Spokój i wewnętrzna równowaga: 7 niezawodnych strategii dla chronicznie zestresowanych i zatroskanych

Kiedy miałam jakieś 5 lat, lubiłam przesiadywać na balkonie. Marzyłam sobie wtedy, jak jak fajnie by było, gdyby przyleciał do mnie jakiś kanarek albo kolorowa papużka. Zaopiekowałabym się nią i wszyscy (tzn ja i ona) żyliby długo i szczęśliwie. (No cóż, miałam wtedy 5 lat.)

I choć teoretycznie jest to możliwe, ten sposób na realizację marzeń dosyć kiepsko się sprawdza. Możesz czekać i wypatrywać swojego celu, aż magicznie zjawi się nie wiadomo skąd, ale równie dobrze możesz się nigdy nie doczekać.

Na szczęście możesz też zrobić coś zupełnie innego: przystąpić do działania i krok po kroku przybliżać się do swojego celu, a cel ten do siebie. To o wiele skuteczniejszy patent na równowagę, spokój wewnętrzny i każdy inny przejaw zdrowia i szczęścia.

Lepiej zacznij od czegoś niepozornie małego zamiast przytłaczająco ogromnego

Kiedy czytasz słowa: „przystąpić do działania”, to pewnie od razu pojawiają Ci się w głowie ogromne przedsięwzięcia, np. żebyś przenosił góry albo co najmniej meble z jednego na drugi koniec pokoju.

Niekoniecznie.

Pozytywność albo spokój wewnętrzny wcale nie muszą być czymś wielkim. Ja wierzę w moc pokory i cierpliwości. Zacznij pomału i daj sobie czas.

Nie poganiaj siebie batem. Nie porównuj do innych. Nie narzucaj tempa jakbyś był koniem wyścigowym na Służewcu.

Daj sobie spokój.

Owszem, mówimy o wprowadzaniu nawyków, które przywracają równowagę, pozytywną energię i bardzo ułatwiają życie, ale które jednocześnie nie przytłoczą Cię pierwszego dnia.

Dlatego lepiej zacznij od czegoś niepozornie małego, zamiast przytłaczająco ogromnego. Co to miałoby być?

A proszę Cię bardzo:

1. Nie spełniaj swoich widzimisiów (przynajmniej nie od razu)

  • Zachciało Ci się oponek z białym serem – już lecisz do PSS’u.
  • Jak się nazywał ten aktor, który grał w “Big Lebowski”? — od razu sprawdzasz na google. (Przy okazji – świetny film ;-) )
  • A może ktoś odpowiedział na komentarz na fb? – natychmiast chwytasz za komórkę.

A ja Ci radzę – nie rób tego. Zatrzymaj się. Poczekaj. Oddychaj (patrz punkt 4). Poczekaj pół minuty, albo chociaż 10 sekund. A najlepiej tak długo, jak tylko dasz radę.

Nie spełniaj każdej swojej zachcianki, która akurat wpadła Ci do głowy przed sekundką. Po co narażać się na takie katorgi?

Natychmiastowa gratyfikacja, czyli mówiąc wprost: błyskawiczne spełnianie każdego swojego widzimisię prowadzi do chronicznego braku cierpliwości i baaardzo niskiej tolerancji dyskomfortu.

W ten sposób rozpuszczasz swój umysł jak furmański bicz. A to w przypadku dzieci, zwierząt i ludzi dorosłych nie wróży nic dobrego.

Dlatego czasami lepiej powiedzieć „nie” swoim zachciankom, które spokojnie mogą poczekać. Bo w ten sposób uczysz swój umysł samodyscypliny, umiejętności koncentracji, cierpliwości i wytrzymałości. A to bardzo bliscy sąsiedzi zrównoważenia i spokoju wewnętrznego.

2. Rób jedną rzecz na raz

Ujmując rzecz prosto: wielozadaniowość to ciągłe rozpraszanie się, a jednozadaniowość to skupianie uwagi tylko na jednej rzeczy naraz i ćwiczenie koncentracji. Zgadnij co Ci się bardziej przyda w życiu?

Oho, tak jest. Jednozadaniowość – to kolejny niepozorny, ale jak ważny krok w stronę zrównoważenia i ułatwienia sobie życia.

W moim wykonaniu wygląda to następująco: kiedy piszę ten tekst i składają mi wizytę myśli „zadzwoń do mamy”, „muszę sprawdzić maila” czy „zjadłabym coś”, to ja NIE robię nic, nie ruszam się z miejsca. Za to biorę kartkę i robię z tych myśli listę, którą odkładam na bok i wracam do swoich zadań. Te najbardziej nachalne myśli wpisuję po dwa razy.

I mówię sobie: spokojnie, zapisane, wrócimy do tego jak skończysz pisać, wszystko zrobimy tylko jeszcze nie teraz.

Działa. Uspokaja. Organizuje. Pomaga. Ułatwia życie. Polecam.

3. Zamieniaj strach na wiedzę

Kiedy czegoś nie wiem, kiedy się stresuję, kiedy coś mnie przerasta, kiedy czuję się zagubiona i przestraszona, wiesz co wtedy robię? Szukam informacji. Najlepiej jak najwięcej dam radę.

A moim skromnym zdaniem, najlepszym źródłem informacji od ręki są książki. Czytam. I zamieniam strach na wiedzę.

Niby jeszcze nie ruszam na przód, bo przecież tak praktycznie to nie robię nic, tylko siedzę i czytam. A jednak nie tkwię już w tym samym miejscu, w którym byłam na początku.

Sytuacja powoli zaczyna się wyjaśniać. Strach i uczucie przytłoczenia maleją. Niby jeszcze nic nie zrobiłam, ale czuję jakbym ten najtrudniejszy pierwszy krok miała za sobą. Dobra energia do mnie wraca, za nią pędzą równowaga i siły na kolejny krok.

Spróbuj. Książki można czytać nawet z trzęsącymi się rękoma. (Przetestowane.)

4. Wyciszaj się

Sprawa ma się następująco: jeśli chcesz równowagi w swoim życiu, musisz ją sam stworzyć.

Nie zjawi się magicznie sama z siebie. Tak przy okazji, kanarek też się nie zjawił na moim balkonie. A trudniej o prostszą i skuteczniejszą drogę do równowagi niż ćwiczenia oddechu.

I nie ma znaczenia jak to sobie nazwiesz: medytacją, uważnością, mindfulness, głębokim oddychaniem, techniką relaksacyjną, ładem duchowym czy wewnętrzną harmonią albo po prostu dawaniem sobie świętego spokoju. Nazwa liczy się tu najmniej, (w sumie to nie liczy się wcale).

Bo ważne jest, żebyś ćwiczył. Codziennie. Regularnie. Bez wyjątków. O jakiej tylko porze sobie zamarzysz. W miejscu, gdzie czujesz się najbardziej komfortowo.

Według mnie nie ma pozytywności i spokoju wewnętrznego bez nauki głębokiego oddychania i codziennych chwil wyciszenia. Kropka.

5. Daj sobie spokój

Kiedy natrafiam na problem, który zbija mnie z nóg, wcale nie zaciskam zębów i nie zmuszam siebie do maszerowania naprzód.

To, co robię, jest o wiele mniej robotyczne i o wiele bardziej ludzkie. Piszę, rozmawiam, płaczę, martwię się, snuję katastroficzne wizje (w tym jestem świetna), wychodzę na bardzo długie spacery z psem, jeżdżę na rowerze – czyli daję sobie przestrzeń, żeby przetrawić to co się wydarzyło.

Dopiero wtedy zaczynam szukać informacji (punkt nr 3) i ruszam dalej. Ktoś nastawiony na rezultaty uzna takie dni za stracone. Dla mnie to czysty zysk a nie strata. Zyskuję do siebie cierpliwość, wyrozumiałość oraz ludzkie podejście do moich emocji i wysiłków.

6. Wyrzuć telewizor przez okno

Nie namawiam, ale sugeruję. Wiem, że dla niektórych to może być poważny krok, ale przynajmniej rozważ to.

Kiedy sama pozbyłam się telewizora kilka dobrych lat temu, zauważyłam u siebie zespół abstynencyjny. Przychodzę z pracy do domu, NIE biorę za pilota, NIE włączam telewizora i coś tam sobie NIE leci w tle – jakoś dziwnie.

Jednak sama się zdziwiłam, że trwało to zaledwie tydzień, góra dwa. Za to potem otworzył się przede mną ocean ciszy, spokoju, wolnego czasu i miejsca do zagospodarowania (na książki, bo niby na co innego). Nie żałuję. Nie powrócę. Nie tęskno mi.

7. Graj i baw się

Czyli tańcz, jakby nikt nie patrzył i śpiewaj, jakby nikt nie słyszał. Albo dosłownie wtedy, kiedy nikt nie patrzy i nie słyszy. Znajdź czas na to, żeby wyluzować się, odpuścić sobie usztywnienie, poważną minę i idealnie wyprasowaną białą koszulę. Albo cytując „poradnik młodego zielarza”: żeby biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu w ruchu wypoczywać. (Pamiętasz Pana Kleksa? ;-) )

Wybierz coś, co Ciebie bawi. Co relaksuje i spłukuje stres jak bystry potok górski. Gra planszowa, salsa, pielenie ogródka, rzępolenie na gitarze elektrycznej – to Ty decydujesz. Powygłupiaj się na swój własny sposób. Nikomu od tego jeszcze korona z głowy nie spadła ;-)

No dobra, tak wyglądają przykładowe nawyki, które możesz włączyć w swoje życie, jeśli chcesz, by te stało się nieco (a z czasem nawet bardzo) łatwiejsze, bardziej pozytywne i zrównoważone. To za który się bierzesz w pierwszej kolejności?

P.S. W sprawie kanarka: ostatecznie miałam papużkę, ale nie z balkonu tylko od znajomego hodowcy.

P.S.2 Odnośnie punktu drugiego – ponoć to Einstein powiedział, że ktokolwiek, kto potrafi bezpiecznie prowadzić samochód całując dziewczynę, nie poświęca pocałunkowi uwagi, na którą ten zasługuje. (Spodobał mi się ten cytat, ale nijak nie chciał się wpasować w tekst, więc wrzucam tu :-) )