Mindfulness w praktyce

Załóżmy hipotetycznie, że…
W Twojej firmie odbywają się coroczne spotkania, których celem jest integracja pracowników. Niby nic wielkiego, ale Ty ostatnio za nimi nie przepadasz. Firma zaliczyła jakiś czas temu poważny spadek obrotów i atmosfera między personelem zagęściła się, przez co ludzie, zapewne bez złych intencji, zaczęli patrzeć na siebie wilkiem. Nie wiadomo już komu ufać, bo teraz każdy dogląda tylko swojego interesu, każdy ma swoje rachunki do zapłacenia, plany do zrealizowania, ambicje do spełnienia. I tak spotkanie zespołu, które kiedyś kojarzyło się z miłą kolacją w restauracji, dziś jest dla Ciebie udręką. Nie masz na nie ochoty, bo wiesz, że nie będziesz się tam czuła komfortowo, rozmowy będą płytkie i nieszczere, podczas gdy wszyscy będą robić dobrą minę do złej gry.

Trąba powietrzna w głowie

Mimo że do spotkania zostało jeszcze parę dni, Ty już teraz czujesz cały stres z nim związany, jakby miało zacząć się za godzinę. Non-stop nawiedzają Cię myśli, jakie tematy mogą być poruszane i jak najlepiej na nie zareagować. Ciągle widzisz przed oczami poszczególne osoby komentujące w negatywnych słowach Twoje dokonania. Zastanawiasz się, kto i z której strony Cię zaatakuje i jaką taktykę obrony najlepiej przyjąć. Całe Twoje ciało i umysł krzyczą: „nie chcę tam iść!“

W takim stanie spędzasz kolejne dni… aż do spotkania. Po nim zaś wielokrotnie odtwarzasz całe wydarzenie. Opowiadasz zaufanym osobom, co się wydarzyło, kto co powiedział, i że z roku na rok jest coraz ciężej. Generalnie może i nie było aż tak źle, bo nie wszystkie przewidywania się sprawdziły, ale i tak odczuwasz wielką ulgę, że na rok możesz o tej całej sprawie zapomnieć. Uff…

Brzmi znajomo? To nie musi być spotkanie z współpracownikami. To może być cokolwiek innego, co wzbudza w Tobie tak silne negatywne emocje. Coś, co uruchamia cały mechanizm wyobrażeń i domysłów, które wydają się oplatać Cię niczym pajęczyna i krępują ruchy już na wiele dni przed. A kiedy już się z nich uwolnisz, to nadal nie możesz przestać myśleć o tym, co się wydarzyło.

Utrata kontroli

Cokolwiek, co wywołuje lawinę domysłów, wyobrażeń o negatywnym zabarwieniu, albo coś, przez co rysujesz tysiące scenariuszy na to, jak wielką porażką będzie całe to przedsięwzięcie – to wszystko staje się Twoim źródłem napięcia i stresu. Twój umysł szaleje, bo dostrzegasz jedynie ujemne strony całej tej sytuacji, a brak uważności dodatkowo to uwypukla.

Jeśli nie jesteś świadoma tego, co dzieje się w Twoim umyśle, to tracisz kontrolę nad tym, co czujesz i myślisz. Dajesz się ponieść wyobraźni w jej mroczne zakątki i stajesz się jedną z postaci, której czarny scenariusz napisał Twój umysł. A nie jest to rola łatwa do odegrania. Przez brak uważności nie dostrzegasz tego wszystkiego, tylko bierzesz scenariusz do ręki, uczysz się go na pamięć i grasz tak, jak napisano.

A to wszystko doprowadza do tego, że zamiast spędzić dwie godzinki w mało przyjemnym otoczeniu, Ty tam przebywasz od wielu dni przed i wiele dni po. Pozwalasz na to, by nieprzyjemny moment zamienił się w kilka długich dni, a nawet tygodni, odgrywając go w wyobraźni setki razy na wiele sposobów.

Zadaj sobie wtedy pytanie: czy chcę być na tej kolacji kolejny dzień, pomimo że ona jeszcze nie miała w ogóle miejsca? Jak długo żyję już swoim zmartwieniem, które jeszcze się nie zaczęło? Takie pytanie wybudza i otrząsa z natłoku Twoich własnych myśli i przywraca do rzeczywistości.

„To nie jest kwestia wyboru, nie chcę się tak męczyć, ale myśli same przychodzą…”

I to jest prawda, ale jedynie w połowie. Bo oczywiście myśli, tak jak natrętne owady, powracają, pomimo że się od nich odganiasz. Nawet jeśli zadałaś sobie pytanie: „czy chcę sama przedłużać swoje cierpienie?” i zdałaś sobie sprawę z tego, że nie, to niestety… to pomaga jedynie na moment. A po chwili powracasz znowu do: „a co jeśli tamten powie to, a co jeśli tamta zapyta o tamto” itd. I tu wkracza druga połowa prawdy, a jest nią wcale nie zaskakujący fakt: żeby posiąść jakąś umiejętność, potrzeba ćwiczeń, a do tego dorzućmy od razu cierpliwość i łagodność w stosunku do samego siebie – i mamy gotowy przepis na sukces.

Myśli niestety nie da się kontrolować. Przychodzą same i nieproszone. Ale za to uważność jak najbardziej da się wyćwiczyć. To umiejętność, która podlega takim samym zasadom, jak jeżdżenie na rowerze, czy gra na pianinie. Początki są koślawe i raczej rzadko powalają wynikami. Ale im częściej ćwiczysz, tym lepsza się stajesz. Powoli i cierpliwie dając sobie czas na naukę bez oczekiwań magicznych efektów, na pewno pomożesz sobie w całym procesie.

Co daje uważność?

Dzięki praktyce uważności coraz szybciej i coraz zręczniej potrafisz wybić się ze strumienia negatywnych myśli i zauważyć, że to jedynie Twoje domysły, a nie rzeczywistość. Być może kilka z czarnych scenariuszy faktycznie się sprawdzi, ale długotrwałe zadręczanie się nimi i ciągłe odtwarzanie ich w wyobraźni niczego nie zmienia na lepsze. Wybijanie siebie z pętli „negatywne myśli – negatywne emocje“ pomaga odzyskać spokój, równowagę i kontakt z rzeczywistością.

Na koniec zestawmy dwie opcje, które mamy do wyboru: trudy nauki uważności oraz trudy przeżywania kilkudniowej nawałnicy powietrznej w głowie. Jak uważasz, która z nich jest dla Ciebie bardziej przyjazna i pomocna?