tak słyszalność będzie słaba.

    Twój głos wewnętrzny ma mniej więcej podobną siłę przebicia na tle tak licznych i głośnych przekazów z zewnątrz – o ile nie umiesz jeszcze ich wyciszać. Ale na szczęście jest to umiejętność, której może nauczyć się dosłownie każdy.

    • Najprosza z nich – wyłącz telewizor.

    • Kolejna – przestań czytać doniesienia „o niesłychanie ważnych sprawach” oraz „o niesłychanie skandalicznych sprawach”.

    Szum, którym media owijają sobie Ciebie wokół palca, jest prostszy do wyciszenia niż Ci się wydaje. Wyłącz, odłóż, zamknij, odwróć wzrok – dosłownie. Zamiast tego sięgnij po coś innego – medytacja, ćwiczenia uwagi, mindfulness, wsłuchiwanie się w ciszę, czy też ćwiczenia oddechowe – zwał jak zwał, cel mają wspólny – przerzedzić informacyjny gąszcz w głowie.

    W moim doświadczeniu najskuteczniej i najszybciej osiągniesz pozytywne rezultaty wyciszania się stosując te 3 wskazówki: sukcesywnie, konsekwentnie i cierpliwie. Po jakimś czasie szum zacznie cichnąć, a z tła wychodzić na plan pierwszy Twój własny głos wewnętrzny.

  3. Akceptacja

    Najpierw przygotuj się na to: nawet jeśli już sobie zaufasz, wyciszysz szum myśli nieuczesanych i wsłuchasz się w swój wewnętrzny głos – to jeszcze NIE znaczy, że codziennie będziesz budzić się z szerokim uśmiechem na twarzy, że nigdy nic Ciebie nie zasmuci, nie zmartwi, nie zestresuje.

    BO ZADOWOLONY CZŁOWIEK TO NADAL PO PROSTU CZŁOWIEK.

    Nie staje się nieziemskim zjawiskiem lewitującym kilka centymetrów nad ziemią. Może trudno w to uwierzyć, ale optymista i pesymista, szczęśliwiec i pechowiec, wesołek i mruk – wszystkich tych ludzi spotykają dobre i złe rzeczy.

    Wszyscy oni, razem z Tobą, idą tą samą ulicą Codzienną, która zawsze w pewnym momencie rozwidla się na dwie. To od Ciebie zależy, którą wybierzesz, czyli jaką podejmiesz decyzję i jak zareagujesz na to, co się wydarzyło. Czy wpadniesz w złość i chęć zemsty, czy odpuścisz i zajmiesz się swoimi sprawami. Podniesiesz się, otrzepiesz i pójdziesz dalej, czy zwiniesz się w kłębek i zaczniesz rozpaczać obwiniając cały świat.

    Ludzie, którzy wsłuchują się w swój wewnętrzny głos i ufają mu – na rozwidleniu dróg najczęściej (choć nie zawsze) podejmują lepsze decyzje. A lepsze nie znaczy łatwe, szybkie i przyjemne, ale bardziej pomocne im samym.

Zorganizuj sobie czas, bo jeśli tego nie zrobisz, ktoś inny to zrobi za Ciebie. Znajdź sobie zajęcie, bo zjawi się ktoś, kto zdecyduje o tym za Ciebie. Wymyśl sobie pasję, nie czekaj aż przyjdzie ktoś, kto wymyśli ją za Ciebie.

I wsłuchaj się w swój wewnętrzny głos, bo jeśli tego nie zrobisz, to pewne, że znajdzie się głos z zewnątrz, którego zaczniesz słuchać, nie orientując się nawet kiedy.

Wyobraź sobie, że wyciszasz nieporadność, brak rozsądku, nieśmiałość, i ogólnie przyjęte pojęcie o sukcesie. Ten głos, który przebije się wtedy na plan pierwszy – podpowie Ci wiele ciekawych rzeczy.

Podpowie Ci jak osiągnąć ten jeden sukces: jak spędzić życie na swój własny sposób.

A co Tobie udało się usłyszeć dziś? :-)

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.