Jeden – moim zdaniem – podstawowy powód, dlaczego ludzie się rozstają

„To nie taka łatwa decyzja poświęcić się dla kogoś na całe życie.” – takie oto słowa wypowiedziała pewna młoda dziewczyna, tuż przed swoim ślubem. Właśnie oglądałam film dokumentalny z jej udziałem, i wtedy pomyślałam sobie, że z takim nastawieniem to z tego małżeństwa raczej nic dobrego nie będzie…

Do tej pory na łamach Wonder and Ponder nie poruszałam tematów dotyczących związków. Bo uważam, że przede wszystkim najważniejsze jest lepiej zrozumieć samego siebie i nie poświęcać się dla nikogo – tak po prostu jest zdrowiej. I choć dziś będzie o związkach, to nie znaczy, że oddalam się od tematu „ja”.

Dwie połówki

„W momencie, w którym przychodzimy na świat, nasza dusza dzieli się na pół. Każda połówka idzie w swoją stronę – po to, by później odnaleźć swoją drugą połowę i połączyć się z nią w wielkim szczęściu.“ – mówiła dalej przyszła panna młoda z telewizji.

To dość częsty pogląd. Chwytliwy, ładnie brzmiący i owiany aurą romantyczności – pewnie dlatego tak bardzo popularny i lubiany. Mawia się przecież: „moja (lepsza) połowa”, albo: „dwie połówki tego samego jabłka (ewentualnie pomarańczy)“.

Czyli – ona jest połówką, i on też. Pewnego dnia spotykają się, odkrywają, że pasują do siebie i stają się jednością. Piękne?

Według mnie – straszne.

Nie ma nic pięknego w tym, że przez dziesięciolecia, zanim znajdę tę „drugą połowę” – o ile szczęście mi dopisze! – to będę chodzić po świecie jako 50{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0} osoby. Nie wspominając o wielożeństwie, wtedy takiego kogoś trzeba by zredukować do 30, a może nawet 20{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0}. Dziwna to matematyka…

Mnożenie a nie dodawanie

O wiele bardziej przemawia do mnie matematyka relacji oparta na mnożeniu, o której usłyszałam w jakieś audycji radiowej (niestety nie mogę sobie przypomnieć w której, sporo tego słucham). Nagle wszystko od razu zaczyna nabierać sensu – bo kiedy pół osoby spotyka drugie pół, to nie tworzą całości. Jedna druga razy jedna druga daje jedną czwartą – powstaje ćwiartka osoby – i to jest dopiero właściwy obraz takiego związku.

A to oznacza, że jeśli nie wiem kim jestem, czego chcę i właściwie po co robię to, co robię, i na dodatek łączę się z równie zdezorientowaną osobą jak ja – to jej zagubienie w żadnym razie nie pomoże mi się odnaleźć.

I jeśli gdzieś można doszukiwać się sumowania, to chyba tylko w zagubieniu. Bo tego akurat w takim przypadku jest już dwa razy więcej. Zagubiona osoba nie pomoże mi, bo po prostu nie będzie w stanie. Ten drugi ktoś nie naleje z pustego, nie da mi tego, czego sam szuka.

Kiedy nie umiem pływać, to nie uratuję tonącego, nawet mimo szczerych chęci. Jeśli rzucę się na ratunek, to całkiem możliwe, że po prostu obydwoje pójdziemy na dno.

Jeden razy jeden równa się jeden

Mnożąc dalej, jeśli weźmiemy jedną pełną osobę, która spotka drugą pełną osobę, to mamy jeden razy jeden. Co daje jeden. A nawet co najmniej jeden – tak właśnie działa matematyka relacji.

I wtedy to ma sens. Bo to potencjał, na którym można spokojnie budować coś więcej. Całość, której nie trzeba naprawiać, nadrabiać i spłacać żadnych długów. Podstawa, na którą można wejść i stabilnie stanąć – ona nie załamie się po dwóch latach od wspólnego zamieszkania, otwarcia firmy rodzinnej, ślubu czy urodzenia dzieci.

Nowa bajka

Przyznaję – troszkę zniszczyłam bajkę o dwóch połówkach pomarańczy, zatem czas na opowiedzenie innej, alternatywnej, a do tego jeszcze piękniejszej.

Związek dwóch osób działa najlepiej, kiedy 100{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0} osoby spotyka drugie 100. Kiedy każda z nich jest świadoma i wie kim jest, czego pragnie i w jaki sposób czuje się kochana. A do tego potrafi o tym szczerze i otwarcie rozmawiać.

Taki związek nie powstaje po to, żeby odbudować swoje zagubione 50{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0} czy trzy czwarte, ale po to, żeby się rozwijać. Kiedy jedna świadoma osoba, zachowując granice własnej odrębności, łączy się z drugą jej podobną, to nie powstaje z nich hybryda, uwieszona na sobie nawzajem.

Związek nie kwitnie wtedy, kiedy dwie osoby porzucają siebie i przybierają maski kogoś innego. Żadnemu związkowi nie służy brak zaufania, współczucia i zrozumienia do siebie samego. Żaden związek nie potrzebuje podejrzliwego strachu przed porzuceniem, czy przed wyrażaniem własnego „ja”.

Dlatego wracam do siebie

Dwie świadome osoby, łączą się ze sobą po to, by móc wspólnie rozwijać się o wiele bardziej, niż gdyby to miały robić w pojedynkę. To związek, na którym korzystają oboje – razem i osobno.

Kiedy obie osoby będące w związku potrafią pływać, razem jest ciekawiej i weselej – wtedy dopłyną szybciej, niżby miały płynąć w pojedynkę.

Dlatego właśnie rzadko sięgam po temat związków. Bo pierwszorzędną sprawą jest zadbać o swoje „ja” – i temu dedykowany jest każdy tekst, który tu wstawiam. Żeby było 100{f7d8dfceeecfd292d6520ce50c4eb1b8b0890a6a7db650ffe9c1554c5319c0b0} osoby w osobie i ani procenta mniej. A tego nikt nie zrobi za Ciebie – ani Twój chłopak, ani dziewczyna, ani nawet rycerz na białym koniu.

Dlatego, jeśli chcesz zrobić coś dla drugiej osoby – to zainwestuj najpierw w siebie samego, zamiast się poświęcać dla kogoś innego.

2 komentarzy:
  1. mjkl
    mjkl says:

    Tak! Puenta tego tekstu jest doskonała!
    Dziękuję za ten wpis, ponieważ to co napisałaś chodziło mi po głowie od kilku lat, jest bardzo ważne i dokładnie trafia w mój schemat myślenia o jednostce w związku. Fakt, zniszczyłaś niestety romantyczną otoczkę wokół bycia razem :) , ale wiem, że samoświadomość nie wyklucza romantyczności w związku. A wręcz przeciwnie! Wiele osób, które spotykam w swoim życiu myśli w sposób „połówkowy”, czyli: jestem ja, jest ona, razem stanowimy sumę cech które się uzupełniają. A dlaczego cechy nie miałyby się np.: potęgować? Dlaczego zawsze muszą się dodawać? Otóż nie muszą! I im wcześniem zdamy sobie z tego sprawę, tym szybciej odkryjemy czym jest prawdziwa więź z drugą osobą.
    W mojej ocenie, bazując na własnych doświadczeniach, jednostka powinna być „pełna”. Powinna zadbać o siebie, popracować nad sobą, zrozumieć siebie, to co może dać drugiej osobie i to czego sama potrzebuje w związku, by drugiej osobie móc dawać energię, zamiast tylko od niej pobierać i uzupełniać tym samym swoje niedobory w nadziei na odnalezienie swojej tożsamości. Nie ma nic złego w uzupełnianiu niedoborów – każdy z nas miewa gorsze dni – ale niech tu panuje równowaga! Znając i rozumiejąc siebie można zacząć budować coś trwałego, co nie polegnie przy pierwszym życiowym ostrzale. Przetrwa trudności na które prędzej czy później napotka. Bo wchodząc w zdrowy, zrównoważony związek wiem kim byłem, kim jestem teraz, co chce robić w przyszłości. Co mogę dać i czego potrzebuję. Jestem świadom samego siebie.
    Niestety w dzisiejszych czasach, pomijając sytuacje gdy 500 zł na dziecko staje się motywem przewodnim założenia rodziny ;) , ludzie często zapominają o tym wszystkim i błądzą po omacku przewijając się przez różne sytuacje, które – zgoda – budują nasze doświadczenie i naszą tożsamość, ale jednocześnie odbierają im wiarę w to, że w życiu można spotkać to, czego szukają. A można spotkać. Czy się spotka na pewno? Nie. Ale można zwiększyć szanse na spotkanie szczęścia budując swoją całość, zamiast być jedynie ułamkiem.
    Uuuuuu, powiało u mnie optymizmem. Idzie wiosna! :)

    Odpowiedz
    • Emilia Mielko
      Emilia Mielko says:

      Faktycznie powiało wiosną :-) Aż miło :-)

      No cóż, nic dodać nic ująć. Może poza tym, że niszcząc nieco jedną opowiastkę romantyczną, zaproponowałam nieco inną, która fakt, może taka bajeczna nie jest, bo bardziej osadzona na ziemi, ale chyba jednak bardziej ciekawa :-)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.