„I co w tym złego, że chcę być idealna?” – już odpowiadam

Moim zdaniem, wszystko się zaczęło od reklam.

To one wmawiają nam, że cera może być bezzmarszczkowa niezależnie od wieku a ręce pozbawione bakterii w 99,9%. Że bobas będzie zawsze uśmiechnięty, pod warunkiem, że zawiniemy go w markową pieluchę, a migrenę da się przejść bezboleśnie. No i obrus – wiecznie śnieżnobiały, niezależnie od tego, czym go wysmarujemy.

I co? – Uwierzyliśmy?

No pewnie. Uwierzyliśmy, że istnieje magiczny próg, po przekroczeniu którego życie stanie się przepiękne, bezawaryjne i szczęśliwe – czyli perfekcyjne.

Co więc nam pozostało? – Zdobyć ten cel. Przekroczyć próg. Osiągnąć perfekcję.

A co w tym złego, że chcę być idealna?

Po pierwsze, przestań dzielić rzeczy na złe i dobre, a zacznij na pomocne i niepomocne. W ten sposób wyjdziesz z roli sędziego najwyższego, a zamienisz się w przyjaciela, który gra z Tobą do jednej bramki, bo po prostu chce Ci pomóc.

Po drugie, chęć bycia chodzącym ideałem na dłuższą metę jest wyjątkowo niepomocna.

Dlaczego?

Bo sprawia, że czujesz się źle za każdym razem, kiedy się czegoś uczysz.

(Przeczytaj to zdanie jeszcze raz, bo jest naprawdę ważne.)

(I jeszcze raz.)

(Trzeci raz też nie zaszkodzi. :-) )

Autentyczność, zdrowie, uczciwość, pracowitość, wewnętrzny spokój, kreatywność, udany związek – to nie są cechy, które masz lub nie masz.

To są umiejętności. Uczysz się ich. Trenujesz je. A im więcej nauki i ćwiczeń, tym lepsze rezultaty.

Tylko że…

…to wymaga przejścia przez cały proces. Nieperfekcyjny, często mozolny i powolny proces uczenia się.

Kto z nas tego nie zna?

  1. Tryskasz energią.
  2. Motywujesz się pięknymi wizjami przyszłości.
  3. Osiągasz pierwsze sukcesy.
  4. Popełniasz pierwsze błędy.
  5. Wpadasz w depresję.
  6. Tracisz motywację.
  7. Robisz przerwę.
  8. Robisz drugą przerwę.
  9. Robisz kawę z bitą śmietaną.
  10. Robisz biszkopt z truskawkami.
  11. Namawiasz siebie, żeby wrócić do nauki.
  12. Wyciągasz wnioski.
  13. Wprowadzasz poprawki.
  14. Osiągasz kolejne sukcesy.
  15. Popełniasz kolejne błędy.
  16. Znowu tracisz motywację.
  17. Robisz gofry brukselskie.
  18. Wpadasz na genialny pomysł.
  19. Wracasz do pracy.
  20. Tryskasz energią.

I tak dalej.
I tak dalej…

Tak wygląda odwaga, autentyczność, pracowitość, kreatywność w akcji. Bywa różnie. I to jest NATURALNE. Dowodzi temu, że uczysz się czegoś nowego.

Natomiast perfekcja kręci na to wszystko zadartym nosem i mówi: “Oooo niee! Co to to nie, kochaneczku!”. Wyklucza naukę i wymaga od Ciebie teleportacji z punktu 0 do punktu 10 w ułamku sekundy. W innym przypadku uzna, że poniosłeś klęskę.

To trochę tak, jakbyś dziś miał stać się maratończykiem tylko dlatego, że wczoraj kupiłeś buty do biegania.

To nie jest pomocne. Ani realne.

A co w tym dobrego, że nie chcę być idealna?

Kiedy odpuszczasz sobie perfekcję, znika wiele problemów.

  • Przede wszystkim pozwalasz sobie na przechodzenie od 0 do 10, krok za krokiem, nie stresując się całym procesem (wliczając kroki wstecz, bo przecież takie to też norma).
  • Nie oczekujesz od siebie zjawisk nadprzyrodzonych (czyt. perfekcji), bo wiesz, że nauka czegokolwiek nie idzie prosto jak strzała, a szybciej jak serpentyna.
  • Coraz wyraźniej widzisz, że to zawsze jest proces i podróż. W niektórych sprawach jesteś mistrzem, który doszedł już bardzo daleko, a w innych dopiero początkującym uczniakiem. I to jest w porządku! Masz prawo.

Kiedy przyjmiesz to do wiadomości, zrobisz sobie wielką przysługę. Możliwe, że po raz pierwszy w życiu dasz sobie czas i przestrzeń na naukę. Bo mimo wielkich chęci nikt nie jest uczciwy, autentyczny czy odważny od urodzenia. Wszyscy staramy się być autentyczni, szczerzy czy rozsądni. Próbujemy. Ćwiczymy. Trenujemy. Praktykujemy. Uczymy się.

Taki stan rzeczy o wiele wierniej odzwierciedla nasze codzienne zwykłe życie.

Twierdzisz, że nie? – A ile razy podczas rygorystycznej diety rzuciłaś się na eklerki? Albo ile razy nie zwlokłaś się na siłownię o 6 z rana? Ile razy zaczęłaś krakać, jak te wrony, tylko dlatego, że między nie weszłaś?

Kiedy nawbijasz sobie do głowy, że musisz być perfekcyjna – nakładasz na siebie wielką, ciężką zbroję, która przygniata Cię do ziemi. Niby bezpieczniej, bo nikt się nie przyczepi, nie ma przecież do czego. Ale w środku – momentami brakuje Ci tchu od tego ciężaru.

“Jeśli często zdobywasz się na odwagę, będziesz też ponosić porażki. Takimi prawami rządzi się autentyczność.” – twierdzi Brené Brown. Każdy czegoś się uczy i w procesie tej nauki potyka się i przewraca. Przeklina swój los, narzeka na świat, a potem wstaje i uczy się dalej. To NATURALNE. Ludzkie. Realistyczne. Prawdziwe. I nieperfekcyjne.

A Ty? Dajesz sobie czas i przestrzeń na naukę? Jak wygląda Twój proces uczenia się? Twoja podróż? Jakie kroki zaliczasz często? Jest gdzieś wśród nich kawa z bitą śmietaną? ;-)