Zrób sobie prezent i przeczytaj ten tekst, zajmie Ci to 2 min i 58 sek (tak, sprawdziłam)

Z okazji Walentynek chcę Ci o czymś przypomnieć. Kilka myśli, które odgarnią współczesne wariactwo na bok, tak jak samochodowe wycieraczki odgarniają śnieg.

Wytapetuj sobie tym ścianę w kuchni, wytatuuj na przedramieniu, napisz w notatniku, zapisz w komórce i wracaj do tej listy jak najczęściej. A zwłaszcza kiedy zaczynasz w siebie wątpić i myśleć, że bardzo dużo Ci brakuje do szczęścia.

Gotowa? Oto i one.

Nawet gdybyś bardzo długo szukała, to wierz mi, nie znajdziesz żadnego rozsądnego powodu, dla którego powinnaś (lub musisz):

  • Być lubiana przez wszystkich.
  • Uśmiechać się i robić dobrą minę do złej gry.
  • Pytać wszystkich, czy dobrze myślisz i robisz.
  • Ścigać i porównywać się z innymi.
  • Zawsze mieć w zanadrzu jakąś błyskotliwą ripostę.
  • Planować każdy swój krok i kontrolować każdą sytuację.
  • Spełniać jakiekolwiek warunki wstępne do tego, żeby poczuć się wartościową osobą.
  • Zawsze wyglądać idealnie i robić wszystko perfekcyjnie (nawet gdyby to było możliwe).
  • Oczekiwać, lub – co gorsza: zakładać – że życie będzie pasmem spektakularnych i niekończących się sukcesów.

Jak wygląda wariactwo współczesnych czasów?

Ludzi można podzielić na dwie grupy:

  1. Na tych, którzy zwariowali, tylko (jeszcze) o tym nie wiedzą.
  2. I na takich, którzy zwariowali, ale (na szczęście) zdają sobie z tego sprawę.

Jeśli zaliczasz się do tych pierwszych, to żeby poczuć się w pełni wartościową i szczęśliwą osobą, wydaje Ci się, że musisz:

  • Mieć odpowiednią sylwetkę.
  • Zdobyć odpowiednie dyplomy.
  • Zadawać się z odpowiednimi ludźmi.
  • Zarabiać odpowiednio dużą sumę pieniędzy.
  • Wyjeżdżać w odpowiednie miejsca na wakacje.
  • Spędzać sobotni wieczór w odpowiedni sposób.
  • Znaleźć tę jedyną odpowiednią osobę.
  • Urodzić dziecko w odpowiednim momencie.
  • Pielęgnować odpowiedni image na internecie (bardzo ważne!).
  • Dostać różowego pluszowego misia na walentynki z wyszytym „I love you”.

Jeśli zaś zaliczasz się do drugiej grupy – czyli już jesteś świadoma swojego wariactwa (a przynajmniej od czasu do czasu tak bywa, co już jest dużym sukcesem) – to w zasadzie robisz to samo, co ci pierwsi, z tym że… no właśnie, na szczęście jest ta małe, acz jakże ważne „ztymże” :-)

Uwaga, uwaga, już mówię:

  • Czasami (a może i częściej) miewasz przebłyski świadomości. Pukasz się wtedy w czoło i odzyskujesz (choćby na chwilę) wewnętrzny spokój.

(Mówiłam, istne wariactwo!)

Skąd się bierze to szaleństwo i do czego może doprowadzić?

Ponoć kiedy wrzucisz żywą żabę do wrzątku, wyskoczy ratując sobie życie. Jednak jeśli włożysz ją do zimnej wody, wstawisz garnek na gaz i zaczniesz stopniowo podwyższać temperaturę, nie wyskoczy i zginie. (I tutaj naciskam, nie próbuj tego w domu).

Z nami jest trochę tak jak z tą biedną żabą z opcji numer dwa. Powolutku, po cichutku przesiąkamy różnymi przekonaniami, że „musimy” i „powinniśmy” żyć w określony sposób, jeśli chcemy poczuć się wartościową i ważną osobą.

I nie wiedzieć kiedy – masz babo placek – jesteś ugotowana. Bo mocno wierzysz w to, że żeby poczuć się dobrze we własnej skórze, brakuje Ci ho hoo, a może i jeszcze więcej. Że za mało masz, za mało wiesz, za mało wyglądasz, za mało znasz i w ogóle za mało wszystkiego.

Czyli, krótko mówiąc, jedziesz od dawna na minusie. To trochę tak, jakbyś weszła po raz pierwszy do banku założyć konto i dowiedziała się, że już na wstępie masz ogromny debet.

Przytakujesz, podkulasz ogon i zaczynasz spłacać. (Szaleństwo!) A przez to, powoli ale bez ustanku, temperatura Twojego życia wzrasta. Tak samo tempo. Napięcie. Stres. Wymogi. Normy. Reguły. Zwyczaje. I ból głowy.

Co z tym począć, czyli jak dać sobie spokój?

Myślisz sobie: „mnie to nie dotyczy Emilko, ja się zaliczam do grupy nr 3, o której widocznie nie wiedziałaś, że istnieje. Ja się rozwijam, pracuję nad sobą i czytam mądre książki. Wiem, że zdjęcia z okładek czasopism to retusz, że idealne rodziny nie istnieją, i że są wartości wyższe niż gromadzenie dóbr materialnych.”

Pięknie. Tylko zastanów się:

  • Ile razy ćwicząc medytację dołowałaś się, bo rzekomo Ci to nie wychodzi?
  • Ile razy na macie do jogi wykręcałaś swój kręgosłup do bólu po to, żeby jakaś poza wyszła Ci „tak jak należy”?
  • Ile razy nie ufałaś swojej intuicji i konsultowałaś słuszność swojego myślenia z książką napisaną przez kogoś rzekomo mądrzejszego od Ciebie?

(Też coś na ten temat wiem.)

No właśnie… Bo wariactwo pt. „poczuję się dobrze kiedy: zarobię, zdobędę, osiągnę, zaplanuję, sprawdzę, upewnię się, zwiedzę, założę” rozprzestrzenia się jak katar.

Dlatego jeśli chcesz pozbyć się go ze swojego życia (a przynajmniej choć troszkę), to regularnie i cierpliwie przestawiaj swoje myśli z “muszę!” na „wcale nie muszę”, a zapewniam Cię, że świat wcale nie przestanie się kręcić.

Zrób sobie prezent i przeczytaj tę listę jeszcze raz. Powtórz jutro i pojutrze. Aż do skutku. Weź głęboki oddech i dopuść do siebie możliwość, że naprawdę wcale nie musisz być chodzącym ideałem, żeby wiedzieć czym jest szczęście.

A teraz rozszerz tę walentynkę i napisz w komentarzu, czego jeszcze wcale nie musisz i co sobie odpuszczasz (przynajmniej na dziś).