Szczęście to umiejętność dokonywania małych wyborów.

Drobniaki w skarbonce szczęścia

– Ależ tu pięknie! Jakie malownicze jezioro, pomost, lasy! Wszystko zaczyna budzić się do życia, cudowne miejsce, aż mnie żal ściska!
– Żal? Czemu? – zapytałam.
– Jak to czemu, bo tak tu pięknie, a ja muszę jechać dalej, pracować, wracać do miasta. Żal, że nie mogę tu zostać na dłużej. Płakać mi się chce…

Marek naraz zachwycał się i zasmucał. W tamtej chwili był tu, nad mazurskim jeziorem, a myślami gdzieś daleko w mieście i wirze swoich obowiązków.

Kiedy zasugerowałam mu, żeby zatrzymał się na chwilę i delektował tym pięknym miejscem, żachnął się: „To tak, jakbyś głodnemu pokazywała obiad za szybą! Nie, dzięki!”

Co byś zrobił na miejscu Marka? Zatrzymałbyś auto, poszedł na pomost, by choć krótką chwilę spędzić nad jeziorem, czy wolałbyś nie rozdrażniać w sobie tęsknoty za wakacjami i czym prędzej byś odjechał?

Na to, jaka odpowiedź przyjdzie Ci do głowy, ogromne znaczenie ma Twoja perspektywa czasu. Marek, na przykład, jest mocno zorientowany na przyszłość. Planuje i ma względem niej konkretne oczekiwania. To ogromna zaleta w dzisiejszym, zachodnim świecie. Dokładnie wie, jak jego przyszłość ma wyglądać, wytycza sobie cele i konsekwentnie do nich dąży. Tacy ludzie zdobywają wysoki status ekonomiczny, dyplomy z najlepszych uczelni i długo cieszą się zdrowiem.

Jednak to, czy żyjesz bardziej przyszłością, teraźniejszością, albo przeszłością, też może mieć swoje wady. Dla osób zorientowanych na przyszłość, cieszenie się obecną chwilą sprawia niemałą trudność – co Marek pokazał dobitnie. Dlatego woli w ogóle nie zatrzymywać się przy jeziorze, bo jest świadomy, że nie spędzi tam najbliższych dwóch tygodni. Martwi się, że nie ma – przynajmniej teraz – perspektyw na odpoczynek nad wodą. Niestety w ten sposób, ignoruje też okazję do spędzenia miłej chwili, jaką teraźniejszość podała mu na talerzu.

„Masz wybór”

Trenerzy i mówcy motywacyjni przeróżnej maści, ciągle powtarzają słowa „masz wybór”: Osaczają Cię czarne myśli? – masz wybór, zacznij myśleć o jasnych stronach swego życia. Stresujesz się szefem w pracy? – masz wybór, zmień pracę, albo nastawienie do szefa. Codziennie wysłuchujesz wewnętrznego krytyka? – masz wybór, spróbuj siebie pokochać.

Kiedyś też tak uważałam. Bo faktycznie zawsze mamy wybór. Marek też – może rzucić wszystko w kąt i zostać nad jeziorem na dwa tygodnie. Jest to możliwe do wykonania. Ale jakie jest prawdopodobieństwo, że to faktycznie zrobi? Gdzieś w okolicach zera. Dlaczego? Ponieważ konsekwencje niektórych wyborów są tak wielkie, że prawie nigdy nie zdecydujemy się na nie.

Wybór najprostszy wcale nie jest taki łatwy

Wyobraź sobie, że widok z Twojego okna jest tak brzydki, że codziennie wielokrotnie psuje Ci humor. Co możesz z tym zrobić? Oczywiście masz wybór. Pierwszy i najprostszy: zmień adres. Jest to realne – przecież codziennie gdzieś ktoś zmienia miejsce zamieszkania. Nie mówimy o przeniesieniu się na Marsa, ale o przecznicę dalej, albo do innej dzielnicy. Tak, to jeden z wyborów, które masz do dyspozycji. Czy z niego skorzystasz? Wątpliwa sprawa. To nie stanie się ot tak, bo taka decyzja nie jest łatwa. Niestety coraz większe upowszechnienie takich „prostych” wyborów, na które tak naprawdę decyduje się ułamek zainteresowanych, pozostawia resztę ludzi z poczuciem żalu, że nic nie zrobili, pretensji do samego siebie i z masą samokrytycznych uwag.

Nie twierdzę, że wybór przeprowadzki jest zły. To świetna opcja, która może wiele zmienić. Ale nie zawsze i nie wszędzie, z teoretycznego wyboru stanie się realną opcją. Nie na wszystko my, ludzie, mamy zawsze wpływ i nie nad wszystkim jesteśmy w stanie sprawować kontrolę. Jakkolwiek byśmy mocno chcieli.

Więc co nam pozostaje?

Herman Hesse, niemiecki pisarz i poeta, napisał kiedyś, że cokolwiek nam się przydarzy, możemy to przemienić i nadać temu znaczenie i wartość. A więc, co Marek może zrobić, żeby poczuć się lepiej będąc jedynie przejazdem na ukochanych Mazurach? Na szczęście ma wiele innych, drobnych wyborów. Najprostsza sprawa – może kilka razy w tygodniu, gdy przejeżdża koło jeziora, zrobić sobie 10 minut przerwy na kanapkę na pomoście, na spacer nad brzegiem, na wyłączenie komórki na tę chwilę i posłuchanie szumu fal.

Czy to będzie tak znaczące dla niego jak dwutygodniowe wakacje na Mazurach? Pewnie nie. Ale czy te kilka minut wśród przyrody nie jest cenne i przyjemne, zwłaszcza powtarzane kilka razy w tygodniu? Z pewnością tak.

Czy głodna osoba chce od razu zjeść cały obiad? Oczywiście, chce rzucić się na niego jak wilk. Ale czy na pewno pogardzi jednym udkiem kurczaka i dwoma ziemniakami? Raczej nie, bo to lepsze niż głód.

Czy kiepski widok z okna można poprawić jedynie przeprowadzką? Nie, ale można na wszystkich pozostałych ścianach pozawieszać piękne widoki, lub zdjęcia własnej produkcji, albo zabawić się w detektywa i wyszukać choćby jeden jedyny element z widoku za oknem, który jednak nie jest taki zły.

Wrzucaj drobniaki do skarbonki szczęścia

Patrząc z lotu ptaka na dzisiejszy temat, mówię o zbieraniu grosików do skarbonki. Są tacy, którzy od razu takie przedsięwzięcie zdyskwalifikują. Ich prawo – mogą skupiać się jedynie na grubych banknotach. Tak też można. Jednak psychologia pozytywna niejednokrotnie potwierdza, że poczucie szczęścia to mozaika składająca się z częstych i małych elementów, które dają radość, przyjemność, zadowolenie, spokój, relaks, itp. Drobne, ale liczne momenty szczęścia.