Jak wybierać to, co dla Ciebie najlepsze (a nie tylko najprzyjemniejsze)

Teraźniejszość najbardziej wpływa na nasze decyzje.

Chcemy, żeby TERAZ było nam miło, przyjemnie, łatwo i bezproblemowo. A to, że gdzieś tam, hen hen w dalekiej przyszłości, pojawią się jakieś przykre konsekwencje? – któż by sobie tym teraz zawracał głowę?

Gdybyśmy tak nie myśleli, nie istniała by próchnica, karty kredytowe, ani żadna pączkarnia.

I choć logika nam podpowiada: „nie jedz tego”, to zapach i smak pączka zwycięża. Dlaczego? Bo pączek jest tu i teraz, a przyszłość gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie.

Żeby posłuchać się głosu rozsądku, nie wystarczy odsunąć pączka. Dobrze jest jeszcze tę odległą przyszłość do siebie przysunąć. Twoje przyszłe „ja” wcale nie musi wyglądać jak pomarszczony staruszek za 40 lat. Twoje przyszłe „ja” to także Ty jutro rano, w najbliższy weekend czy za tydzień.

Jak myśleć o tym, co dobre na przyszłość?

Myślenie o odległej przyszłości, w której widzisz siebie jako w sumie obcą Ci osobę, która nie wiadomo jak wygląda, gdzie mieszka i czym się zajmuje, raczej nie pomaga tu i teraz w samodyscyplinie. Bo to zbyt daleka przyszłość, żeby wyobrazić sobie ją w szczegółach.

Dlatego myśląc o swoim przyszłym „ja” nie sięgaj tak daleko. Wystarczy, że pomyślisz o tym, jak będziesz się czuł dziś wieczorem, jutro, za 3 dni albo za tydzień.

Zastanów się, co sprawi że:

  • będzie Ci się łatwiej wstawać, ćwiczyć, medytować, jeść zdrowo, lżej oddychać,
  • pomyślisz o sobie dobrze,
  • będziesz zadowolony ze swoich decyzji,
  • poczujesz dumę z tego, co osiągnąłeś,
  • poklepiesz sam siebie po ramieniu,
  • będziesz żył lepiej, pogodniej i zdrowiej.

Dlatego kiedy obudzisz się jutro o świcie, pomyśl, o ile łatwiej będzie Ci się wstawać i wybierać do wyjścia w wysprzątanym mieszkaniu. Może dobrym pomysłem będzie jeszcze dziś wieczorem spróbować ogarnąć (nawet z grubsza) bałagan w kuchni i łazience.

Albo kiedy wrócisz głodny i zmęczony z pracy, o ile szybciej zrobisz coś do jedzenia, kiedy lodówka nie świeci pustkami. Dlatego pomyśl o tym w weekend i zrób zakupy, nawet jeśli nie masz ochoty łazić po supermarketach.

A może kiedy położysz się spać dziś wieczorem, zapytasz siebie: „czy dziś zrobiłem to, co chciałem?” O ile bardziej będziesz z siebie dumny i zadowolony, kiedy będziesz mógł sobie powiedzieć: „zrobiłem to, to i tamto, mimo że było ciężko i nie za bardzo mi się chciało.”

Lub też kiedy będziesz weryfikował swój domowy budżet pod koniec miesiąca, o ile lepiej będziesz się czuł, kiedy nie dojrzysz w nim żadnej dziury.

Nie zapomnij o tym, żeby samodyscyplinę połączyć z autoempatią

Autoempatia i samodyscyplina są jak papużki nierozłączki. Jedno nie może żyć bez drugiego. I najlepiej gdyby ich w ogóle nie rozdzielać.

Sama dyscyplina może oczywiście przynieść Ci dobre wyniki, ale razem z nimi najpewniej przytaszczysz też nadciśnienie, samokrytykę, lęki, toksyczne myśli, stres, albo kłopoty ze snem.

Trzymanie siebie w żelaznych ryzach to nie to samo co troszczenie się o własne dobro.

Dopiero kiedy połączysz dyscyplinę z elastycznością, ciepłem, atmosferą życzliwości, chęcią wsparcia siebie i docenienia własnego wysiłku – w zamian dostaniesz wyniki oraz zdrowie psychiczne i fizyczne.

Podobnie sama autoempatia to dość ubogi koncept, jeśli zawiera w sobie jedynie picie gorącej czekolady, oglądanie „Notting Hill” po raz dziesiąty (Lubisz? Daj znać w komentarzu. Nie wiem czemu ten film nie potrafi mi się znudzić!) i gorące kąpiele w wannie pełnej pachnącej kokosem piany.

Żeby autoempatia faktycznie Ci pomagała na co dzień, musi znaczyć coś więcej, czyli musi zwierać elementy samodyscypliny:

  • trzymanie siebie za słowo,
  • zrozumienie swojej przeszłości,
  • wybaczanie innym,
  • dokształcanie się,
  • trenowanie własnej uwagi,
  • pozwolenie na trudne emocje,
  • ćwiczenie samodyscypliny,
  • bycie konsekwentnym.

Połączenie autoempatii i samodyscypliny to kombo nie do przebicia

Najmocniejszą stroną tego połączenia jest to, że robisz wysiłek, nawet kiedy Ci się nie chce, ale nie ciągniesz siebie za uszy. W zamian za to opiekujesz się sobą tak, jak to robi odpowiedzialny dorosły człowiek, który nie myśli tylko i wyłącznie o tym, żeby tu i teraz było przyjemnie. Za to potrafi pomyśleć o swojej niedalekiej przyszłości.

W ten sposób stajesz się własnym przewodnikiem, nauczycielem i wsparciem. Zachęcasz siebie, sam wzbudzasz w sobie ochotę do wysiłku na własną korzyść.

Trudno o lepszą relację z samym sobą. Za każdym razem, kiedy empatycznie dbasz o swoje przyszłe ja, samodyscyplina uruchamia się automatycznie.

A nawet jeśli coś Ci nie wyjdzie (a nie wyjdzie na pewno!) i samodyscyplina zaliczy akurat spadek, Twoja życzliwość do siebie pomoże Ci się podnieść i zacząć jeszcze raz i przypomnieć o swoim przyszłym „ja”.

Daj znać w jakiej formie jest Twoja samodyscyplina? Czy, tak jak i ja, łączysz ją z autoempatią?

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.